Trener BKS-u: Nie udźwigniemy ciężaru gry o mistrzostwo

24.04.2011
- Ci chłopcy bardzo chcą, wiedzą, co na nich ciąży, ale... to są żółtodzioby - mówi Marek Mandla, trener BKS-u Bielsko-Biała. - Nie będzie w naszej drużynie stabilizacji - wtóruje mu Marcin Rejmanowski.
Doświadczony zawodnik Stali twierdzi, że wiosenne wyniki jego drużyny wcale nie są poniżej oczekiwań, ale akurat adekwatne do możliwości bielszczan. - Wiele się nie zmieniło od rundy jesiennej. Wtedy odeszło od nas 10 zawodników i to takich, którzy tworzyli trzon drużyny, m.in. Krystian Papatanasiu, Przemysław Suchowski czy Marek Profic (wszyscy grają dziś w Rekordzie B-B - red.). W ich miejsce przyszło dużo młodych chłopców i oni mają to do siebie, że raz grają bardzo dobrze, a raz słabiej. Nie będziemy stabilni - przewiduje ze spokojem.

Tę samą przyczynę gry w kratkę BKS-u widzi trener Marek Mandla. - Mamy najmłodszą drużynę w III lidze. Nie jesteśmy zespołem, który podniesie ciężar gry o mistrzostwo. Nie jesteśmy mocarzem w tych rozgrywkach, dlatego tym większy szacunek należy się chłopakom, że zajmujemy tak wysokie miejsce. Po porażce z Myszkowem ciężko było im się podnieść, oni czuli tę odpowiedzialność, dlatego zwycięstwo z Orłem Babienica/Psary jest bardzo ważne. Wcześniej coś ich paraliżowało, strzelaliśmy mało bramek - mówi opiekun Stali.

Strzelec dwóch goli ze środowego meczu widzi jednak promyk nadziei dla BKS-u. - Takie spotkania jak z Babienicą są tym chłopakom potrzebne. Oni muszą zdobywać pewność, doświadczenie, ogrywać się, po to, by w przyszłości to zaprocentowało. Jak dojdzie do nas kilku doświadczonych zawodników, którzy wezmą ciężar indywidualnej gry na siebie, to w tej lidze naprawdę będziemy dyktować warunki. Na razie tylko walczymy, żeby punktować jak najczęściej. A czy ja się czuję liderem w tej młodej drużynie? Absolutnie. U nas nie ma takiej osoby, siłą jest kolektyw. Tu nie ma gwiazd, nikt nie jest zwolniony z obowiązków defensywnych - kończy Rejmanowski.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również