Trener Skry Częstochowa: Jeśli zespół ma jaja, to sobie poradzi

15.08.2012
- Ja uważam, że w życiu trzeba sobie stawiać jasne cele. Co to jest za presja, gra o awans? Jeśli się okaże, że nie awansujemy, to znaczy, że jesteśmy za słabi - mówi Jan Woś, trener III-ligowej Skry Częstochowa.
Po zmianach, jakie zaszły w drużynie latem, miał pan jakieś obawy przed inauguracją ligi?

Jan Woś: - Jeżeli mam być szczery, to w tej mojej krótkiej przygodzie z trenerką, jeszcze nie miałem takich obaw przed żadnym meczem. Tak jak pan zauważył, mieliśmy wiele zmian. Odeszło od nas kilku zawodników, inni przyszli. I zastanawiałem się, czy będziemy grać podobnie, jak w poprzedniej rundzie, kiedy wyglądało to bardzo dobrze. Byliśmy - szczególnie w meczach u siebie - drużyną dłużej utrzymującą się przy piłce, niż nasi rywale. Chciałem, aby tak pozostało.

Jak więc ocenia pan pierwszy mecz z LZS-em Piotrówka?

- Na pewno cieszy fakt, że zdobyliśmy trzy punkty z przeciwnikiem, który wydaje mi się bardzo mocny. Piotrówka została solidnie przemeblowana, ale moim zdaniem są to zmiany na lepsze. Chodzi mi tu przede wszystkim o tych trzech zawodników, pozyskanych z Ruchu Radzionków - Mateusza Cielucha, Marcina Dziewulskiego i Marcina Trzcionkę. Wrócił też do nich Idrissa Cisse. To bardzo mocny zespół, a nam się i tak udało wygrać. To jest najważniejsze. Styl na pewno nie był powalający, ale i tak jestem zadowolony.

Jak przebiega wprowadzanie się do drużyny Marcina Chmiesta i Marcina Drzymonta, czyli zawodników z ekstraklasową przeszłością?

- Drzymont był z nami praktycznie od początku przygotowań, rozegrał większość sparingów i wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. Natomiast Chmiest przyszedł do nas w ostatnim tygodniu przed ligą, na drugim treningu doznał urazu głowy. Zderzył się z jednym z naszych zawodników i wylądował w szpitalu, w związku z czym nie mógł grać w pierwszym meczu. Dzisiaj już jest w pełni sił i jedzie z nami. Będziemy go wprowadzać w zespół i liczymy, że będzie to lekarstwo na naszą nieskuteczność. W zeszłej rundzie - mimo zdobycia 37 bramek - i tak powinniśmy byli strzelić spokojnie 20 kolejnych. Liczę, że będzie zdobywał bramki. Grałem z nim w Odrze Wodzisław i tam te gole "walił" regularnie, dlatego bez wahania zdecydowałem się go ściągnąć.

Mecze u siebie rozgrywacie od pół roku na nowym stadionie, przy sztucznym oświetleniu. To dla pana zawodników dodatkowa motywacja?

- Ja pamiętam ze swojej kariery, że te mecze, które grało się wieczorem, przy światłach, wyglądały zupełnie inaczej niż te tzw. "pikniki" o 13-14, kiedy ptaszki ćwierkały. Te światła są tak skierowane, że wygląda to jak spektakl. To dodatkowa motywacja nie tylko dla moich zawodników, ale też dla rywali i lepsza sprawa dla kibiców. Te mecze są po prostu ciekawsze. My już jesteśmy do tego przyzwyczajeni przez zeszłą rundę. Rozegraliśmy tam 10 oficjalnych spotkań. Osiem wygraliśmy, dwa zremisowaliśmy, więc na razie ta nasza "Loreta" nam sprzyja.

Dziś gracie w Rogowie z Przyszłością, która zaczęła dobrze. Jak by nie patrzeć, jedziecie do lidera...

- Zgadza się. Znam dobrze i trenera drużyny przeszłości i niektórych zawodników, bo to jest 10 kilometrów od Wodzisławia. Są to gracze, którzy mieli epizody w Odrze, z różnym skutkiem, ale cechuje ich waleczność. Zawsze są ambitni i groźni szczególnie u siebie. Przypomnę, że w zeszłym sezonie wygrała w Rogowie tylko... Skra Częstochowa. Zdajemy sobie sprawę, że jedziemy na ciężki teren, zwłaszcza, że oni są teraz liderem i na pewno będą się chcieli na tej pozycji utrzymać. Byłem na ich meczu z Polonią Głubczyce, widziałem, że stać ich na wiele. Naszym celem jest nie stracić tam bramki, bo zawsze z przodu coś powinno nam się udać strzelić. Tam jest małe boisko, jesteśmy przygotowani na to, że będzie dużo dośrodkowań i musimy sobie z tym poradzić.

Od początku sezonu głośno mówicie o tym, że interesuje was tylko awans. Nie obawia się pan, że to tylko zaszkodzi pańskiej drużynie?

- To świadome działanie z naszej strony. Ściągnęliśmy zawodników, którzy są w stanie temu sprostać. Zresztą, jeśli zespół ma jaja, to sobie poradzi, a jeśli nie da rady, to znaczy, że jesteśmy za słabi. Co to za presja, wywalczenie awansu? Przed sezonem usiedliśmy z prezesem, powiedzieliśmy, co nas interesuje, zakomunikowaliśmy to zawodnikom i mówimy o tym głośno. Zresztą, ja uważam, że w życiu trzeba sobie wyznaczać jasne i wyraźne cele.

Rozmawiał Michał Trela.

Program 2. kolejki III ligi śląsko-opolskiej (wszystkie mecze w środę o 17:00):
Polonia Głubczyce - LZS Leśnica
Polonia Łaziska Górne - BKS Stal Bielsko-Biała
Swornica Czarnowąsy - LKS Czaniec
Victoria Chróścice - Pniówek Pawłowice
Start Namysłów - Odra Wodzisław
Górnik Wesoła - Odra Opole
LZS Piotrówka - Szczakowianka Jaworzno
Przyszłość Rogów - Skra Częstochowa
autor: Michał Trela

Przeczytaj również