Trener BKS-u: Gramy, gramy, gramy - g... z tego mamy
29.04.2012
Bialanie tylko trzy razy w tym sezonie potrafili wygrać na własnym stadionie. Nie udało im się to również wczoraj, choć TOR Dobrzeń Wielki prezentował się bardzo słabo, a Stal prowadziła 1-0. - Goście dwa i pół raza byli pod naszą bramką i strzelili gola. A my gramy, gramy, gramy i - za przeproszeniem - g... z tego mamy. Nam się tu gra ciężko, zwłaszcza przy naszej indolencji strzeleckiej. Musimy sobie zapewnić dwie, trzy bramki prowadzenia. Mamy sytuacje, ale nie potrafimy oddać strzału. Gdy go oddajemy, nie potrafimy trafić w bramkę. Przeciwnik strzelił, do nas wkradły się nerwy, usztywnienie i przeciwnik spokojnie wywiózł remis - mówi rozgoryczony Mandla.
Stal miała w sobotę naprawdę sporo sytuacji bramkowych. Raz trafiła nawet w słupek, a raz w poprzeczkę. - To jest jakiś niefart. Nie będę wielkim filozofem, jeśli powiem, że - tak jak większości zespołów - nie pasuje nam gra pozycyjna. Nam się łatwiej gra na wyjeździe. Tutaj drużyny się cofają... Ale mimo to dziś mieliśmy sporo sytuacji. Może dlatego, że nie potrafimy wepchnąć piłki do siatki, że nie mamy rasowych napastników, jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Bo przecież my nie przegrywamy meczów, nas nikt nie ośmiesza. My po prostu nie potrafimy wygrać. Bijemy głową w mur - rozkłada ręce trener Stali.
Inną sprawą jest fakt, że TOR Dobrzeń Wielki tej wiosny nie potrafił w żadnym wyjazdowym meczu strzelić gola, a w Bielsku-Białej udało mu się to bez większych problemów. Szkoleniowiec bialan nie uważa, by był to wynik zbytniego zaangażowania w ofensywę jego piłkarzy.
W końcówce jego zawodnicy trafili jednak do siatki, ale sędzia nie uznał bramki, o co spore pretensje mieli kibice BKS-u. - Trudno powiedzieć, czy to słuszna decyzja, bo to było daleko ode mnie. Ale ja mam pretensje do Dariusza Ruckiego I, gdyż miał sytuację z pięciu metrów, do czystego uderzenia głową. W Piotrówce strzelił z jeszcze trudniejszej pozycji. Tu wystarczyło tylko trafić do bramki... - wzdycha Marek Mandla.
Bialanie zajmują obecnie 10. miejsce w III-ligowej tabeli.
Stal miała w sobotę naprawdę sporo sytuacji bramkowych. Raz trafiła nawet w słupek, a raz w poprzeczkę. - To jest jakiś niefart. Nie będę wielkim filozofem, jeśli powiem, że - tak jak większości zespołów - nie pasuje nam gra pozycyjna. Nam się łatwiej gra na wyjeździe. Tutaj drużyny się cofają... Ale mimo to dziś mieliśmy sporo sytuacji. Może dlatego, że nie potrafimy wepchnąć piłki do siatki, że nie mamy rasowych napastników, jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Bo przecież my nie przegrywamy meczów, nas nikt nie ośmiesza. My po prostu nie potrafimy wygrać. Bijemy głową w mur - rozkłada ręce trener Stali.
Inną sprawą jest fakt, że TOR Dobrzeń Wielki tej wiosny nie potrafił w żadnym wyjazdowym meczu strzelić gola, a w Bielsku-Białej udało mu się to bez większych problemów. Szkoleniowiec bialan nie uważa, by był to wynik zbytniego zaangażowania w ofensywę jego piłkarzy.
W końcówce jego zawodnicy trafili jednak do siatki, ale sędzia nie uznał bramki, o co spore pretensje mieli kibice BKS-u. - Trudno powiedzieć, czy to słuszna decyzja, bo to było daleko ode mnie. Ale ja mam pretensje do Dariusza Ruckiego I, gdyż miał sytuację z pięciu metrów, do czystego uderzenia głową. W Piotrówce strzelił z jeszcze trudniejszej pozycji. Tu wystarczyło tylko trafić do bramki... - wzdycha Marek Mandla.
Bialanie zajmują obecnie 10. miejsce w III-ligowej tabeli.
Polecane