Skra Częstochowa drugi raz w historii przegrała na swoim stadionie

20.10.2012
Na "Lorecie", a więc swoim nowym stadionie Skra Częstochowa nie zwykła przegrywać, dlatego wczorajszą porażkę ze Swornicą Czarnowąsy należy określić jako sensacyjną. Pieklił się po niej trener Jan Woś.
Skra, która ma walczyć o awans do II ligi, gra w tym sezonie w kratkę. To znaczy - u siebie wygrywa, a na wyjazdach przegrywa. Tydzień temu jednak, po raz pierwszy udało jej się przywieźć z wyjazdu trzy punkty. Wydawało się, że może to być moment, w którym częstochowianie złapią wreszcie pewną regularność. Nic z tego. Po raz drugi w historii przegrali na własnym nowym stadionie.

- Myślałem, że ostatnia wygrana w Łaziskach tchnie w chłopaków dobrego ducha, ale po raz kolejny okazało się, że mamy problemy z niżej notowanymi rywalami. Nie możemy powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by wygrać. W pierwszej połowie graliśmy bardzo słabo, a szybko stracona pierwsza bramka była efektem złego podejścia do meczu - stwierdził ostro Woś. - Jestem zaskoczony tym wynikiem - dodał.

Z kolei beniaminek z Czarnowąsów mógł święcić chwile triumfu. - Kluczem do zwycięstwa była szybko zdobyta pierwsza bramka, którą byliśmy trochę... oszołomieni, bo spodziewaliśmy się, że będziemy kurczowo się bronić we własnym polu karnym. Zagraliśmy mądrze, z wielką determinacją i nie pozwalaliśmy rywalowi na stwarzanie 100-procentowych sytuacji, a sami w końcówce mieliśmy jeszcze dwie klarowne okazje - skomentował Wojciech Lasota, trener gości.
źródło: Sport

Przeczytaj również