TAK TO WIDZĘ: Wrzuć na luz

22.10.2014
Chociaż od meczu reprezentacji Polski z Niemcami minął już tydzień, przyznam szczerze, że wciąż żyję tym spotkaniem. Są takie mecze, które na długo zostaną w pamięci wszystkich kibiców. Ten mecz właśnie do takich należał. Historyczne (pierwsze!) zwycięstwo nad aktualnymi mistrzami świata mówi samo za siebie.
Oprócz ogromnego szaleństwa, które ogarnęło cały naród, większość obserwatorów podkreślała jednak, że Niemcy grali w osłabionym składzie, że byli zespołem piłkarsko lepszym, tylko brakowało im – jak zresztą mówił Joachim Loew – skuteczności. Trudno z tymi opiniami dyskutować, bo gra Niemców wyglądała naprawdę bardzo dobrze. Pomimo faktu, że udało nam się uniknąć straty gola, nie można powiedzieć, że zagraliśmy świetnie zorganizowaną defensywą. Gdyby tak bowiem było, to Niemcy nie mieliby tylu okazji strzeleckich. Wystarczy zresztą „rzucić okiem” na pomeczowe statystyki strzałów i przekonać się, że przewaga drużyny niemieckiej była przygniatająca.


Polska


Niemcy

5

strzały

29

3

strzały celne

9

1

strzały po ataku pozycyjnym

22

2

strzały po kontratakach

1

2

strzały po stałych fragmentach gry

6

70%

skuteczność podań

89%

Źródło: whoscored.com


Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś zupełnie innego – na psychologiczny wymiar tego pojedynku. Dla każdego Polaka mecz z drużyną niemiecką ze względów historycznych budzi bardzo mocne emocje. Historia pozostawiła na naszym narodzie wiecznie niegojącą się ranę. W takiej sytuacji bardzo łatwo o „przemotywowanie się”, o nadmierną koncentrację na celu, czyli na osiągnięciu wyniku, a to najczęściej prowadzi do zguby. Z drugiej strony fakt grania przeciwko najlepszej drużynie w świecie powoduje, że w umysły zawodników może wkraść się poczucie bezsilności; że pragnienie zwycięstwa kłóci się z wyobrażeniem o nim. W takiej sytuacji ogromne zadanie przygotowania psychologicznego zawodników stoi przed pierwszym trenerem oraz jego współpracownikami.

W tym miejscu chciałbym powołać się na francuskiego psychologa Emile’a Coue, który zdefiniował tzw. prawo odwrotnego skutku. Mówi ono, że: „jeśli twoje pragnienie stoi w sprzeczności z wyobrażeniem, to ostatnie okaże się zawsze silniejsze”. Bardzo obrazowo wyjaśnia to prawo Joseph Murphy w swojej książce Potęga podświadomości. Otóż […] gdyby kazano ci przejść po desce leżącej na ziemi, zrobiłbyś to bez wahania. Gdyby jednak ta sama deska znajdowała się na wysokości dziesięciu metrów i tylko jej końce opierały się na ścianach – czy byłbyś skłonny tak od razu na nią wejść? Twoje pragnienie, by po niej przejść, kłóciłoby się z wyobrażeniem upadku z dużej wysokości. Z pewnością górę wziąłby strach. Chęć wykazania się odwagą obróciłaby się we własne przeciwieństwo, potęgując jeszcze strach przed porażką […]

W tym kontekście zapadły mi w pamięci słowa Roberta Lewandowskiego, który po meczu opowiadał m.in. o tym, że najistotniejszym było podejście do tego pojedynku na jak największym luzie… nie przyjmowanie do swojej świadomości, że gramy z mistrzami świata, nie forsowanie umysłu, jak ważny jest wynik. Po prostu wyjść i zagrać mecz, wierząc w siebie i w swoje umiejętności. Akcje Łukasza Piszczka z Arkadiuszem Milikiem i Roberta Lewandowskiego z Sebastianem Milą były tego najlepszym dowodem.

Filip Surma
dziennikarz NC+
trener II klasy (UEFA A)
filipsurma@hotmail.com

źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również