TAK TO WIDZĘ: Rekordowa wygrana Polski była tej reprezentacji potrzebna

10.09.2014
Niedzielna wygrana Polaków nad Gibraltarem okazała się historyczna w dziejach naszej reprezentacji. Nikomu wcześniej nie udało się w tak wysokim stosunku bramkowym pokonać rywala na wyjeździe. I to w sensie statystycznym trzeba mocno zaakcentować i zaliczyć jako sukces. Jest rzeczą oczywistą, że nikt nie spodziewał się innego wyniku, jak zwycięstwo, ale nikt też z drugiej strony nie mówił, że będzie to najwyższe zwycięstwo od lat.
W takich meczach, jak z Gibraltarem niewiele można zyskać w oczach kibiców. Więcej jest do stracenia i to często siedzi w głowach piłkarzy. Chyba, że dokona się czegoś wyjątkowego. W takich kategoriach postrzegam zwycięstwo nad Gibraltarem. Odbieram to jako sukces drużyny prowadzonej przez Adama Nawałkę i jego sztab. Bo skoro w całej historii naszej reprezentacji nie udało się nikomu wygrać na wyjeździe 7-0, to znaczy, że nie byli w stanie tego zrobić; że nie byli na tyle skuteczni, by dobić rywala. 

Osobiście nie ma dla mnie znaczenia, że to był mecz z „kelnerami”. Ile jest takich meczów, kiedy zespół lepszy o kilka klas od rywala bije głową w mur i tylko naraża się na śmieszność nie potrafiąc sforsować defensywy przeciwnika? Wiele. Dlatego też z takim przeciwnikiem też trzeba umieć te siedem goli wbić. Takie zwycięstwa też trzeba docenić i z nich się cieszyć. Oczywiście, że najważniejsze będą mecze z Irlandią, Szkocją i Niemcami. Ale nie machajmy lekceważąco ręką, kiedy narodowa reprezentacja osiąga rekordowe zwycięstwo. Być może będzie to właśnie mocny początek tej reprezentacji na drodze awansu do Mistrzostw Europy. Być może zawodnicy mocniej uwierzą w siebie i swoich kolegów. Zwłaszcza kolegów. Bo to bardzo często jest jedna z przyczyn braku sukcesów. Ja jestem świetny, tylko koledzy nie nadążają: „Sam nie wygram”. Takie podejście niszczy każdy zespół od środka. Podobnie, jak hasła: „wygrali z kelnerami”.

Pracując swego czasu u boku trenera Oresta Lenczyka w Cracovii pamiętam mecz w Pucharze Polski przeciwko Piastowi Kobylin; różnica między naszym zespołem była różnicą czterech klas rozgrywkowych. To była Cracovia z Radkiem Matusiakiem, Michałem Golińskim, Piotrem Polczakiem, Darkiem Pawlusińskim czy wschodzącym talentem Mateuszem Klichem.

W 34. minucie po przypadkowej akcji sędzia podyktował rzut karny dla rywala – 1-0 dla gospodarzy. W 59. minucie Piotrek Polczak za faul został ukarany czerwoną kartką. Do dziś mam w uszach słowa trenera Lenczyka, który w tym momencie nachyla się do mnie i mówi „wyryją mi Kobylin na czole”. Od blamażu uratował wszystkich w 72. minucie Mateusz Klich, który doprowadził do wyrównania. Do następnej rundy rozgrywek awansowaliśmy po serii rzutów karnych...

Dziś pod hasłem sukcesy reprezentacji Polski – najwyższe zwycięstwo na wyjeździe – słowo Gibraltar trzeba wyryć w annałach naszego futbolu. Poza tym trzeba wierzyć, że w kolejnych meczach zobaczymy reprezentację, która znów zaskoczy nas czymś wyjątkowym. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.


Filip Surma
filipsurma@hotmail.com
trener II klasy (UEFA A)
dziennikarz NC+
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również