W Dąbrowie Górniczej żałują niewykorzystanej szansy

22.04.2010
- Możemy mieć pretensje tylko do siebie, bo Siarka była do ogrania. Wierzę w to, że sportowa złość przerodzi się w lepszą postawę i kolejne mecze wygramy - zapowiada Wojciech Wieczorek.
Końcowy rezultat pierwszego pojedynku o ekstraklasę wskazuje, że emocje towarzyszyły mu do ostatnich sekund. I tak faktycznie było, zawodnicy MKS-u mieli jeszcze dwie okazje, by doprowadzić do dogrywki. - Najpierw jednak nie trafił Krzysztof Koziński, choć trzeba przyznać, że pozycja była bardzo trudna. Siarka nieoczekiwanie straciła piłkę i otrzymaliśmy jeszcze jedną okazję. Do końca meczu pozostały cztery sekundy. Piłkę otrzymał Basiński, przekozłował za połowę i z dziewięciu metrów oddał rzut. Niestety, nieskuteczny - relacjonuje Wojciech Wieczorek, trener dąbrowian.

- O te akcje nie mam jednak pretensji. Wiadomo, że w takich sytuacjach nie jest łatwo trafić. Szanse na wygraną zaprzepaściliśmy wcześniej - przyznaje szkoleniowiec MKS-u. - Na trzy minuty przed końcowym gwizdkiem przegrywaliśmy jednym punktem i popełniliśmy dwie straty. Najpierw wyrzuciliśmy piłkę w aut, a po chwili przeciwnik wybrał nam ją z kozła - rozkłada ręce Wieczorek. W Dąbrowie Górniczej nikt jednak się nie załamuje, bo... - Ten mecz potwierdził to, że oba zespoły są niezwykle wyrównane i nic nie stoi na przeszkodzie, by kolejne dwa spotkania padły naszym łupem.

Nad czym koszykarze MKS-u muszą w szczególny sposób popracować przed kolejnym starciem? - Cały zespół musi się włączyć w walkę "na desce". Siarka to drużyna, która zbiera najwięcej piłek na atakowanym koszu. Potwierdziła to w pierwszym meczu w Tarnobrzegu, gdy w czwartej kwarcie - kiedy goniliśmy wynik - trzy razy ściągnęła piłkę z naszej tablicy - zaznacza Wieczorek. - Do postawy wysokich zawodników nie mam jednak pretensji. Zagrali bardzo dobre zawody. W szczególności cieszy występ Adama Lisewskiego i Marka Piechowicza, którzy przecież wrócili po kontuzjach - dodaje.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również