Talenty są w III lidze, czyli... Dlaczego śląskie firmy przepłacają?

02.01.2009
Gdyby "nazwiska" grały, to Górnik Zabrze w ogóle nie spadłby z ekstraklasy, a zagraniczni napastnicy Odry Wodzisław czy Polonii Bytom biliby się o tytuł najlepszego strzelca elity.
Dobry ofensywny pomocnik lub napastnik to w śląskich firmach towar zazwyczaj deficytowy. Recepty na tę dolegliwość szukają wszyscy, ale nie wszyscy znajdują. I właśnie w tej drugiej grupie bywają kluby, które sięgają po tzw. piłkarzy z nazwiskami. Sęk w tym, że często oprócz nazwisk wiele nie otrzymują... Ile do swoich zespołów wnieśli Damian Gorawski, Ensar Arifović (Górnik Zabrze), Piotr Rocki (Podbeskidzie Bielsko-Biała), Tomas Radzinevicius (Odra Wodzisław) czy Povilas Lukszys (Polonia Bytom)? A można przecież zupełnie inaczej...

Runda jesienna po raz kolejny udowodniła, że w naszej grupie III ligi jest w czym wybierać. - Jak na pierwsze miesiące na tym szczeblu, poszło mi całkiem nieźle - mówi z zadowoleniem 22-letni Sebastian Kapinos, najlepszy strzelec Energetyka ROW Rybnik. - Czuję się w tym mieście dobrze, choć oczywiście III liga nie jest szczytem moich marzeń - dodaje gracz, który swoją przygodę z rozgrywkami rozpoczął od bardzo dobrej średniej - 0,5 bramki na mecz.

Z jeszcze większym przytupem na III-ligowe murawy wkroczył Marek Gładkowski, snajper LZS-u Leśnica. 20-latek, który do zespołu z Opolszczyzny jest wypożyczony z Piasta Gliwice, w 14 występach uzbierał osiem trafień. - Ten dorobek to w dużej mierze zasługa Stasia Wróbla. Jestem pewien, że gdyby nie on, to nie byłoby tak dobrze. Naprawdę mam się od kogo uczyć - uważa. Wniosek? Nierzadko zawodnicy z nazwiskami przydają się bardziej w niższych ligach.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również