Startuje III liga! Kto będzie walczył o awans? Pytamy Marka Mandlę...

10.08.2012
- Liczyć się będą obie Odry, ambicje zawsze ma Szczakowianka, mocna może być Skra, solidna jest Polonia. BKS? Pozbiera się, ale... to klub siatkarski - mówi Marek Mandla przed startem III ligi śląsko-opolskiej.
Jak na razie przygląda się pan III lidze z boku. Jak pan sobie z tym radzi?

Marek Mandla: - Po raz pierwszy od lat mam tak dużo wolnego czasu. Staram się skleić w jedną całość wszystkie doświadczenia, które zbierałem przez ostatnie sezony. Najważniejsze jednak, że w okresie tej przerwy, kiedy nie miałem żadnych konkretnych zadań, było co oglądać. Najpierw mistrzostwa Europy, później Tour de France, teraz Igrzyska Olimpijskie, a więc wszystkie rzeczy, które mnie niesamowicie interesują. Na pewno się więc nie nudzę. Skutkuje to tym, że jestem lekko oderwany od wydarzeń III-ligowych. Aczkolwiek nie tak do końca, bo raz za czas zerknąłem do was sprawdzić, co się dzieje...

Kogo więc uważa pan za kandydatów do awansu?

- Na pewno należy tu wymienić Odrę Opole. W zeszłym sezonie groźna była Skra Częstochowa, a teraz jeszcze się wzmocniła. Wiem, że budują silną ekipę w Wodzisławiu. Piotrówka zawsze była klubem nieobliczalnym. Łaziska zawsze prezentowały solidną piłkę. Szczakowianka Jaworzno też ma rokrocznie aspiracje na awans. No i oczywiście BKS Stal Bielsko-Biała, który na pewno się pozbiera. Z tego, co wyczytałem, podpisali umowę z Podbeskidziem, czyli zrobili to, co sugerowałem zawsze w jakichś podsumowaniach, analizach. Moim zdaniem jedyną właściwą drogą, która mogła BKS-owi pomóc, było podpisanie takiej umowy. Jako że nie ma bazy, a więc nie ma też uzdolnionej młodzieży, która gwarantowałaby odpowiedni poziom na tym szczeblu rozgrywek, trzeba było taką współpracę nawiązać. Na pewno będzie to z korzyścią dla BKS-u, ale też dla Podbeskidzia. Oba te zespoły powinny współdziałać, grają w końcu na jednym boisku... Teraz jednak trudno cokolwiek wyrokować, wszystko pokaże liga. Nie można się sugerować tylko sparingami.

Jaki los wróży pan naszym beniaminkom - Górnikowi Wesoła i LKS-owi Czaniec, który oglądał pan niedawno na żywo w pucharowym starciu z BKS-em?

- Beniaminek zawsze rządzi się swoimi prawami. Szczególnie ważne będzie to, jak wykorzystają ten pierwszy okres. To są drużyny, które idą na fali entuzjazmu. Jeżeli się wzmocni zespół doświadczonymi, bardziej ogranymi zawodnikami, tak jak Czaniec zrobił w przypadku Grzegorza Kmiecika, to na pewno drużyna sobie poradzi. Czasem beniaminek może mocno namieszać. Pamiętamy wszyscy Ruch Radzionków, który od IV do I ligi przeszedł rok po roku, ale trzeba też pamiętać, że... tego klubu już nie ma. Więc też trzeba się mocno zastanowić przed takim szturmem, bo wydaje mi się, że biznesu od sportu już nie da się dziś oddzielić. Czaniec wydaje mi się drużyną, która powinna sobie w tej lidze spokojnie poradzić.



Kiedy - pana zdaniem - wyklaruje się grupa, walcząca o awans?

- Po pierwszych pięciu-sześciu kolejkach tabela pewnie podzieli się na grupę czołową i broniącą się przed spadkiem. Może być tak, że ktoś nie zdobędzie punktów, a ktoś zbierze ich 15 i wiadomo będzie, że ta drużyna pewnie będzie walczyć o awans. Ale droga do niego jest zawsze bardzo daleka, wszystko może się jeszcze wiele razy poprzewracać do góry nogami, zarówno sportowo, jak i organizacyjnie.

Pan bardzo dobrze poznał realia panujące w BKS-ie Stal. Czy umie sobie pan wyobrazić sytuację, w której ta drużyna awansuje?

- Trudno mi w tej chwili mówić o możliwościach Stali, bo spędziłem tam naprawdę piękne lata i ich na pewno nie będę żałował. Są wspaniali kibice, tradycje. Ale umówmy się, że... to jest klub siatkarski. Ja będę zawsze to podkreślał. Każdy musi spokojnie do tego dojść, jakie są szanse... Czy w Bielsku potrzebna jest II liga? Pewnie tak, ale jednak... w tym mieście jest ekstraklasa!

 Już raz miałem taką sytuację. Jeszcze kiedy pracowałem w Walce Zabrze, mieliśmy niemal gotową umowę o współpracy z Górnikiem Zabrze. To było jeszcze za czasów panów Koźmińskich. Mieliśmy spisaną umowę partnerską, do dziś mam ją w moich teczkach, ale okazało się, że zanim weszła w życie, pan Koźmiński przestał tam pracować i wszystko wzięło w łeb. A ona była dość mądrze spisana, bo wzięliśmy za wzór umowę pomiędzy Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski a Obrą Kościan. Tam były mądre punkty. I jeżeli ta bielska umowa zawiera podobne klauzule, to sytuację BKS-u można poukładać.

Ale każdy musi znać swoje miejsce w szeregu. Nie róbmy we wszystkich dziedzinach od razu mistrzostwa świata! Jedno musi pracować na drugie. I Euro 2012 i teraz igrzyska pokazują, że u nas wszyscy za mocno pompują ten balon zwycięstw, medali, awansów. Nie tak to powinno wyglądać. Praca, praca i... budowa. To powinno przynieść efekty. Bazy się nagle nie zbuduje. Głośno mówimy o stadionie w Bielsku, ale to będzie scena. Tu trzeba też budowy ośrodka szkoleniowego, w którym można by szkolić grupy młodych ludzi w warunkach zbliżonych do standardów nie tylko europejskich, ale nawet polskich, z innych regionów kraju... Tego nam brakuje. Przez pięć lat pracy, trenowałem z BKS-em na... 12 obiektach, nie zawsze mając do dyspozycji to, co bym chciał mieć. Ale pierwszy kroczek już został zrobiony. Życzę trenerowi, drużynie, działaczom BKS-u jak największych sukcesów. W dzisiejszych czasach klub dwusekcyjny jest bardzo ciężki do utrzymania...


Na koniec spytam, czy nie ciągnie pana z powrotem na trenerską ławkę?

- Skończą się te wielkie imprezy, a wtedy zejdę na ziemię i będę starał się śledzić III ligę. Jestem jednak przede trenerem, więc w pewnym momencie pewnie będzie mi tej pracy brakowało...

Może pan zdradzić, czy były już jakieś propozycje?

- W tej chwili nie, bo albo zatrudnia się trenera po zakończeniu rozgrywek, albo dopiero w ich trakcie. Nikomu źle nie życzę, ale ten rynek jest, jaki jest, jednym idzie, drugim nie idzie i czasem są jakieś rotacje na ławkach...

Rozmawiał Michał Trela
autor: Michał Trela

Przeczytaj również