- Rodzaj boiska na którym był rozgrywany mecz ma bardzo niekorzystny wpływ na zdrowie zawodników. Po oby stronach widziałem kilka niebezpiecznych sytuacjach, w szatni mam teraz kilku poturbowanych graczy na co wpłynął rodzaj nawierzchni, a nie styl gry przeciwnika - mówił po drugiej z rzędu porażce Marek Wleciałowski, analizując występ podopiecznych w starciu ze Skrą w Częstochowie. Wyjazdowy dorobek chorzowian wciąż pozostaje dramatycznie słaby.
Trawa sztuczna, problem prawdziwy. Na wyjazdach nie ma od nich słabszych!
- Pierwszą połowę z punktu widzenia gry możemy zapisać na plus, ale z punktu widzenia skuteczności, na minus. Próbowaliśmy kombinacyjną grą skruszyć dobrze zorganizowany mur obronny Skry - ocenił trener Marek Wleciałowski. W pierwszej odsłonie Ruch faktycznie był zespołem groźniejszym. Gola nie przynosiły jednak ani efektowne uderzenia Piotra Giela, ani próby Michała Walskiego i Artura Balickiego, ani nawet rzut karny, popsuty przez Tomasza Podgórskiego, a podyktowany po tym, jak Oktawian Obuchowski dotknął piłki ręką po zagraniu Jakuba Kowalskiego. Kamil Lech w ciągu pierwszych 45 minut "Niebieskich" musiał ratować raz, w kapitalnym stylu wygrywając pojedynek z Krzysztofem Naporą.
Po przerwie więcej z gry mieli już gospodarze, choć dopóki prezentu nie dał im Pavlo Miahkov trudno było mówić o jakichś klarownych szansach częstochowian na objęcie prowadzenia. - Z mojego punktu widzenia nasz zawodnik był faulowany - upierał się Marek Wleciałowski, choć zdaje się, że wielbłąd został w 70. minucie popełniony przez ukraińskiego defensora, a nie arbitra sobotniego meczu. Miahkov dał sobie odebrać piłkę w okolicach własnego pola karnego, a później zamiast ruszyć w pogoń za Naporą rozkładał ręce z bezradności. Piotr Nocoń, który dostał futbolówkę od swojego partnera skierował ją do siatki "Niebieskich", pozbawiając ich jakiejkolwiek punktowej zdobyczy w tym spotkaniu. - Gratuluję mojemu zespołowi postawę, zasłużył na szacunek. To już całkiem inny zespół od tego, który kilka miesięcy temu na stadionie Ruchu dostawał solidne lanie. W pierwszej połowie mieliśmy trochę szczęścia, zwłaszcza przy niewykorzystanym przez rywala rzucie karnym. A po przerwie przejęliśmy kontrolę nad meczem - komentował występ beniaminka Paweł Ściebura, trener Skry.
- Rywale dobrze czuli się na tym boisku w trudnych do przewidzenia sytuacjach, jak choćby odbicie piłki od nawierzchni w sytuacji walki. Rodzaj boiska na którym był rozgrywany mecz - to już taka dygresja - ma bardzo niekorzystny wpływ na zdrowie zawodników. Po oby stronach widziałem kilka niebezpiecznych sytuacjach, w szatni mam teraz kilku poturbowanych graczy na co wpłynął rodzaj nawierzchni, a nie styl gry przeciwnika - narzekał po meczu na boisko przy Loretańskiej trener Wleciałowski.
Problemem Ruchu nie jest dziś jednak sztuczna trawa w Częstochowie, a sytuacja w II-ligowej tabeli. "Niebiescy" zostali właśnie wyprzedzeni przez swojego sobotniego rywala i spadają na 11. pozycję. Ogromne kłopoty mają przede wszystkim z grą przed obcą publicznością i to bez względu na nawierzchnię, na jakiej przychodzi im rywalizować. Chorzowianie z 10 wyjazdów przywieźli dotychczas tylko 6 punktów, a w całej lidze równie słaby pod tym względem pozostaje tylko Gryf Wejherowo. Przy czym w przypadku 14-krotnych Mistrzów trzeba pamiętać o tym, że jedyne "wyjazdowe" zwycięstwo odnieśli oni przy... Cichej, z Rozwojem Katowice!