"Szacunek do słabszego rywala nie objawia się oszczędzaniem go"
27.09.2011
- Szacunek do słabszego rywala nie objawia się oszczędzaniem go. Takiego należy wypunktować i wygrać ile tylko jest możliwe. Zastanawiam się, co powiedzieć chłopakom? Byli od marklowiczan lepsi, zdobyli trzy punkty i podnieśli się po stracie gola na 0-1. Wszystkie aspekty piłkarskie były po naszej stronie. Trudno w takiej sytuacji psuć atmosferę tyradą, ale kamyk do ogródka trzeba wrzucić - nie ukrywa.
Co go tak zdenerwowało? - Już na starcie marnujemy dogodne okazje. Co mam np. powiedzieć takiemu Krzyśkowi Koczurowi, który jest przecież doświadczonym napastnikiem? Masz tylko trafić piłką między słupkiem, a poprzeczką... Zresztą nie tylko on miał ten problem. A pod własną bramką znów zdarzyła nam się "drzemka", zakończona golem dla rywali. Doprowadziliśmy jednak do wyrównania, po przerwie wyszliśmy na prowadzenie i mieliśmy już rywala na łopatkach. Zagraliśmy jednak nonszalancko, a to i tak łagodne określenie... - twierdzi Szymura.
- Zafundowaliśmy sobie sami stres w końcówce, bo przecież prowadzenie 2-1 wcale nie jest pewnym rezultatem. Wystarczy, że przypadkowo uderzona piłka wpadnie do siatki w bramce i co wtedy? Brak wygranej w tym meczu odebrałbym jako skandal. Dobrze, że do niego nie doszło. Jesteśmy bogatsi o trzy punkty, ale teraz trzeba się skupić na arcyważnym spotkaniu w Pszczynie - kończy trener Rekordu Bielsko-Biała.
Co go tak zdenerwowało? - Już na starcie marnujemy dogodne okazje. Co mam np. powiedzieć takiemu Krzyśkowi Koczurowi, który jest przecież doświadczonym napastnikiem? Masz tylko trafić piłką między słupkiem, a poprzeczką... Zresztą nie tylko on miał ten problem. A pod własną bramką znów zdarzyła nam się "drzemka", zakończona golem dla rywali. Doprowadziliśmy jednak do wyrównania, po przerwie wyszliśmy na prowadzenie i mieliśmy już rywala na łopatkach. Zagraliśmy jednak nonszalancko, a to i tak łagodne określenie... - twierdzi Szymura.
- Zafundowaliśmy sobie sami stres w końcówce, bo przecież prowadzenie 2-1 wcale nie jest pewnym rezultatem. Wystarczy, że przypadkowo uderzona piłka wpadnie do siatki w bramce i co wtedy? Brak wygranej w tym meczu odebrałbym jako skandal. Dobrze, że do niego nie doszło. Jesteśmy bogatsi o trzy punkty, ale teraz trzeba się skupić na arcyważnym spotkaniu w Pszczynie - kończy trener Rekordu Bielsko-Biała.
Polecane