Trener BKS-u: Nie wiem, czy bardziej mi żal kibiców, czy piłkarzy

09.10.2011
- Kibice mają prawo oczekiwać. Nie zgadzam się tylko z jednym i myślę, że oni też to widzieli - czego, jak czego, ale ambicji tym chłopakom odmówić nie można - mówi Marek Mandla, trener BKS-u Stal.
Bielszczanie przegrali właśnie trzecie spotkanie z rzędu na własnym boisku i mają już zdecydowanie bliżej do strefy spadkowej (5 punktów) niż do miejsca premiowanego awansem (11). - Mecz ze Startem Bogdanowice był bardzo trudny. Zresztą, wiedziałem, że tu nam się będzie ciężko grało, bo mamy za małą siłę rażenia, gdy trzeba grać atakiem pozycyjnym. Nam się naprawdę lepiej gra na wyjazdach. Poza tym, mecz fatalnie nam się ułożył. W 5. minucie poszła kontra i straciliśmy bramkę. Później rzut wolny, przypadkowe odbicie i 0-2. Później biliśmy już głową w mur - analizuje Mandla.

- Brakuje nam też szczęścia. Trzeba jednak powiedzieć, że ogniwa tego łańcucha są, jakie są. Łańcuch, gdy jedno ogniwo jest słabsze, pęka. A u nas takich ogniw w słabszej formie jest kilka. Nam by się przydała jakaś przerwa, żebyśmy mieli czas ochłonąć, a kilku zawodników mogło dojść do zdrowia. Mamy wielu nieobecnych, ale kibiców ma to prawo nie interesować. My mamy grać - przyznaje trener Stali.

A jednak w całym tym marazmie, bielszczanie mieli swoje szanse na zdobycie przynajmniej honorowego gola. - Wystarczyło tylko trafić w bramkę. Było kilka takich sytuacji. Jest jednak jakiś taki niefart. Rywale strzelają, odbija się trzy razy szczęśliwie i wpada do naszej bramki. A u nas, jest kompletnie odwrotnie. Oprócz tego brakowało nam precyzji. Dośrodkowania miały być za plecy obrońców, pomiędzy bramkarza a linię defensywy, a nie były. To boli, gdy przez cały tydzień nad czymś pracujemy, a później okoliczności po 5 minutach każą to zmienić. No, ale wielu zawodników, z różnych przyczyn, w optymalnej formie nie jest... - kończy Marek Mandla.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również