Snajper jakich mało - po 40 goli na sezon, kilkaset w całej karierze!
25.07.2011
Polska piłka cierpi na deficyt klasowych snajperów. 37-letni napastnik, który nie poradził sobie w żadnym zagranicznym klubie, choć próbował z dala od futbolowych szczytów, strzelający 14 goli w sezonie jest dla nas synonimem snajpera idealnego, etatowym królem strzelców. Te tendencje widać również w ligach regionalnych. Dlatego tacy ludzie jak Dominik Natanek z Wilamowiczanki Wilamowice zadziwiają.
Poznałem go ponad rok temu, gdy pojechałem na mecz bielskiej A klasy pomiędzy Wilamowiczanką, a Halnym Kalna. Ta druga drużyna na dwie kolejki przed końcem sezonu była liderem ligi i potrzebowała wygrać, by po raz pierwszy awansować do okręgówki. Przed meczem zobaczyłem szczupłego faceta, który w rozmowie z kolegą, popalając papieroska, wyznał. - Nie idę się jeszcze rozgrzewać, bo jak za dużo pobiegam przed meczem to potem nie mam siły. Byłem zdegustowany. Liczyłem choć na odrobinę zaangażowania i choćby pozory profesjonalizmu.
Do przerwy Kalna zgodnie z planem prowadziła 1-0. W przerwie rozmawiałem z Maciejem Sordylem, obrońcą gospodarzy. - Nie ma obaw, wygramy ten mecz, "Natan" walnie dwie bramki i to powinno wystarczyć - mówił. Na kwadrans przed końcem Kalna wbija drugiego gola. Jej kibice przynoszą z samochodów tanie wina musujące i ustawiają się przy linii, by świętować. Na 10 minut przed końcem wspomniany Sordyl zdobywa kontaktową bramkę. Pojawia się niepokój. W 90. minucie olbrzymie zamieszanie w polu karnym Halnego. Tak jakby połączyć bilard z pingpongiem. Piłka spada idealnie w miejsce, w którym stoi Natanek. 2-2. Załamani gracze z Kalnej głupio faulują 25 metrów od bramki. Natanek ustawia podróbkę piłki Jabulani. Bomba w okienko. Ten palacz, co nie może biegać na rozgrzewce, zachwycił, odebrał awans Kalnej. Kibice pili wino musujące, by uśmierzyć ból istnienia.
Jak się okazało, takie wyczyny to nie rzadkość. Natanek tamtej wiosny zagrał w dziewięciu meczach, w których strzelił... 19 goli. Bramka co 42 minuty! W tym roku zawodnik, mimo 29-lat na karku, powtórzył swój najlepszy wyczyn - strzelił w sezonie 41 goli, a jego klub awansował do bielskiej ligi okręgowej. Kiedy ten napastnik ma kryzys formy - strzela 20 goli na sezon. Kiedy jest dobrze - 40.

Natanek wraz z synem Kacprem - Michał Trela/Kronika Beskidzka
- Od początku strzelałem tak dużo. Nawet jak w juniorach trenerzy ustawiali mnie na prawej obronie. Skąd się bierze mój spokój pod bramką? Jakby pan strzelił tyle goli, co ja, to też by się pan już nie "grzał" w sytuacjach sam na sam - mówi mi powątpiewającemu. Jest wychowankiem Zapory Wapienica, gdzie grał m.in. z Grzegorzem Pilchem (kiedyś Arka Gdynia) czy Bartoszem Woźniakiem (Podbeskidzie, GKS Jastrzębie). Wypatrzył go BKS Stal Bielsko-Biała, gdzie również strzelał wiele goli. Miał oferty z Podbeskidzia i Zagłębia Sosnowiec. - W Sosnowcu mnie nie chcieli. Trudno. A Podbeskidzie? Zagrałem tam w sparingu, byli zainteresowani, ale kazali czekać, bo wtedy BKS i Podbeskidzie miały się łączyć więc nie było sensu robić transferu. No i wyszło tak, że zostałem - wspomina.
Miał też epizody w Skałce Żabnica i Świcie Cięcina, ale tam nie szło mu dobrze. - Im bliżej Żywca, tym gorzej gram - uśmiecha się zawodnik. Teraz już porzucił myśli o karierze piłkarskiej. Jest przedstawicielem handlowym i dużo jeździ po Polsce. Praktycznie nie trenuje, wpadając tylko na mecze, nierzadko prosto z trasy. Gdy zdąży w międzyczasie zjeść obiad - strzela w meczu koło czterech goli. Gdy nie zdąży - zaledwie dwa...
- Oczywiście, że mogłem w piłce osiągnąć więcej, ale... mogłem też mniej. Więksi zawodnicy ode mnie nie potrafili do końca wykorzystać potencjału - kończy zawodnik beniaminka bielskiej okręgówki.
Poznałem go ponad rok temu, gdy pojechałem na mecz bielskiej A klasy pomiędzy Wilamowiczanką, a Halnym Kalna. Ta druga drużyna na dwie kolejki przed końcem sezonu była liderem ligi i potrzebowała wygrać, by po raz pierwszy awansować do okręgówki. Przed meczem zobaczyłem szczupłego faceta, który w rozmowie z kolegą, popalając papieroska, wyznał. - Nie idę się jeszcze rozgrzewać, bo jak za dużo pobiegam przed meczem to potem nie mam siły. Byłem zdegustowany. Liczyłem choć na odrobinę zaangażowania i choćby pozory profesjonalizmu.
Do przerwy Kalna zgodnie z planem prowadziła 1-0. W przerwie rozmawiałem z Maciejem Sordylem, obrońcą gospodarzy. - Nie ma obaw, wygramy ten mecz, "Natan" walnie dwie bramki i to powinno wystarczyć - mówił. Na kwadrans przed końcem Kalna wbija drugiego gola. Jej kibice przynoszą z samochodów tanie wina musujące i ustawiają się przy linii, by świętować. Na 10 minut przed końcem wspomniany Sordyl zdobywa kontaktową bramkę. Pojawia się niepokój. W 90. minucie olbrzymie zamieszanie w polu karnym Halnego. Tak jakby połączyć bilard z pingpongiem. Piłka spada idealnie w miejsce, w którym stoi Natanek. 2-2. Załamani gracze z Kalnej głupio faulują 25 metrów od bramki. Natanek ustawia podróbkę piłki Jabulani. Bomba w okienko. Ten palacz, co nie może biegać na rozgrzewce, zachwycił, odebrał awans Kalnej. Kibice pili wino musujące, by uśmierzyć ból istnienia.
Jak się okazało, takie wyczyny to nie rzadkość. Natanek tamtej wiosny zagrał w dziewięciu meczach, w których strzelił... 19 goli. Bramka co 42 minuty! W tym roku zawodnik, mimo 29-lat na karku, powtórzył swój najlepszy wyczyn - strzelił w sezonie 41 goli, a jego klub awansował do bielskiej ligi okręgowej. Kiedy ten napastnik ma kryzys formy - strzela 20 goli na sezon. Kiedy jest dobrze - 40.

Natanek wraz z synem Kacprem - Michał Trela/Kronika Beskidzka
- Od początku strzelałem tak dużo. Nawet jak w juniorach trenerzy ustawiali mnie na prawej obronie. Skąd się bierze mój spokój pod bramką? Jakby pan strzelił tyle goli, co ja, to też by się pan już nie "grzał" w sytuacjach sam na sam - mówi mi powątpiewającemu. Jest wychowankiem Zapory Wapienica, gdzie grał m.in. z Grzegorzem Pilchem (kiedyś Arka Gdynia) czy Bartoszem Woźniakiem (Podbeskidzie, GKS Jastrzębie). Wypatrzył go BKS Stal Bielsko-Biała, gdzie również strzelał wiele goli. Miał oferty z Podbeskidzia i Zagłębia Sosnowiec. - W Sosnowcu mnie nie chcieli. Trudno. A Podbeskidzie? Zagrałem tam w sparingu, byli zainteresowani, ale kazali czekać, bo wtedy BKS i Podbeskidzie miały się łączyć więc nie było sensu robić transferu. No i wyszło tak, że zostałem - wspomina.
Miał też epizody w Skałce Żabnica i Świcie Cięcina, ale tam nie szło mu dobrze. - Im bliżej Żywca, tym gorzej gram - uśmiecha się zawodnik. Teraz już porzucił myśli o karierze piłkarskiej. Jest przedstawicielem handlowym i dużo jeździ po Polsce. Praktycznie nie trenuje, wpadając tylko na mecze, nierzadko prosto z trasy. Gdy zdąży w międzyczasie zjeść obiad - strzela w meczu koło czterech goli. Gdy nie zdąży - zaledwie dwa...
- Oczywiście, że mogłem w piłce osiągnąć więcej, ale... mogłem też mniej. Więksi zawodnicy ode mnie nie potrafili do końca wykorzystać potencjału - kończy zawodnik beniaminka bielskiej okręgówki.
Polecane