W czterech meczach stracili 18 goli, ale ich morale nie spadło

30.08.2009
- Roszady w składzie? Nie myślę o nich. Grają najlepsi, a ci, którzy pozostają w odwodzie, to też przecież jeszcze nastolatkowie - mówi Henryk Franik, szkoleniowiec ŁTS-u Łabędy, zdecydowanie najsłabszego w tym momencie zespołu I grupy IV ligi.
30 spotkań i 29 porażek - to dorobek, z jakim poprzedni sezon II grupy IV ligi zakończył Rymer Rybnik. Przesadą byłoby już teraz prorokować, że w obecnych rozgrywkach w ślady rybniczan pójdzie ŁTS Łabędy, ale jeśli w postawie drużyny z Gliwic nic się nie zmieni... 18 bramek straconych w ledwie czterech kolejkach nie pozostawia bowiem złudzeń. Zespół Henryka Franika to w tym momencie zdecydowanie najsłabsze ogniwo stawki.

- Dużym ciosem okazała się przedsezonowa kontuzja Piotrka Szczepaniaka, na którym chciałem oprzeć grę. A tak, nasi młodzi chłopcy nie potrafią jak na razie udźwignąć IV-ligowego ciężaru. Roszady w składzie? Nie myślę o nich. Grają najlepsi, a ci, którzy pozostają w odwodzie, to też przecież jeszcze nastolatkowie - podkreśla opiekun ŁTS-u. Ale - paradoksalnie - mimo trudnego położenia, Franikowi nie brakuje optymizmu.

Dlaczego? - Bo nie jest tak, że my w ogóle niczego nie gramy. Choćby wczoraj, w starciu z Górnikiem 09 Mysłowice, długo byliśmy stroną przeważającą. Morale moich piłkarzy wcale nie jest niskie. Oni wiedzą, że z każdym spotkaniem nabierają cennego doświadczenia - wskazuje szkoleniowiec gliwiczan. Inna sprawa, że czasu na ogrywanie się nie ma.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również