Siarka - MKS Dąbrowa G. 68-64. O awansie zadecydowały rzuty wolne

28.04.2010
- To były dwa równorzędne i naprawdę silne zespoły. O naszej wygranej zadecydowała determinacja i wola walki do samego końcu - podkreślał szczęśliwy po końcowej syrenie Adrian Czerwonka.
Sam początek decydującego pojedynku należał do koszykarzy Siarki. Ich dominacja nie trwała długo, bo wraz z upływem czasu dąbrowianie zaczęli się czuć coraz swobodniej, a to przekładało się na przemyślane - i co najważniejsze skuteczne - akcje w ataku. A że dodatkowo obrona zaczęła również poprawnie funkcjonować, to właśnie zawodnicy MKS-u, ku konsternacji fanatycznych kibiców tarnobrzeżan, objęli prowadzenie.

Po "trójce" Radosława Basińskiego ta przewaga wynosiła już nawet 10 punktów, co w serii spotkań półfinałowych pomiędzy tymi zespołami było rzadkością. Sygnał do odrabiania strat dał Bartosz Krupa. Rzucający obrońca Siarki tylko w samej drugiej kwarcie trzy razy trafił z dystansu i rezultat znów oscylował wokół remisu.

Jakby tego było mało, tuż po przerwie to znów miejscowi lepiej weszli w grę. Za trzy trafił - a jakże - Krupa, a po chwili w jego ślady poszedł także Wojciech Barycz, dokładając kolejne "oczka" w postaci akcji 2+1. - Sytuacja stawała się już bardzo trudna, ale za sprawą dobrej postawy Marka Piechowicza powróciliśmy do gry - zaznaczał Wojciech Wieczorek, trener dąbrowian.

Przełomowym momentem okazał się jednak początek ostatniej osłony. Piąty faul, a jednocześnie umyślny, popełnił Krupa. Dwa rzuty wolne wykorzystał Paweł Bogdanowicz, a punkty z akcji dorzucił Krzysztof Koziński i z przewagi Siarki pozostało już niewiele. Kolejne "oczka" zdobył Marek Piechowicz i licząc z końcem trzeciej kwarty, goście wygrali ten fragment meczu aż 14-0!

- Byliśmy już w bardzo ciężkiej sytuacji. Nie pozwoliłem jednak zawodnikom zwątpić w końcowy sukces. Wiara i determinacja, to właśnie one spowodowały, że zdołaliśmy jeszcze odwrócić losy meczu - z ulgą podkreślał Zbigniew Pyszniak, szkoleniowiec gospodarzy. Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że to sami dąbrowianie "pomogli" odrobić straty rywalom. Ci, do remisu doprowadzili wykonując tylko rzuty wolne, po często bezmyślnych faulach gości.

Gdy trafił Piotr Miś, przewaga tarnobrzeżan wynosiła trzy punkty. Szybko odpowiedź Basińskiego w postaci akcji 2+1 i znów mieliśmy remis. Wówczas sprawy w swoje ręce wziął - dotychczas niewidoczny w ataku - Karol Szpyrka. To on zakończył swoje wejście celnym rzutem, a że przy okazji był faulowany, to również gdy stanął na linii rzutów wolnych ręka mu nie zadrżała. Niestety drżała ona Piotrowi Zielińskiemu, który z czterech prób w końcówce trafił zaledwie raz. - Nieważne kto okazał się egzekutorem. Wygrała cała drużyna - radował się Szpyrka.

Przyjezdni walczyli do końca. Po wejściu pod kosz i fenomenalnym rzucie Łukasza Szczypki znów mieliśmy remis. Kolejna akcja i znów faul. Tym razem na linii skutecznie zachował się Barycz. Akcja Piechowicza, a także rzut Kozińskiego nie trafiły już do kosza. Sukces przypieczętował... rzutami wolnymi Michał Baran. - Mam żal o zespołu, że w takim meczu wykonywał rzuty osobiste tylko z 50% skutecznością. A rywal? Tam prawie nikt się nie mylił - smucił się Wieczorek.

autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również