Spikerka, menedżerka... Kobieta futbolu, o której możecie usłyszeć!
12.02.2012
Skałka Żabnica to zespół, który jest w naszym województwie synonimem innowacyjnych rozwiązań i wybierania drogi pod prąd. Klubik z górskiej wioski na Żywiecczyźnie o sukcesach mógł tylko marzyć. Swoimi zawodnikami nie dało się przeskoczyć pewnego szczebla. Skorzystano więc kilka lat temu z bliskości granicy słowackiej. Podebrano stamtąd wielu piłkarzy, w porywach można było z nich stworzyć całą jedenastkę, i przebito się to III ligi. Dziś Skałka jest drugim po Podbeskidziu Bielsko-Biała klubem w regionie, jeśli chodzi o względy sportowe. To jest jednak wiedza powszechnie znana. Nie wszyscy wiedzą natomiast o innowacyjnych działaniach jeśli chodzi o działania okołoboiskowe...
Na tym poziomie rozgrywkowym klub potrzebuje spikera. Skałka, jako jedyna w lidze, ma natomiast swoją spikerkę. Edyta Kupczak w grudniu 2010 roku wzięła udział w szkoleniu i otrzymała prawo do prowadzenia meczów. Debiutowała wiosną 2011. - Reakcja kibiców? Chyba byli trochę zdziwieni, że usłyszeli żeński głos. Ale wszyscy byli nastawieni dość serdecznie - wspomina.
W klubie nie była jednak postacią anonimową, "wziętą znikąd". Edyta była związana z Żabnicą i Skałką od zawsze. - Jeśli ma się ojca, który jest kierownikiem drużyny, to trudno nie interesować się klubem. Dzięki temu raczej dobrze wiem, co się dzieje w Skałce - uśmiecha się 20-latka. - Tata starał się mnie zainteresować piłką i udało się to... średnio. To znaczy, mecze i tak zawsze oglądam, ale kocham tylko Skałkę - dodaje.
.jpg)
- Praca spikerki bardzo mi podoba. Do tego stopnia, że rzadko, bo rzadko, ale zdarzyło mi się wybrać mecz zamiast zajęć. Rozmawiam przed meczami z tatą, co pozwala mi się przygotować do zapowiedzi spotkania. Na początku stres był, ale teraz niczego takiego już nie czuję. Pomyłki? Wiadomo, zdarzają się, ale staram się rozwijać. Nie chcę stanąć w miejscu - mówi. Edyta przyznaje, że w przyszłości chętnie zajęłaby się spikerką również na większych wydarzeniach. - Podbeskidzie? No, w ekstraklasie, przy tylu ludziach to byłoby coś. Na pewno teraz jednak nie byłabym gotowa. Potrzebowałabym kogoś, kto mnie tego lepiej nauczy - dopowiada i jednocześnie zdradza, że już od jakiegoś czasu planuje wybrać się ze znajomymi na mecz "Górali". - Może uda się tej wiosny? - zastanawia się..
Nie wszystko w jej zajęciu jest jednak przyjemne. Edyta zdradza, co najbardziej jej przeszkadza. - Kiedy pada gol dla Skałki, nie mogę powiedzieć "nasza drużyna", bo mam być przecież neutralna. Porażki i tak jednak bardzo przeżywam - mówi.
Od czerwca minionego roku jej rola w klubie jeszcze wzrosła. - Weszły nowe regulacje dotyczące transferów zagranicznych. Zawodników trzeba wprowadzić do specjalnego systemu i potrzeba było osoby, która pojedzie na szkolenie. Pojechałam i zrobiłam kurs menedżerski - tłumaczy. Edyta brała udział m.in. w transferach Michaiło Tkaczuka, Oleksandra Griszczuka i Sierhieja Szafranskiego do zespołu z Żabnicy. Żadnego z nich już w Skałce nie ma, ale brak tego ostatniego na pewno będzie sporą stratą.
Skałkę na pewno należy pochwalić, że kolejny raz potrafiła postąpić wbrew utartym schematom. W futbolu w województwie śląskim pracuje coraz więcej kobiet, choć ciągle jest ich mało. Jednak wydaje się, że sukces Warty Poznań pod wodzą pani prezes Izabelli Łukomskiej-Pyżalskiej ośmielił działaczy klubów z całej Polski. Oby tak dalej!
Na tym poziomie rozgrywkowym klub potrzebuje spikera. Skałka, jako jedyna w lidze, ma natomiast swoją spikerkę. Edyta Kupczak w grudniu 2010 roku wzięła udział w szkoleniu i otrzymała prawo do prowadzenia meczów. Debiutowała wiosną 2011. - Reakcja kibiców? Chyba byli trochę zdziwieni, że usłyszeli żeński głos. Ale wszyscy byli nastawieni dość serdecznie - wspomina.
W klubie nie była jednak postacią anonimową, "wziętą znikąd". Edyta była związana z Żabnicą i Skałką od zawsze. - Jeśli ma się ojca, który jest kierownikiem drużyny, to trudno nie interesować się klubem. Dzięki temu raczej dobrze wiem, co się dzieje w Skałce - uśmiecha się 20-latka. - Tata starał się mnie zainteresować piłką i udało się to... średnio. To znaczy, mecze i tak zawsze oglądam, ale kocham tylko Skałkę - dodaje.
.jpg)
- Praca spikerki bardzo mi podoba. Do tego stopnia, że rzadko, bo rzadko, ale zdarzyło mi się wybrać mecz zamiast zajęć. Rozmawiam przed meczami z tatą, co pozwala mi się przygotować do zapowiedzi spotkania. Na początku stres był, ale teraz niczego takiego już nie czuję. Pomyłki? Wiadomo, zdarzają się, ale staram się rozwijać. Nie chcę stanąć w miejscu - mówi. Edyta przyznaje, że w przyszłości chętnie zajęłaby się spikerką również na większych wydarzeniach. - Podbeskidzie? No, w ekstraklasie, przy tylu ludziach to byłoby coś. Na pewno teraz jednak nie byłabym gotowa. Potrzebowałabym kogoś, kto mnie tego lepiej nauczy - dopowiada i jednocześnie zdradza, że już od jakiegoś czasu planuje wybrać się ze znajomymi na mecz "Górali". - Może uda się tej wiosny? - zastanawia się..
Nie wszystko w jej zajęciu jest jednak przyjemne. Edyta zdradza, co najbardziej jej przeszkadza. - Kiedy pada gol dla Skałki, nie mogę powiedzieć "nasza drużyna", bo mam być przecież neutralna. Porażki i tak jednak bardzo przeżywam - mówi.
Od czerwca minionego roku jej rola w klubie jeszcze wzrosła. - Weszły nowe regulacje dotyczące transferów zagranicznych. Zawodników trzeba wprowadzić do specjalnego systemu i potrzeba było osoby, która pojedzie na szkolenie. Pojechałam i zrobiłam kurs menedżerski - tłumaczy. Edyta brała udział m.in. w transferach Michaiło Tkaczuka, Oleksandra Griszczuka i Sierhieja Szafranskiego do zespołu z Żabnicy. Żadnego z nich już w Skałce nie ma, ale brak tego ostatniego na pewno będzie sporą stratą.
Skałkę na pewno należy pochwalić, że kolejny raz potrafiła postąpić wbrew utartym schematom. W futbolu w województwie śląskim pracuje coraz więcej kobiet, choć ciągle jest ich mało. Jednak wydaje się, że sukces Warty Poznań pod wodzą pani prezes Izabelli Łukomskiej-Pyżalskiej ośmielił działaczy klubów z całej Polski. Oby tak dalej!
Polecane