Trener BKS-u: Sami wyciągnęliśmy do Polonii Łaziska Górne rękę
24.03.2013
Wszyscy bardzo długo czekali aż BKS znów będzie mógł zagrać na swoim boisku (poprzednio miało to miejsce 13 października). Kiedy jednak wreszcie zagrał, kibice musieli wychodzić z meczu z poczuciem niedosytu. Podobnie zresztą jak trener. - Straciliśmy punkty na własnym boisku, mimo prowadzenia 2-0 do przerwy i kontrolowania gry. Wiedzieliśmy dobrze, co przeciwnik może nam przedstawić. W przerwie powiedziałem: "Panowie, zapomnijcie o pierwszej połowie. To już było. Druga będzie inna" - mówi Furlepa. I wykrakał...
- Wiedzieliśmy, że zespół z Łazisk postawi wszystko na jedną kartę i że ma przy tym dobrze dopracowane stałe fragmenty gry. Mimo to się przed tym nie obroniliśmy. Przeciwnik dostał wiatr w plecy, a my zaczęliśmy "siadać". Taka jest prawda. Pierwsza połowa kosztowała nas mnóstwo zdrowia i sobie z tym nie poradziliśmy. Łaziska uwielbiają grać z kontry i właśnie po takim wypadzie padła bramka na 2-2. Ale to my mieliśmy piłkę meczową. Tomek Boczek znalazł się pięć metrów od bramki jak rasowy napastnik, lecz nie trafił. To smutne, bo zasłużyliśmy na trzy punkty w tym meczu - rozkłada ręce doświadczony szkoleniowiec.
BKS może mieć jednak pretensje sam do siebie. - Rzeczywiście, sami wyciągnęliśmy rękę do Polonii. Ona nie strzeliła goli po jakichś super akcjach, tylko po dwóch stałych fragmentach. Cóż, zostało nam jeszcze 14 meczów, ale pierwsze straty ponieśliśmy już dziś - dodaje były trener Energetyka ROW Rybnik.
Furlepa może też żałować, że nie zdążył wzmocnić tyłów przed utratą drugiej bramki. Po straconym golu kontaktowym, zawołał do siebie Mariusza Mikodę. Zanim ten jednak przybiegł i przygotował się do zmiany, łaziszczanie strzelili już drugiego gola. - To prawda. Wiedziałem, że Przemek Brychlik zostawił już dużo zdrowia na boisku i prosił o zmianę. Liczyłem też na jego jakąś akcję ofensywną lewą stroną.
Osobne słowo należy poświęcić także Maksymilianowi Wojtasikowi. Ofensywny zawodnik Stali, na treningach i w sparingach jest najlepszy na boisku. W meczach też widać jego spore możliwości. Niestety, gdy przychodzi do wykorzystania sytuacji... wszystkiego zapomina. - To jest właśnie cały Maks. Trudno go przekonać, że umiejętności ma sprzedawać w meczach, a nie na treningach i w sparingach. Miał sytuację na 3-0. Gdyby trafił, pewnie byłoby po zawodach - zauważa szkoleniowiec.
Wczorajszy mecz był dla obu drużyn... pierwszym kontaktem z naturalną trawą w tym roku. - Boisko było świetnie przygotowane, tylko, że szkoda, iż byliśmy na nim pierwszy raz. Na trawie zresztą też. Dało się zauważyć, że piłka się inaczej odbijała, stąd niektóre akcje nie kończyły się tak, jak miały - kończy.
- Wiedzieliśmy, że zespół z Łazisk postawi wszystko na jedną kartę i że ma przy tym dobrze dopracowane stałe fragmenty gry. Mimo to się przed tym nie obroniliśmy. Przeciwnik dostał wiatr w plecy, a my zaczęliśmy "siadać". Taka jest prawda. Pierwsza połowa kosztowała nas mnóstwo zdrowia i sobie z tym nie poradziliśmy. Łaziska uwielbiają grać z kontry i właśnie po takim wypadzie padła bramka na 2-2. Ale to my mieliśmy piłkę meczową. Tomek Boczek znalazł się pięć metrów od bramki jak rasowy napastnik, lecz nie trafił. To smutne, bo zasłużyliśmy na trzy punkty w tym meczu - rozkłada ręce doświadczony szkoleniowiec.
BKS może mieć jednak pretensje sam do siebie. - Rzeczywiście, sami wyciągnęliśmy rękę do Polonii. Ona nie strzeliła goli po jakichś super akcjach, tylko po dwóch stałych fragmentach. Cóż, zostało nam jeszcze 14 meczów, ale pierwsze straty ponieśliśmy już dziś - dodaje były trener Energetyka ROW Rybnik.
Furlepa może też żałować, że nie zdążył wzmocnić tyłów przed utratą drugiej bramki. Po straconym golu kontaktowym, zawołał do siebie Mariusza Mikodę. Zanim ten jednak przybiegł i przygotował się do zmiany, łaziszczanie strzelili już drugiego gola. - To prawda. Wiedziałem, że Przemek Brychlik zostawił już dużo zdrowia na boisku i prosił o zmianę. Liczyłem też na jego jakąś akcję ofensywną lewą stroną.
Osobne słowo należy poświęcić także Maksymilianowi Wojtasikowi. Ofensywny zawodnik Stali, na treningach i w sparingach jest najlepszy na boisku. W meczach też widać jego spore możliwości. Niestety, gdy przychodzi do wykorzystania sytuacji... wszystkiego zapomina. - To jest właśnie cały Maks. Trudno go przekonać, że umiejętności ma sprzedawać w meczach, a nie na treningach i w sparingach. Miał sytuację na 3-0. Gdyby trafił, pewnie byłoby po zawodach - zauważa szkoleniowiec.
Wczorajszy mecz był dla obu drużyn... pierwszym kontaktem z naturalną trawą w tym roku. - Boisko było świetnie przygotowane, tylko, że szkoda, iż byliśmy na nim pierwszy raz. Na trawie zresztą też. Dało się zauważyć, że piłka się inaczej odbijała, stąd niektóre akcje nie kończyły się tak, jak miały - kończy.
Polecane