Walka o Dronię nadal trwa

07.02.2009
Temat zawieszenia młodego obrońcy Zagłębia Sosnowiec, Pawła Droni, powraca. Dziś odbyło się posiedzenie w sprawie ewentualnego ułaskawienia. - Nie wiem jak to nazwać. Potraktowani zostaliśmy jak gówniarze - wścieka się Adam Bernat, prezes sosnowiczan.
Paweł Dronia został zawieszony na pół roku za incydent, który miał miejsce podczas mistrzostw świata U-20 Dywizji I w szwajcarskim Herisau. Od grudnia, czyli momentu wydania tej decyzji przez Wydział Gier i Dyscypliny, klub walczy z organami Polskiego Związku Hokeja na Lodzie o odstąpienie od takiego postanowienia.

Zgodnie z regulaminem, hokeista może złożyć wniosek o złagodzenie nałożonej kary. Klub postanowił z tego prawa skorzystać i przesłał do PZHL pismo z prośbą o ponowne przywrócenie praw zawodniczych. Dziś odbyło się posiedzenie komisji, która miała zadecydować o dalszych losach obrońcy.

Miała, ale tego nie zrobiła. - Przejechaliśmy sporo kilometrów, a dowiedzieliśmy się tylko, że sprawa nie zostanie rozpatrzona - żali się Bernat. - Potraktowani zostaliśmy jak gówniarze. Poinformowano nas, że mamy się stawić o określonej godzinie w Krakowie. Wybraliśmy się z Pawłem oraz jego pełnomocnikiem. Spotkanie trwało dosłownie trzy minuty. Powiedziano, że z powodu nieuiszczenia należnego wadium komisja wnioskiem się nie zajmie - dodaje zdenerwowany.

Zagłębie, chcąc, aby organ związku ponownie się zebrał i wydał werdykt, musiało wnieść opłatę. - W odwołaniu prosiliśmy o odstąpienie od regulaminowej kwoty, gdyż jest to nietypowa sprawa, a do tego Dronia jest jeszcze juniorem. Sekretarz telefonicznie powiadomił o zebraniu, ale ani słowem nie wspomniał, że czegoś brakuje. Podczas tej rozmowy w ogóle ten temat nie został poruszony. Prawnik odpowiedział, że na całym świecie obowiązuje zasada "jeśli nie spełnisz wszystkich formalności, to komisja powinna cię o tym poinformować" - tłumaczy sternik klubu.

- Szarpiemy się ze związkiem od dłuższego czasu. Nie mam już siły nawet o tym wszystkim mówić. Traktują nas jak powietrze. Tworzą jakieś swoje wewnętrzne prawa, które sami później interpretują jak chcą. Walka jest wyczerpująca, ale my się nie poddamy i broni nie złożymy - kończy Bernat.

Mimo prób nie udało nam się skontaktować z przedstawicielami PZHL-u.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również