Trener Skry Częstochowa ma bardzo nietypowy problem...
27.09.2012
Wygląda na to, że na wyjazdach sporo tracicie, choć złego meczu w Bielsku wcale nie zagraliście...
Jan Woś: - Większość naszych wyjazdów tak wygląda - gramy dobrze, a jesteśmy nieskuteczni. W pierwszej połowie mieliśmy doskonałą sytuację, w której Marcin Kowalski przestrzelił. BKS nie miał takiej okazji do przerwy. W drugiej połowie zrobił akcję, po której straciliśmy bramkę i jedziemy do domu znów bez zdobyczy punktowej.
Skąd się to bierze? Przecież nie sposób grać o awans nic nie przywożąc z obcych boisk.
- Dokładnie. Nasz bilans wyjazdów - cztery porażki - wygląda tragicznie. Natomiast sytuacje stwarzamy i to o wiele lepsze niż w tym meczu w Bielsku. Nawet w przegranym 0-5 spotkaniu mieliśmy więcej lepszych okazji. BKS zagrał bardzo twardo, ale sytuacji nie stwarzał. Jedna kontra, parę szybkich podań i gol. A u nas te proporcje na wyjazdach są bardzo nierówno rozłożone. Nie strzelamy bramek. Grzechem jest na pewno nieskuteczność. Kombinujemy ze składem, robimy różne roszady, ale cały czas wyjazdowy dorobek pozostaje bez zmian...
Myśli pan, że przyczyną może być to, że zawodnicy nie wytrzymują presji związanej z grą o awans? Rzadko kiedy polscy trenerzy tak otwarcie stawiają sprawę przed sezonem, jak pan...
- Panie redaktorze, ale co to jest za presja?
Ja się z tym zgadzam, ale fakt faktem, że w naszej rzeczywistości raczej lepiej radzą sobie kluby, które "nic nie muszą" i "grają w każdym meczu o trzy punkty, a co to da - zobaczymy".
- W sumie takim przykładem byliśmy my w zeszłym sezonie, kiedy graliśmy na luzie i zajęliśmy drugie miejsce. Natomiast niemal całą wiosnę mieliśmy u siebie. I na swoim stadionie dziś też potrafimy grać, zdarzyła nam się jedynie wpadka z Odrą. Ja nie widzę problemu, jeśli chodzi o tę sprawę. W życiu ludzie mają naprawdę duże tragedie. Ktoś nie ma pracy, coś się złego dzieje ze zdrowiem. A tu? To jest tylko mecz, który można wygrać. Nie jest tak, że my robimy jakieś cyrki po przegranych meczach. Ja grałem w piłkę parę lat i wiem, że nie zawsze wszystko wychodzi. Natomiast jest problem z wyjazdami. Gdybyśmy u siebie również nie robili punktów, wtedy można by się upatrywać problemu presji. A my po prostu gramy nieźle - każdy to mówi - a na obcych boiskach przegrywamy.
W czym więc tkwi problem?
- Na pewno jest jakiś kłopot z grą z kontry, a tak przeważnie gra się na wyjeździe. U siebie radzimy sobie z atakiem pozycyjnym.
Dość nietypowy problem, jak na polską drużynę...
- Właśnie, w naszym kraju zawsze jest odwrotnie. Może nie ułatwia sprawy też to, że trenujemy cały czas na sztucznym boisku, a wyjazdy gramy na naturalnym? Jest sporo znaków zapytania, ale na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć.
Planuje pan zmienić miejsce treningów, czy nie macie takiej możliwości?
- Mamy też boisko z naturalną nawierzchnią. Będziemy coś zmieniać. Na tym sztucznym stawy są jednak bardziej obciążone. Może po następnym meczu wyjazdowym będziemy znać odpowiedź na nasze bolączki. Trzeba żyć dalej.
Rozmawiał Michał Trela.
Jan Woś: - Większość naszych wyjazdów tak wygląda - gramy dobrze, a jesteśmy nieskuteczni. W pierwszej połowie mieliśmy doskonałą sytuację, w której Marcin Kowalski przestrzelił. BKS nie miał takiej okazji do przerwy. W drugiej połowie zrobił akcję, po której straciliśmy bramkę i jedziemy do domu znów bez zdobyczy punktowej.
Skąd się to bierze? Przecież nie sposób grać o awans nic nie przywożąc z obcych boisk.
- Dokładnie. Nasz bilans wyjazdów - cztery porażki - wygląda tragicznie. Natomiast sytuacje stwarzamy i to o wiele lepsze niż w tym meczu w Bielsku. Nawet w przegranym 0-5 spotkaniu mieliśmy więcej lepszych okazji. BKS zagrał bardzo twardo, ale sytuacji nie stwarzał. Jedna kontra, parę szybkich podań i gol. A u nas te proporcje na wyjazdach są bardzo nierówno rozłożone. Nie strzelamy bramek. Grzechem jest na pewno nieskuteczność. Kombinujemy ze składem, robimy różne roszady, ale cały czas wyjazdowy dorobek pozostaje bez zmian...
Myśli pan, że przyczyną może być to, że zawodnicy nie wytrzymują presji związanej z grą o awans? Rzadko kiedy polscy trenerzy tak otwarcie stawiają sprawę przed sezonem, jak pan...
- Panie redaktorze, ale co to jest za presja?
Ja się z tym zgadzam, ale fakt faktem, że w naszej rzeczywistości raczej lepiej radzą sobie kluby, które "nic nie muszą" i "grają w każdym meczu o trzy punkty, a co to da - zobaczymy".
- W sumie takim przykładem byliśmy my w zeszłym sezonie, kiedy graliśmy na luzie i zajęliśmy drugie miejsce. Natomiast niemal całą wiosnę mieliśmy u siebie. I na swoim stadionie dziś też potrafimy grać, zdarzyła nam się jedynie wpadka z Odrą. Ja nie widzę problemu, jeśli chodzi o tę sprawę. W życiu ludzie mają naprawdę duże tragedie. Ktoś nie ma pracy, coś się złego dzieje ze zdrowiem. A tu? To jest tylko mecz, który można wygrać. Nie jest tak, że my robimy jakieś cyrki po przegranych meczach. Ja grałem w piłkę parę lat i wiem, że nie zawsze wszystko wychodzi. Natomiast jest problem z wyjazdami. Gdybyśmy u siebie również nie robili punktów, wtedy można by się upatrywać problemu presji. A my po prostu gramy nieźle - każdy to mówi - a na obcych boiskach przegrywamy.
W czym więc tkwi problem?
- Na pewno jest jakiś kłopot z grą z kontry, a tak przeważnie gra się na wyjeździe. U siebie radzimy sobie z atakiem pozycyjnym.
Dość nietypowy problem, jak na polską drużynę...
- Właśnie, w naszym kraju zawsze jest odwrotnie. Może nie ułatwia sprawy też to, że trenujemy cały czas na sztucznym boisku, a wyjazdy gramy na naturalnym? Jest sporo znaków zapytania, ale na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć.
Planuje pan zmienić miejsce treningów, czy nie macie takiej możliwości?
- Mamy też boisko z naturalną nawierzchnią. Będziemy coś zmieniać. Na tym sztucznym stawy są jednak bardziej obciążone. Może po następnym meczu wyjazdowym będziemy znać odpowiedź na nasze bolączki. Trzeba żyć dalej.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane