Śląscy wicemistrzowie, czyli kopalnia, futsal i "okręgówka"

25.10.2018

Pod koniec września w Lizbonie reprezentacja Polski w piłce nożnej 6-osobowej wywalczyła wicemistrzostwo świata. Srebrne medale wraz z drużyną selekcjonera Klaudiusza Hirscha, na co dzień trenera futsalowego Piasta Gliwice, wywalczyło trzech zawodników związanych z naszym regionem: Marcin Grzywa, Ariel Mnochy i Marcin Rosiński. Ponadto sztab kadry współtworzyli asystent Miłosz Karski oraz fizjoterapeutka Karolina Cieślik. Warto podkreśli, iż był to debiut Polaków na Socca World Cup.

Dominik Modrzyk

Koledzy z boiska - Marcin Grzywa, Ariel Mnochy i Marcin Rosiński
Marcin Grzywa aktualnie reprezentuje barwy futsalowego Piasta Gliwice oraz zespołu Dentim Clinic Katowice rywalizującego w rozgrywkach Playarena. W przeszłości 29-latek grał m.in. dla AKS-u Mikołów, Szczakowianki Jaworzno i LZS-u Piotrówka. Jako zawodnik Ruchu Chorzów występował także na poziomie Młodej Ekstraklasy. – W piłkę nożną na małym boisku grałem od zawsze, ponieważ poza treningami w klubie sporo czasu spędzałem z kolegami grając na boiskach szkolnych, w późniejszych latach na orlikach. Do reprezentacji Polski trafiłem w 2015 roku. Podczas turnieju eliminacyjnego do mistrzostw Polski w Ostrowie Świętokrzyskim zostałem zauważony przez trenera, a następnie zaproszony na konsultacje do Warszawy. Po serii zgrupowań dostałem się do wąskiej kadry na mistrzostwa Europy w Chorwacji i od tamtej pory jestem częścią polskiej kadry – mówi Grzywa.

Piast Gliwice, którego barw broni, rywalizacje w Futsal Ekstraklasie rozpoczął poniżej oczekiwań, po czterech kolejkach zamyka stawkę z zerowym dorobkiem – Początek rozgrywek z pewnością nie należy do udanych. Moim zdaniem brakuje nam spokoju i wyrachowania boiskowego. Z pewnością wyciągniemy z tego odpowiednie wnioski. Sądzę, że limit pecha został już wyczerpany. Ciężko pracujemy, myślimy o najbliższym spotkaniu z drużyną z Torunia. Wierzę, że będzie to spotkanie, w którym przełamiemy złą serię i trzy punkty zostaną w Gliwicach – zaznacza nasz rozmówca, który trzykrotnie reprezentował Polskę podczas finałów mistrzostw Europy piłki 6-osobowej.

Marcin Rosiński również gra w Dentim Clinic Katowice. Ponadto wychowanek Rozwoju Katowice, który reprezentował także barwy Szombierek Bytom i Gwarka Tarnowskie Góry, występuje aktualnie w Podlesiance Katowice. – Do piłki nożnej sześcioosobowej trafiłem z ligi Playarena. Zaczęło się to dosyć niewinnie. Razem z kolegami z osiedla stwierdziliśmy, że granie na małym boisku będzie ciekawsze, jeśli będziemy mogli mierzyć się z drużynami z innych miejsc. Wtedy usłyszeliśmy o lidze Playarena i powstała Ekipa Melanżowa, czyli drużyna złożona z moich dobrych kolegów z osiedla Witosa, na którym się wychowałem. Już wtedy – blisko 10 lat temu – radziliśmy sobie doskonale i udało nam się zakwalifikować do mistrzostw Polski, gdzie po raz pierwszy przyszło nam zmierzyć się z drużynami z całej Polski. Niestety ze względu na brak czasu zawiesiliśmy grę w lidze. Kilka lat później miałem szczęście poznać Tomka Kwiotka, który rozpoczynał budowę drużyny mającej bardzo ambitne plany. Zadebiutowałem w jego zespole i był to debiut, z którego zarówno, ja jak i Tomek byliśmy zadowoleni na tyle, że nasza wspólna przygoda trwa do dziś. Od tego czasu minęło już kilka lat. Osiągnęliśmy wiele sukcesów. Wygraliśmy Puchar Polski Playarena 2017, występowaliśmy w minifutbolowej Lidze Mistrzów, zwyciężyliśmy w turnieju organizowanym przez Szymona Marciniaka. Nasza drużyna, Dentim Clinic Katowice, wyrobiła sobie markę jednej z najlepszych w Polsce. Natomiast jeżeli chodzi o reprezentację Polski, to selekcjoner dostrzegł mnie podczas mistrzostw Polski i zaprosił na konsultacje. Chyba nie zawiodłem jego oczekiwań, ponieważ znalazłem się w kadrze, która poleciała na mistrzostwa świata do Portugalii – przybliża swoją przygodę z piłką nożną Rosiński, którego Podlesianka zajmuje po 12. kolejkach trzecie miejsce w grupie pierwszej katowickiej „okręgówki”. W klubie mówi się o awansie? – W tamtym sezonie byliśmy blisko awansu do IV ligi. Jestem przekonany, że stać na sukces. Jest jednak w lidze kilka silnych ekip, dlatego łatwo nie będzie. Dodatkowo straciliśmy parę punktów w spotkaniach, w których nie powinno się nam to przydarzyć. Mimo wszystko nadal liczymy się w grze o awans. Nie mamy już jednak miejsca na błędy – podkreśla 26-letni pomocnik.

Ariela Mnochego z Rosińskim i Grzywą łączy gra dla reprezentacji Polski oraz Dentim Clinic – Do piłki sześcioosobowej trafiłem dzięki Szymonowi Wesołowskiemu, z którym jeździłem na rożne turnieje, a potem zaczęliśmy razem grać w lidze Playarena. Razem z drużyną 10ka.pl Zabrze zdobyliśmy brązowe medale mistrzostw Polski, a ja zostałem królem strzelców imprezy. Po udanych występach trener Klaudiusz Hirsch powołał mnie do reprezentacji, ale niestety nie mogłem pojechać na mistrzostwa Europy, bo ówczesny klub mnie przyblokował. Rok później w mistrzostwach Europy już wystąpiłem – wspomina Mnochy, który na co dzień jest górnikiem i zawodnikiem Orła Mokre, czyli zespołu rywalizującego w drugiej grupie katowickiej „okręgówki”. – Łączenie obowiązków zawodowych z grą w piłkę nie stanowi dla mnie problemu. W pracy mam wyrozumiałego kierownika, który planuje moje zmiany tak, że nie kolidują z zajęciami treningowymi. Dzięki niemu nam czas na piłkę, która jest moją drugą miłością – wyznaje 30-latek grający w przeszłości w LKS-ie Wilki Wilcza, Jedności '32 Przyszowice i Walce Makoszowy, a do niedawna także w futsalowym Piaście Gliwice.



Sukces w Portugalii
Reprezentacja Polski zaprezentowała się w Portugalii z bardzo dobrej strony. W 1/8 finału pokonała po rzutach karnych Chorwatów, w ćwierćfinale okazała się lepsza od Anglików aplikując im trzy gole, a w półfinale po zaciętym meczu ograła 2:1 gospodarzy. Wyższość rywala musiała uznać w finale, bowiem 1:0 przegrała z kadrą Niemiec. Natomiast w grupie biało-czerwoni pokonali 4:0 Tunezję, 4:1 Oman, 4:1 Słowenię. – Sam wyjazd na mistrzostwa świata to marzenie każdego chłopaka grającego w piłkę. Zdobycie medalu na takiej imprezie jest czymś niesamowitym i z pewnością spełniłem jedno ze swoich największych marzeń. Wierzę w to, że w przyszłym roku osiągniemy lepszy wynik i wrócimy z pełną pulą. Same mistrzostwa stały na bardzo wysokim poziomie, szczególnie w fazie pucharowej. Każda drużyna po wyjściu z grupy mogła znaleźć się w strefie medalowej – mówi Grzywa, któremu wtóruje Rosiński. – Udział w takim turnieju to niesamowite przeżycie. Możliwość ubrania koszulki z orzełkiem i reprezentowania całego kraju motywuje do wspięcia się na wyżyny swoich możliwości. Moje wrażenia z mistrzostw świata? Same pozytywy zarówno pod względem organizacyjnym, ponieważ mogliśmy grać w kraju, w którym futbol jest niemal religią, jak i sportowym, gdyż udało nam się osiągnąć znakomity wynik. Takim bez wątpienia jest srebrny medal podczas debiutu na tak wielkiej imprezie.



Menadżer i asystent
Jednym z członków sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski był w Portugalii Miłosz Karski, który z trenerem Klaudiuszem Hirschem współpracuje także w futsalowym Piaście Gliwice. – Moja droga w futbolu sześcioosobowym była dość standardowa, choć... może nie do końca. Zacząłem bowiem jako zawodnik, kapitan zespołu, tyle że w sumie dość późno, bo sporo po 30-stce. Coś tam wygraliśmy, startowaliśmy w półfinałach mistrzostw Polski, później jednak to były już za wysokie progi, więc przekwalifikowałam się częściowo na minifutbolowego dziennikarza, częściowo na ambasadora rozgrywek miejskich oraz ogólnopolskich. Spełniając się w tej roli poznałem, będącego już wówczas selekcjonerem reprezentacji Polski w piłce nożnej sześcioosobowej, Klaudiusza Hirscha, któremu widocznie przypadł do gustu mój sposób pracy, ponieważ aktualnie współpracujemy już nie tylko w kadrze – mówi Karski, który przybliża na naszych łamach funkcjonowanie sztabu szkoleniowego – w Lizbonie pełnił rolę asystenta trenera oraz menadżera reprezentacji. – Selekcja do kadry trwa nieprzerwanie od 2013 roku, kiedy to trener Hirsch został selekcjonerem reprezentacji. Trzon zespołu wicemistrzów świata kształtował się w trakcie ostatnich 3-4 lat. Każdy sezon rozgrywek Playarena przynosi tak naprawdę zmiany wśród powoływanych graczy. Cały rok obserwujemy zawodników występujących w ramach rozgrywek tej federacji. Powołujemy ich na konsultacje, korzystamy z porad osób zarządzających miejskimi ligami Playarena, wreszcie organizujemy niewielkie zgrupowania przed najważniejszymi imprezami, no i oczywiście bezpośrednio uczestniczymy w turniejach finałowych Mistrzostw Polski i Pucharu Polski. 

Instytucja International Socca Federation była organizatorem mundialu w Portugalii. W samym sercu Lizbony, na jej zlecenie, powstał stadion na 3000 miejsc. – Turniej w Lizbonie był szóstą imprezą rangi międzynarodowej, w której wzięła udział reprezentacja naszego kraju w tej dyscyplinie sportu. Wcześniej, w mistrzostwach Europy, parokrotnie udawało nam się zakwalifikować do ćwierćfinałów, jednak cały czas czegoś brakowało, aby powalczyć do końca o medal. Jadąc do Portugalii widzieliśmy, że jesteśmy mocni, że ta mieszanka doświadczonych kadrowiczów z obiecującymi debiutantami może być wybuchowa. Jednak chyba dopiero po wygranej w karnych z Chorwacją w pełni uwierzyliśmy, że krążek jest w naszym zasięgu. Skończyło się na srebrze, po minimalnej i chyba nieco niezasłużonej przegranej z Niemcami w finale imprezy. Po początkowym zawodzie, szybko przyszła jednak wielka satysfakcja z fantastycznego wyniku, jaki osiągnęliśmy w najcenniejszych, biało-czerwonych barwach. Żadna polska reprezentacja piłkarska nie zagrała w finale mistrzostw świata – podkreśla kierownik futsalowego Piasta Gliwice. 

autor: Krzysztof Biłka zdjęcia: Dominik Modrzyk

Przeczytaj również