Trenował trzy bielskie kluby. Z futsalu przerzucił się na futbol. I ma wyniki!
12.09.2011
Wygrane spotkanie z IV-ligowym Rekordem Bielsko-Biała na jego boisku musiało więc mieć szczególny wymiar. - Wcale tak nie było! - zapewnia Marcin Biskup. - Rekord to klub, któremu bardzo dużo zawdzięczam. Tu - od młodzieżowych mistrzostw Polski w futsalu - rozpoczęła się moja kariera trenerska. Później trenowałem pierwszą drużynę seniorów. Zawsze będę tu wracał z dużym sentymentem i ogranie bielszczan cieszy mnie tylko w kategoriach czysto sportowych. Mam tu wielu przyjaciół, dobre wspomnienia z relacji z prezesem i innymi ludźmi, którzy tu pracują. Uścisnęliśmy sobie dłonie przed meczem i po nim. A ja nawet specjalnie nie okazywałem radości, żeby nie było to źle odebrane - mówi trener Czańca.
A wcale nie musiałby tak dobrze wspominać Rekordu. Wszak awansował z tym futsalowym do ekstraklasy i jako beniaminek zajął w niej czwarte miejsce. Nic tylko pogratulować? Nie, po sezonie klub się z nim pożegnał... - W głębi serca na pewno jest jakaś zadra, bo każdy człowiek, gdy czuje, że w pracy robi postęp, chciałby, żeby mu została dana kolejna szansa. W następnym sezonie na pewno walczylibyśmy o medale. Ale jesteśmy tylko trenerami. Taka była decyzja i ją zaakceptowałem. M.in. dzięki niej mogłem tu wrócić z LKS-em Czaniec - mówi.
Rekord za czasów Biskupa słynął z żelaznej defensywy i wyprowadzania zabójczych kontrataków. Niby dyscyplina inna, zasady i taktyka również, ale... jego Czaniec gra bardzo podobnie. - Każdy trener ma jakąś filozofię gry. Wiadomo, że najpierw trzeba sprawdzić potencjał ludzki, a dopiero potem ją tworzyć. Cieszę się, że w LKS-ie mam zawodników odpowiednich do takiego grania, jakie najbardziej lubię - tłumaczy.

Również piłkarze w codziennej pracy z trenerem odczuwają wpływ halowej piłki. - Zauważaliśmy te różnice zwłaszcza na początku. Ta mieszanka futsalu i dużej piłki na razie przynosi fajne efekty i oby to trwało jak najdłużej - mówi Maciej Żak, obrońca LKS-u Czaniec.
Biskup jednak z piłkarzami halowymi wcale nie pracował od początku. - Zacząłem przygodę z trenerką stosunkowo wcześnie. Gdy miałem 24 lata to podjąłem pracę w dzisiejszym Podbeskidziu Bielsko-Biała, a wówczas BBTS-ie. Później prowadziłem grupy młodzieżowe w BKS-ie Stal, a następnie w Rekordzie. Prezes Janusz Szymura podsunął mi, bym zainteresował się futsalem, co mnie początkowo zdziwiło. Pojechaliśmy jednak na młodzieżowe mistrzostwa Polski i przywieźliśmy z nich srebrny medal. Miesiąc później objąłem pierwszą drużynę seniorów, z którą awansowałem do ekstraklasy. Cieszę się, że zostały po mnie jakieś dobre wspomnienia, bo dla mnie praca w Rekordzie to też niezapomniany czas. A jestem jeszcze młody, więc kto wie, jak się jeszcze kiedyś potoczy... - mówi Biskup.
Na razie nie jest jednak w stanie powiedzieć, z jaką dyscypliną będzie związana jego dalsza kariera. - Każdy człowiek dochodzi w życiu do takiego przemyślenia, że angażuje się w to, co jest. Jeżeli byłem zaangażowany w futsal, to robiłem wszystko, żeby jak najlepiej poznać i zrozumieć tę dyscyplinę. Starałem się dawać drużynie, co mogłem. Wtedy nie myślałem o dużym boisku. Teraz na nim jestem i też w pełni mu się poświęcam. Gdyby jednak ktoś mnie zapytał, czy w przyszłości zajmę się halą, czy trawą, nie wiedziałbym. Zależy, jak się potoczy kariera zawodowa... - kończy Marcin Biskup.
A wcale nie musiałby tak dobrze wspominać Rekordu. Wszak awansował z tym futsalowym do ekstraklasy i jako beniaminek zajął w niej czwarte miejsce. Nic tylko pogratulować? Nie, po sezonie klub się z nim pożegnał... - W głębi serca na pewno jest jakaś zadra, bo każdy człowiek, gdy czuje, że w pracy robi postęp, chciałby, żeby mu została dana kolejna szansa. W następnym sezonie na pewno walczylibyśmy o medale. Ale jesteśmy tylko trenerami. Taka była decyzja i ją zaakceptowałem. M.in. dzięki niej mogłem tu wrócić z LKS-em Czaniec - mówi.
Rekord za czasów Biskupa słynął z żelaznej defensywy i wyprowadzania zabójczych kontrataków. Niby dyscyplina inna, zasady i taktyka również, ale... jego Czaniec gra bardzo podobnie. - Każdy trener ma jakąś filozofię gry. Wiadomo, że najpierw trzeba sprawdzić potencjał ludzki, a dopiero potem ją tworzyć. Cieszę się, że w LKS-ie mam zawodników odpowiednich do takiego grania, jakie najbardziej lubię - tłumaczy.

Również piłkarze w codziennej pracy z trenerem odczuwają wpływ halowej piłki. - Zauważaliśmy te różnice zwłaszcza na początku. Ta mieszanka futsalu i dużej piłki na razie przynosi fajne efekty i oby to trwało jak najdłużej - mówi Maciej Żak, obrońca LKS-u Czaniec.
Biskup jednak z piłkarzami halowymi wcale nie pracował od początku. - Zacząłem przygodę z trenerką stosunkowo wcześnie. Gdy miałem 24 lata to podjąłem pracę w dzisiejszym Podbeskidziu Bielsko-Biała, a wówczas BBTS-ie. Później prowadziłem grupy młodzieżowe w BKS-ie Stal, a następnie w Rekordzie. Prezes Janusz Szymura podsunął mi, bym zainteresował się futsalem, co mnie początkowo zdziwiło. Pojechaliśmy jednak na młodzieżowe mistrzostwa Polski i przywieźliśmy z nich srebrny medal. Miesiąc później objąłem pierwszą drużynę seniorów, z którą awansowałem do ekstraklasy. Cieszę się, że zostały po mnie jakieś dobre wspomnienia, bo dla mnie praca w Rekordzie to też niezapomniany czas. A jestem jeszcze młody, więc kto wie, jak się jeszcze kiedyś potoczy... - mówi Biskup.
Na razie nie jest jednak w stanie powiedzieć, z jaką dyscypliną będzie związana jego dalsza kariera. - Każdy człowiek dochodzi w życiu do takiego przemyślenia, że angażuje się w to, co jest. Jeżeli byłem zaangażowany w futsal, to robiłem wszystko, żeby jak najlepiej poznać i zrozumieć tę dyscyplinę. Starałem się dawać drużynie, co mogłem. Wtedy nie myślałem o dużym boisku. Teraz na nim jestem i też w pełni mu się poświęcam. Gdyby jednak ktoś mnie zapytał, czy w przyszłości zajmę się halą, czy trawą, nie wiedziałbym. Zależy, jak się potoczy kariera zawodowa... - kończy Marcin Biskup.
Polecane