Sadlok, Jodłowiec, Jeleń. Bracia reprezentantów biegają po naszych boiskach

12.08.2012
Macieja Sadloka, Tomasza Jodłowca i Ireneusza Jelenia znają wszyscy. Gdyby te same nazwiska poprzedzić imionami Wojciech, Grzegorz i Łukasz, znałoby ich niewielu. Bracia znanych graczy są tuż tuż...
- Od zawsze graliśmy na jednym podwórku, w tym samym klubie, potem chodziliśmy do szkoły sportowej w Bielsku-Białej. Do pewnego momentu szliśmy razem, na równym poziomie. Potem jednak Tomek wyjechał do szkoły w Łodzi, miał epizody w Widzewie, ŁKS-ie i Stali Głowno i udało mu się przebić. A ja popełniłem gdzieś jakiś błąd - mówi Krzysztof Jodłowiec, starszy brat Tomasza, piłkarza Śląska Wrocław. Dziś ma 28 lat. On akurat wyjątkowo wyściubił teraz nos poza Śląsk. Dziś gra w Jałowcu Stryszawa, pod Wadowicami. Wcześniej przez całą karierę był jednak związany z naszymi klubami. Występował w Skałce Żabnica, Halnym Przyborów, żywieckich Czarnych-Góralu czy Koszarawie...

W tej ostatniej spotkał go Maciej Mrowiec, dziś trener IV-ligowego Górala. Z jego słów wynika, że Krzysztof miał "papiery" na granie być może nawet na nie gorszym poziomie od młodszego o rok brata. - Znałem całą trójkę. Krzysztof na pewno miał szansę, by zrobić karierę, bardzo dobrze się zapowiadał. Nie postawił jednak na piłkę tak mocno i zdecydowanie, jak zrobił to Tomasz. Zajął się pracą, a po boisku biegał dorywczo - tłumaczy Mrowiec. Dziś się nie dowiemy, czy mogli powtórzyć drogi braci Brożków czy Żewłakowów. Wszak mimo wszystko nie przypadkiem jeden gra dziś o mistrzostwo Polski, a drugi o... mistrzostwo wadowickiej okręgówki.

Na tym jednak klan Jodłowców się nie kończy. W Stryszawie występował też przez jakiś czas Grzegorz, dziś 22-letni. On biega już jednak po naszych, regionalnych boiskach. Konkretnie wspiera beniaminka bielskiej ligi okręgowej - LKS Pewel Mała. Podobnie jak starsi bracia, większość kariery spędził w okolicach rodzinnego Żywca. Występował m.in. w obu żywieckich klubach, gdzie także jego prowadził Mrowiec. - Jest wychowankiem Czarnych-Górala, ale prowadziłem go w Koszarawie. Jeździł na testy do różnych klubów, ale nigdzie się nie przebił. U nas też nie umiał wskoczyć do podstawowego składu. Akurat jemu chyba trochę zabrakło talentu - twierdzi.

Jak to jest mieć brata - ekstraklasowego piłkarza i reprezentanta Polski? - Kiedy Tomek jest gdzieś w pobliżu i ma wolne, a my akurat gramy mecz, przychodzi nas pooglądać. Później zawsze wymieniamy uwagi na temat gry. Ale działa to też w drugą stronę. Jeśli tylko mogę, jeżdżę na mecze brata, zwłaszcza wyjazdowe, rozgrywane niedaleko Żywca, a w telewizji oglądam go prawie zawsze. Później pyta mnie, jak grał. Częściej na jego mecze jeżdżą jednak rodzice - przyznaje Krzysztof Jodłowiec.

Tak jak piłkarzy Jodłowców zwykle można spotkać w Żywcu i okolicach, tak rodzinny Cieszyn i jego najbliższe otoczenie upodobali sobie Jeleniowie. Tak, w liczbie mnogiej. Choć Ireneusz, była gwiazda Auxerre i były zawodnik Lille OSC, znalazł się obecnie na zakręcie kariery, zna go każdy. Jego brata Łukasza też zna każdy, kto... jest sympatykiem np. Cukrownika Chybie (bielska okręgówka). Choć Łukasz Jeleń, podobnie jak dwa lata starszy brat, już w tym klubie nie gra, wciąż dobrze go tam wspominają. - To niesamowite, ale on z rundy na rundę był coraz lepszy! Na początku nie strzelał bramek, wydawało się, że miał trochę za dużą tuszę. Ale był niesamowicie pracowity, solidny i sumienny, zawsze przyjeżdżał na treningi i starał się jak mógł robić postępy. I to przynosiło efekty, bo w ostatniej rundzie u nas był najważniejszym zawodnikiem - nie ukrywa Jan Kajstura, prezes klubu z Chybia.

Później Jeleń wracał coraz bliżej Cieszyna. Z Chybia odszedł do Morcinka Kaczyce, gdzie grał w parze z Kamilem Adamkiem, napastnikiem, który przyćmił nie tylko jego, ale też całą okręgówkę i dziś jest już w Podbeskidziu Bielsko-Biała. Nasz bohater powędrował jednak ligę niżej. I w sezonie 2012/2013 występuje w skoczowskiej A klasie w Mieszku-Piaście Cieszyn.

Co ciekawe, Łukasz również grał w piłkę we Francji. - To był tylko amatorski klubik. Przeszedłem tam z Victorii Jaworzno i szybko wróciłem do Cieszyna - ucina temat. Obaj bracia zaczynali u siebie w Piaście Cieszyn, wspólnie grali jeszcze w Beskidzie Skoczów. Później ich piłkarskie drogi drastycznie się rozeszły. Dlaczego? Łukasz jest samokrytyczny. - Nie dziwi mnie, że on zaszedł dalej ode mnie, gdyż od początku był ode mnie lepszy, bił nas wszystkich na głowę, ale nie zazdroszczę mu, bo to przecież rodzina. Przede wszystkim jest moim bratem - podkreśla.

-  To, że Irek grał na tak wysokim poziomie to świetne uczucie. Mój brat występował przeciwko piłkarzom, których wszyscy znają tylko z telewizji. Jak przyjeżdżał do Polski to zawsze wpadał obejrzeć mój mecz, coś tam oceniał, poprawiał. Kiedy grał w Auxerre i tylko te spotkania pokazywano w telewizji, to zawsze oglądałem. Czasem jeździłem też zobaczyć go na żywo we Francji - przyznaje gracz Mieszko-Piasta Cieszyn.

Z braci naszych reprezentantów występujących w naszym regionie, najwyżej gra w tej chwili jednak Wojciech Sadlok, starszy brat Macieja, zawodnika Ruchu Chorzów. On ma 28 lat, jest pomocnikiem i dyrygentem gry beniaminka III ligi śląsko-opolskiej i LKS-u Czaniec. Na jego meczach można często spotkać Andrzeja Sadloka, prezesa Pasjonata Dankowice, który obu braci wychował także piłkarsko. Co ciekawe, Wojciech Sadlok mimo młodego wieku już teraz jest trenerem drużyn młodzieżowych w Podbeskidziu Bielsko-Biała.

Widać więc, że czasem - jak w rodzinie Jeleni - można dostrzec od razu, kto zostanie profesjonalnym piłkarzem, a kto utknie na poziomie lig regionalnych. Nierzadko jednak, jak u Jodłowców, w dużej mierze to jakiś niuans, łut szczęścia w pewnym momencie kariery, zadecydował, że dziś to Tomasz gra we Wrocławiu, a Krzysztof w Stryszawie, nie zaś odwrotnie...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również