Victoria Częstochowa takiego obrotu spraw w Żabnicy się nie spodziewała

05.09.2011
Dobry początek zwieńczony... utratą bramki. Później postanowienie odrobienia strat, które po 40 sekundach zamieniło się w nokautujący cios - tak dla Victorii Częstochowa wyglądał mecz w Żabnicy.
- Wiedzieliśmy, że to będzie ciężki mecz, bo Skałka jest bardzo dobrym zespołem, ale takiego obrotu spraw się nie spodziewaliśmy. Wychodziliśmy na drugą połowę maksymalnie zmotywowani, tymczasem w 40. sekundzie straciliśmy bramkę na 0-3 po naszym błędzie. Brakowało nam też szczęścia - trafiliśmy w poprzeczkę, nie wykorzystaliśmy sytuacji sam na sam, ale to nas w żaden sposób nie tłumaczy - uważa Maciej Strożek, trener Victorii Częstochowa.

Podobnie sądzi Wojciech Bolechowski, obrońca jego drużyny. - Nie takie były założenia... Na początku niby wszystko wyglądało dobrze, ale przy pierwszym stałym fragmencie gry straciliśmy bramkę. Mieliśmy ich pokryć, nie zrobiliśmy tego i potem wszystko się posypało. Po przerwie mieliśmy ruszyć, a dostaliśmy bramkę i było już po meczu - mówi 22-latek.

Nikt więc nie neguje tego, że Skałka zasługiwała na trzy punkty. - Gospodarze wygrali zasłużenie. W poprzednich meczach była walka i dość dobra piłka. Dziś wali było za mało i graliśmy słabą piłkę - przyznał trener Strożek.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również