Trener BKS-u Stal: Najlepsze widowisko stworzyli kibice
08.04.2012
Faktycznie, na mecz bialan z Przyszłością Rogów przyszło zaskakująco dużo kibiców, którzy głośno dopingowali i zadbali o oprawę graficzną spotkania. - Oni stworzyli najlepsze widowisko. Bo na boisku widać było, że oba zespoły mają do siebie ogromny szacunek. Przeciwnik stworzył nam ciężkie warunki, było bardzo mało miejsca i przez to mało klarownych sytuacji do zdobycia bramek. Mecz był bardzo poukładany i trochę trąciło to szachami. Ale obie drużyny jeszcze niejednemu pokażą, jak grają w piłkę - twierdzi z pełnym przekonaniem szkoleniowiec III-ligowca.
Z bezbramkowego remisu zadowolony jednak nie był. - W piłce zawsze gra się o zwycięstwo. Jednak wiedzieliśmy, że spotykają się zespoły, których miejsca w tabeli nie odzwierciedlają tego, co potrafią. To są naprawdę dobre drużyny. My próbowaliśmy wygrać i im bliżej było końca boiska, tym częściej gościliśmy na połowie rywali. Lecz jedni o drugich wiedzieli wszytko i remis jest chyba sprawiedliwym wynikiem - dodaje.
Oglądając grę BKS-u, można było odnieść wrażenie, że ten zespół jest bardzo nierówny. Bialanie potrafili stworzyć fantastyczne, płynne, przemyślane akcje, ale robili to bardzo, bardzo rzadko. Dlaczego? - Po meczu zawsze można tak mówić. Ja wiem, co my robimy, co trenujemy, ale w meczu wygląda to inaczej. Do potyczek ligowych dochodzi stres, adrenalina. Poza tym, na tym boisku (stadion miejski przy ulicy Rychlińskiego - przyp. MT) trenujemy bardzo rzadko. Gramy cały czas na sztucznym, a to też ma jakiś wpływ. My tej murawy nie czujemy. Ćwiczymy na mniejszym. Widać to chociażby po stałych fragmentach gry, które na innym boisku wychodzą a tu nie wychodzą - rozkłada ręce Mandla.
Pojawia się więc pytanie, czy BKS nie ma możliwości, by częściej trenować na stadionie, na którym rozgrywa mecze... - Jeżeli nie jestem pewnych tematów w stanie zmienić, to ich unikam. Musimy tu grać i musimy jakoś sobie radzić - mówi Mandla, tłumacząc w ten sposób to, że jego drużyna słabiej spisuje się u siebie niż na wyjazdach.
Na koniec trener BKS-u wyjaśnił też sprawę, o której pisaliśmy w meczowej relacji. Przypomnijmy, że w 80. minucie na boisko wszedł Marcin Pęszor, którego nie było w protokole meczowym. - Spokojnie, staramy się nie popełniać błędów. W protokole, który dostali dziennikarze, Pęszora nie było, ale jeszcze przed meczem wypisaliśmy nowy, w którym się znalazł. Walkower więc nam nie grozi - kończy Marek Mandla.
Z bezbramkowego remisu zadowolony jednak nie był. - W piłce zawsze gra się o zwycięstwo. Jednak wiedzieliśmy, że spotykają się zespoły, których miejsca w tabeli nie odzwierciedlają tego, co potrafią. To są naprawdę dobre drużyny. My próbowaliśmy wygrać i im bliżej było końca boiska, tym częściej gościliśmy na połowie rywali. Lecz jedni o drugich wiedzieli wszytko i remis jest chyba sprawiedliwym wynikiem - dodaje.
Oglądając grę BKS-u, można było odnieść wrażenie, że ten zespół jest bardzo nierówny. Bialanie potrafili stworzyć fantastyczne, płynne, przemyślane akcje, ale robili to bardzo, bardzo rzadko. Dlaczego? - Po meczu zawsze można tak mówić. Ja wiem, co my robimy, co trenujemy, ale w meczu wygląda to inaczej. Do potyczek ligowych dochodzi stres, adrenalina. Poza tym, na tym boisku (stadion miejski przy ulicy Rychlińskiego - przyp. MT) trenujemy bardzo rzadko. Gramy cały czas na sztucznym, a to też ma jakiś wpływ. My tej murawy nie czujemy. Ćwiczymy na mniejszym. Widać to chociażby po stałych fragmentach gry, które na innym boisku wychodzą a tu nie wychodzą - rozkłada ręce Mandla.
Pojawia się więc pytanie, czy BKS nie ma możliwości, by częściej trenować na stadionie, na którym rozgrywa mecze... - Jeżeli nie jestem pewnych tematów w stanie zmienić, to ich unikam. Musimy tu grać i musimy jakoś sobie radzić - mówi Mandla, tłumacząc w ten sposób to, że jego drużyna słabiej spisuje się u siebie niż na wyjazdach.
Na koniec trener BKS-u wyjaśnił też sprawę, o której pisaliśmy w meczowej relacji. Przypomnijmy, że w 80. minucie na boisko wszedł Marcin Pęszor, którego nie było w protokole meczowym. - Spokojnie, staramy się nie popełniać błędów. W protokole, który dostali dziennikarze, Pęszora nie było, ale jeszcze przed meczem wypisaliśmy nowy, w którym się znalazł. Walkower więc nam nie grozi - kończy Marek Mandla.
Polecane