Trener Skry: Myślę, że prezes... powinien był mnie zwolnić

11.09.2013
- Byliśmy z prezesem Arturem Szymczykiem umówieni, że walczymy o awans, a jak się nie uda, to... mocną się zastanowimy, co dalej. Myślę, że powinien był mnie zwolnić - mówi Jan Woś, trener Skry Częstochowa.
Mimo klapy w walce o II ligę, Woś pozostał jednak na stanowisku. Czym przekonał prezesa? - Nie przekonywałem prezesa, by mnie zostawił. To była jego suwerenna decyzja. Widocznie zauważył, że jest postęp w grze drużyny. Nie tłumacząc się z braku awansu, trochę przeszkodziły nam pewne układy. Raz zdarzyło się, że we wtorek graliśmy Puchar Polski, a w środę ligę... Szliśmy dwutorowo. Jako zawodnik nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale teraz widzę, że trener musi mieć więcej czasu. Może są bystrzy szkoleniowcy, którzy potrafią przyjść i od razu wszystko poukładać, ale tu trzeba cierpliwości, by poznać potencjał danego zawodnika i ewentualnie wymienić go na lepszego - tłumaczy były kapitan Odry Wodzisław.

Woś uważa, że latem trafił z transferami. - Ci, którzy do nas przyszli latem, występują w pierwszym składzie. Są mocniejsi od tych, którzy grali w poprzednim sezonie. I stąd dobry wynik. Klub to nie tylko praca trenera, ale pomoc ze strony prezesa i dyrektora sportowego w transferach zawodników pasujących do koncepcji. Nie jest tak, że przychodzi trener, dostaje grupę zawodników i ma z nich zrobić superzespół. Zgraliśmy się z prezesem, stworzyliśmy listę i udało się ściągnąć ludzi, którzy w znaczny sposób podnieśli poziom drużyny. Robimy stałe postępy. Oby w tym roku się udało, bo ustaliliśmy, że jeżeli w tym roku nie będzie awansu, to moja praca w Skrze dobiegnie końca - dodaje Woś.

Może być jednak ciężko, bo w tym roku trzeba nie tylko wygrać rozbudowaną III ligę śląsko-opolską, ale potem jeszcze poradzić sobie w ogólnopolskich barażach. - Wszystko jest możliwe. Gdy uda się wejść do II ligi, ten awans będzie smakował wyjątkowo - kończy.
źródło: Sport

Przeczytaj również