Wicelider szokuje, ale nie gra o awans, a... ucieka przed spadkiem
27.09.2012
Pniówek aż siedem z dotychczasowych ośmiu meczach rozegrał na wyjazdach. Traci jednak tylko dwa punkty do prowadzącej Przyszłości Rogów. - Muszę przyznać, że mnie i trenera Mirosława Szwargę trochę zaskoczyło, że zajmujemy tak wysokie miejsce na starcie sezonu. U nas był remont płyty boiska i siedem meczów musieliśmy grać na obcych stadionach. Nikt się nie spodziewał, że będziemy tak blisko szczytu, z takim dorobkiem punktowym - mówi Dariusz Kłoda, asystent trenera Pniówka.
W czym więc tkwi siła zespołu, który, choć nie jest zwykle wymieniany wśród faworytów ligi, często znajduje się w czołówce? - Myślę, że w kolektywie. Mamy fajny, zgrany zespół, który walczy, więc są wyniki. Nie będzie jednak z naszych ust deklaracji o walce o awans. Dlaczego? Każdy mecz jest dla nas najważniejszy, a punkty zdobyte na jesień uważamy za bezcenne. Nie wiadomo, ile drużyn będzie spadać, może dojść jeszcze Ruch Radzionków, więc nawet pięć zespołów może walczyć o utrzymanie. Bardzo ważne jest, by nie zaplątać się w tę walkę - podkreśla były bramkarz Odry Wodzisław.
Wydawało się, że sporym wzmocnieniem Pniówka w tym sezonie będzie Bartosz Wojtków, napastnik, który rok temu znakomicie spisywał się w Pałwowicach, czym zwrócił uwagę Polonii Bytom. Były zawodnik BKS-u Stal Bielsko-Biała starał się pomóc bytomianom w utrzymaniu w I lidze, a gdy to się nie udało, wrócił do Pniówka. - Wszyscy na niego liczyli, ale pechowa kontuzja w drugim meczu spowodowała, że nie mamy go aż do końca jesieni. Zerwał więzadła krzyżowe, więc minimum pół roku musi pauzować. A nie wiadomo, jak będzie z formą na wiosnę. Liczymy, że w kilku meczach w przyszłym roku nam jednak pomoże. Co gorsza, Marcin Mazurek złamał palec u nogi też musi pauzować. Obawialiśmy się tych ostatnich spotkań, ale na szczęście w ostatniej chwili doszli do nas Sebastian Kapinos i Damian Sieniawski. Wyniki przeszły jednak najśmielsze oczekiwania - nie ukrywa Kłoda.
W najbliższej kolejce Pniówek zagra już jednak na własnym boisku, gdzie dwa tygodnie temu pokonał Skrę Częstochowa 3-1. Teraz zmierzy się z kolejnym zespołem głośno mówiącym o awansie - Odrą Opole.
W czym więc tkwi siła zespołu, który, choć nie jest zwykle wymieniany wśród faworytów ligi, często znajduje się w czołówce? - Myślę, że w kolektywie. Mamy fajny, zgrany zespół, który walczy, więc są wyniki. Nie będzie jednak z naszych ust deklaracji o walce o awans. Dlaczego? Każdy mecz jest dla nas najważniejszy, a punkty zdobyte na jesień uważamy za bezcenne. Nie wiadomo, ile drużyn będzie spadać, może dojść jeszcze Ruch Radzionków, więc nawet pięć zespołów może walczyć o utrzymanie. Bardzo ważne jest, by nie zaplątać się w tę walkę - podkreśla były bramkarz Odry Wodzisław.
Wydawało się, że sporym wzmocnieniem Pniówka w tym sezonie będzie Bartosz Wojtków, napastnik, który rok temu znakomicie spisywał się w Pałwowicach, czym zwrócił uwagę Polonii Bytom. Były zawodnik BKS-u Stal Bielsko-Biała starał się pomóc bytomianom w utrzymaniu w I lidze, a gdy to się nie udało, wrócił do Pniówka. - Wszyscy na niego liczyli, ale pechowa kontuzja w drugim meczu spowodowała, że nie mamy go aż do końca jesieni. Zerwał więzadła krzyżowe, więc minimum pół roku musi pauzować. A nie wiadomo, jak będzie z formą na wiosnę. Liczymy, że w kilku meczach w przyszłym roku nam jednak pomoże. Co gorsza, Marcin Mazurek złamał palec u nogi też musi pauzować. Obawialiśmy się tych ostatnich spotkań, ale na szczęście w ostatniej chwili doszli do nas Sebastian Kapinos i Damian Sieniawski. Wyniki przeszły jednak najśmielsze oczekiwania - nie ukrywa Kłoda.
W najbliższej kolejce Pniówek zagra już jednak na własnym boisku, gdzie dwa tygodnie temu pokonał Skrę Częstochowa 3-1. Teraz zmierzy się z kolejnym zespołem głośno mówiącym o awansie - Odrą Opole.
Polecane