Są jednym z najdłużej niepokonanych klubów w Polsce. To zespół roku 2011!
15.01.2012
Pewel Mała. Trudno ją nazwać wsią, jak każda inna, bo to wieś mniejsza, niż większość innych. Rozłożona gdzieś pomiędzy Jeleśnią, a Mutnem, choć to niewiele wam powie. Żywiecczyzna, gmina Świnna. We wsi znajdujemy podstawowy repertuar - kościół, remizę, podstawówkę, obskurną stację kolejową. Usługi? Są! Sklep, gospodarstwo agroturystyczne. Do niedawna nie można było w tym miejscu wyliczyć nawet klubu piłkarskiego...
A to już na wsi prawdziwa potwarz. Jesteś z małej dziury, w której nic nie ma? Będą się z ciebie śmiać. Jak im zamknąć usta? Ograć ich w najbliższą niedzielę na boisku. Miejscowość, która nie ma klubu, choćby w najpośledniejszej lidze, w regionalnej hierarchii niemal zawsze nic nie znaczy. Do 2005 nie Pewel Mała nic nie znaczyła.
Wtedy grupa zakochanych w piłce ministrantów przyszła do Aleksandra Zonia i spytała, czy nie pomógłby jej utworzyć klubu piłkarskiego. Pomógł i wszystko zorganizował. Czuł się zobowiązany, bowiem w latach 80. jego ojciec był jednym z założycieli drużyny z sąsiedniej Pewli Ślemieńskiej. Od sezonu 2005/2006 PLKS Pewel Mała przystąpił do żywieckiej C klasy, najniższej, jaką wówczas można sobie było wyobrazić. Zajął ostatnie miejsce.
Kolejne sezony drastycznej poprawy wyników nie przyniosły. Piąte miejsce (na osiem), trzecie miejsce (na pięć drużyn), piąte (na sześć). Klub już był, ale utrzeć nosa sąsiadom jakoś się nie udawało. Upragniony awans nadszedł w sposób... budzący uśmiech politowania. Zlikwidowano C klasę, odtąd najniższa liga na Żywiecczyźnie oznaczona była drugą literą alfabetu. To jednak koniec zmian jeśli chodzi o naszego bohatera, który zajął trzecie miejsce od końca. Nadal nie znaczył nic.
Zoń powiedział dość. Zaczął budowę drużyny. Ściągnął do klubu sponsora - firmę Bewed, specjalizującą się w budowie domków drewnianych. Jej właścicielem jest... obecny numer jeden w bramce PLKS-u. Za sponsorem poszły transfery na miarę klubowych możliwości. Początkowo próbowano rozruszać miejscową młodzież, jednak odzew był znikomy. Pozyskano "armię zaciężną", którą miał dowodzić trener Krzysztof Bąk.

Piotr Tymiński - skalkazabnica.futbolowo.pl
Początkowo w sezonie 2010/2011 nie szło jeszcze z górki. 19 września PLKS przegrał u siebie derby z Pewlą Ślemieńską. To ważna data, bowiem od tego momentu zespół nie przegrał ani jednego spotkania! Jak wyliczył portal sportowyzywiec.pl, dłuższą passą - spośród ponad 5 tysięcy istniejących klubów w Polsce - mogą pochwalić się ledwie trzy. Zawodnicy z Pewli Małej totalnie zdominowali B klasę. Strzelili 92 gole, na wyjeździe nie przegrali ani razu. Ostatnią porażkę na obcym boisku ponieśli w rundzie wiosennej sezonu 2009/10. Po raz pierwszy w historii dotarli więc do A klasy. A to już coś!
Tu trzeba powiedzieć kilka słów o opinii - niestety słusznej - jaka funkcjonuje odnośnie porównania bielskiej i żywieckiej A klasy. W bielskiej grają często piłkarze wychowywani w Podbeskidziu, Rekordzie czy BKS-ie, którzy na którymś etapie zostali odrzuceni. Podstawy gry w piłkę jednak mają. Z kolei na Żywiecczyźnie, jak to u górali, udają, że nie boli, podczas gdy wszędzie indziej piłkarze udają, że boli. Bardziej liczy się łokieć niż wewnętrzna część stopy, co później odbija się na słabych wynikach w okręgówce. Pewel Mała ten stereotyp zmienia.
Jak zachowuje się zazwyczaj absolutny beniaminek? Obawia się. Stawia sobie za cel bezpieczne utrzymanie. Mówi, że musi się tej ligi nauczyć. Jak przywitała się z A klasą Pewel? Przepraszam za wyrażenie, dając jej "pięścią po mordzie". Trudno inaczej określić dziewięc zwycięstw z rzędu. Koniec serii? Nie, wymiana trenera Bąka wskutek nieporozumień z zarządem. Zastąpił go Piotr Tymiński, uznawany na Żywiecczyźnie za nieomal gwarant sukcesu.
Bo też to człowiek, któremu w trenerce ewidentnie wyszło. Pod jego skrzydłami wychował się jego syn, Łukasz, znany z Polonii Bytom, który dziś gra w Jagiellonii Białystok. To on jest założycielem Żywieckiej Akademii Piłki Nożnej, współpracującej z Podbeskidziem, która wydała na świat m.in. Mateusza Kupczaka, filar GKS-u Tychy. On miał sprawić, by drużyna, która tak rewelacyjnie zaczęła, przyjęła zmianę szkoleniowca bezboleśnie.
O ile wcześniejszą politykę transferową Pewli - a więc ściąganie "obcych" - niektórzy mogą krytykować, o tyle obecnej należy tylko przyklasnąć. Tymiński prowadzi bowiem siedmiu adeptów swojej akademii, a więc młodych ludzi, którzy już całkiem sporo potrafią. - To młodzi chłopcy. Zawodnicy z roczników od 1994 do 1991. Jest ich w drużynie siedmiu. W ogóle, teraz przeżywamy wymianę pokoleniową, bo młodzi wygryźli starszych ze składu, ci szukają sobie nowych klubów. Jesteśmy w przebudowie - mówi Tymiński.

Wojciech Jurek na treningu Podbeskidzia Bielsko-Biała - Krzysztof Dzierżawa/Pressfocus
W przebudowie, ale po dziewiątej kolejce rządzili ligą nie słabiej niż wcześniej. Do końca rundy jesiennej stracili tylko dwa punkty - remisując z rezerwami Skałki Żabnica, wspartymi piłkarzami z III-ligowej pierwszej drużyny. Po jesieni beniaminek ma nad drugą drużyną 10 punktów przewagi. - Teraz jest już jasno określone. Chcemy wygrać tę ligę i awansować do okręgówki. Sprawa zarządu Pewli, czy uda się organizacyjnie, ale ze strony sportowej celem jest pierwsze miejsce - kategorycznie zapowiada trener.
Organizacyjnie powinno się udać. Wprawdzie w grudniu z funkcji prezesa zrezygnował Andrzej Zoń, któremu w Pewli Małej należy się chyba pomnik, ale klub przechodzi zmiany bezboleśnie. Boisko Stali - Śrubiarni Żywiec, na którym Pewel rozgrywa mecze jako gospodarz, też powinno zostać dopuszczone. Nad odpowiednią ilością drużyn młodzieżowych już się pracuje.
Największą wartością Pewli jest jednak młoda drużyna, z której może być jeszcze wiele dobrego i która udowadnia, że nawet w żywieckiej A klasie można grać w piłkę. - Ci młodzi chłopcy mają ambicję, chcieliby grać wyżej, motywują się, chcą grać i wygrywać. Może więc będzie okazja, by zagrać szczebel wyżej - mówi Tymiński. Ich szansa jest tym większa, że wicelider - rezerwy Skałki - już rok temu zrezygnował z uzyskanego awansu, bowiem III-ligowcowi nie jest potrzebna druga drużyna na tak wysokim szczeblu. A nad trzecim zespołem z Milówki Pewel ma 20 punktów. To jest hegemonia...
Ojciec gracza Jagiellonii Białystok widzi w swojej drużynie talenty, ale jednocześnie je przestrzega. - Podejrzewam, że jest kilku, którzy mogą zaistnieć wyżej, ale to wszystko zależy od tego, jak będą zmotywowani do pracy. Czasem ktoś ma talent, ale gubi motywację. Czasem z wielkiego talentu nie zostaje nic, a innym razem taki, który troszkę mniej potrafi, a jest bardzo pracowity, potrafi zajść bardzo daleko. Najświeższy przykład - wychowanek naszej akademii Wojtek Jurek zagrał wczoraj w sparingu pierwszej drużyny Podbeskidzia. Ma 17 lat i zawsze słynął z wielkiej pracowitości - chwali trener Tymiński.
W ciągu całego 2011 roku drużyna Pewli Małej wygrała 27 meczów. W ciągu poprzednich pięciu latach od powstania klubu... o jeden więcej. Trudno nie obwołać PLKS-u Pewel Mała drużyną roku 2011. Jest jednym z największych dominatorów w Polsce i diametralnie zmienia myślenie o sposobie gry w całym regionie. Promuje młodzież i na tym wygrywa.
Jeśli awansuje, będzie pierwszą wsią w historii gminy, z drużyną w lidze okręgowej. Raptem siedem lat temu była w tej samej gminie pośmiewiskiem.
A to już na wsi prawdziwa potwarz. Jesteś z małej dziury, w której nic nie ma? Będą się z ciebie śmiać. Jak im zamknąć usta? Ograć ich w najbliższą niedzielę na boisku. Miejscowość, która nie ma klubu, choćby w najpośledniejszej lidze, w regionalnej hierarchii niemal zawsze nic nie znaczy. Do 2005 nie Pewel Mała nic nie znaczyła.
Wtedy grupa zakochanych w piłce ministrantów przyszła do Aleksandra Zonia i spytała, czy nie pomógłby jej utworzyć klubu piłkarskiego. Pomógł i wszystko zorganizował. Czuł się zobowiązany, bowiem w latach 80. jego ojciec był jednym z założycieli drużyny z sąsiedniej Pewli Ślemieńskiej. Od sezonu 2005/2006 PLKS Pewel Mała przystąpił do żywieckiej C klasy, najniższej, jaką wówczas można sobie było wyobrazić. Zajął ostatnie miejsce.
Kolejne sezony drastycznej poprawy wyników nie przyniosły. Piąte miejsce (na osiem), trzecie miejsce (na pięć drużyn), piąte (na sześć). Klub już był, ale utrzeć nosa sąsiadom jakoś się nie udawało. Upragniony awans nadszedł w sposób... budzący uśmiech politowania. Zlikwidowano C klasę, odtąd najniższa liga na Żywiecczyźnie oznaczona była drugą literą alfabetu. To jednak koniec zmian jeśli chodzi o naszego bohatera, który zajął trzecie miejsce od końca. Nadal nie znaczył nic.
Zoń powiedział dość. Zaczął budowę drużyny. Ściągnął do klubu sponsora - firmę Bewed, specjalizującą się w budowie domków drewnianych. Jej właścicielem jest... obecny numer jeden w bramce PLKS-u. Za sponsorem poszły transfery na miarę klubowych możliwości. Początkowo próbowano rozruszać miejscową młodzież, jednak odzew był znikomy. Pozyskano "armię zaciężną", którą miał dowodzić trener Krzysztof Bąk.

Piotr Tymiński - skalkazabnica.futbolowo.pl
Początkowo w sezonie 2010/2011 nie szło jeszcze z górki. 19 września PLKS przegrał u siebie derby z Pewlą Ślemieńską. To ważna data, bowiem od tego momentu zespół nie przegrał ani jednego spotkania! Jak wyliczył portal sportowyzywiec.pl, dłuższą passą - spośród ponad 5 tysięcy istniejących klubów w Polsce - mogą pochwalić się ledwie trzy. Zawodnicy z Pewli Małej totalnie zdominowali B klasę. Strzelili 92 gole, na wyjeździe nie przegrali ani razu. Ostatnią porażkę na obcym boisku ponieśli w rundzie wiosennej sezonu 2009/10. Po raz pierwszy w historii dotarli więc do A klasy. A to już coś!
Tu trzeba powiedzieć kilka słów o opinii - niestety słusznej - jaka funkcjonuje odnośnie porównania bielskiej i żywieckiej A klasy. W bielskiej grają często piłkarze wychowywani w Podbeskidziu, Rekordzie czy BKS-ie, którzy na którymś etapie zostali odrzuceni. Podstawy gry w piłkę jednak mają. Z kolei na Żywiecczyźnie, jak to u górali, udają, że nie boli, podczas gdy wszędzie indziej piłkarze udają, że boli. Bardziej liczy się łokieć niż wewnętrzna część stopy, co później odbija się na słabych wynikach w okręgówce. Pewel Mała ten stereotyp zmienia.
Jak zachowuje się zazwyczaj absolutny beniaminek? Obawia się. Stawia sobie za cel bezpieczne utrzymanie. Mówi, że musi się tej ligi nauczyć. Jak przywitała się z A klasą Pewel? Przepraszam za wyrażenie, dając jej "pięścią po mordzie". Trudno inaczej określić dziewięc zwycięstw z rzędu. Koniec serii? Nie, wymiana trenera Bąka wskutek nieporozumień z zarządem. Zastąpił go Piotr Tymiński, uznawany na Żywiecczyźnie za nieomal gwarant sukcesu.
Bo też to człowiek, któremu w trenerce ewidentnie wyszło. Pod jego skrzydłami wychował się jego syn, Łukasz, znany z Polonii Bytom, który dziś gra w Jagiellonii Białystok. To on jest założycielem Żywieckiej Akademii Piłki Nożnej, współpracującej z Podbeskidziem, która wydała na świat m.in. Mateusza Kupczaka, filar GKS-u Tychy. On miał sprawić, by drużyna, która tak rewelacyjnie zaczęła, przyjęła zmianę szkoleniowca bezboleśnie.
O ile wcześniejszą politykę transferową Pewli - a więc ściąganie "obcych" - niektórzy mogą krytykować, o tyle obecnej należy tylko przyklasnąć. Tymiński prowadzi bowiem siedmiu adeptów swojej akademii, a więc młodych ludzi, którzy już całkiem sporo potrafią. - To młodzi chłopcy. Zawodnicy z roczników od 1994 do 1991. Jest ich w drużynie siedmiu. W ogóle, teraz przeżywamy wymianę pokoleniową, bo młodzi wygryźli starszych ze składu, ci szukają sobie nowych klubów. Jesteśmy w przebudowie - mówi Tymiński.

Wojciech Jurek na treningu Podbeskidzia Bielsko-Biała - Krzysztof Dzierżawa/Pressfocus
W przebudowie, ale po dziewiątej kolejce rządzili ligą nie słabiej niż wcześniej. Do końca rundy jesiennej stracili tylko dwa punkty - remisując z rezerwami Skałki Żabnica, wspartymi piłkarzami z III-ligowej pierwszej drużyny. Po jesieni beniaminek ma nad drugą drużyną 10 punktów przewagi. - Teraz jest już jasno określone. Chcemy wygrać tę ligę i awansować do okręgówki. Sprawa zarządu Pewli, czy uda się organizacyjnie, ale ze strony sportowej celem jest pierwsze miejsce - kategorycznie zapowiada trener.
Organizacyjnie powinno się udać. Wprawdzie w grudniu z funkcji prezesa zrezygnował Andrzej Zoń, któremu w Pewli Małej należy się chyba pomnik, ale klub przechodzi zmiany bezboleśnie. Boisko Stali - Śrubiarni Żywiec, na którym Pewel rozgrywa mecze jako gospodarz, też powinno zostać dopuszczone. Nad odpowiednią ilością drużyn młodzieżowych już się pracuje.
Największą wartością Pewli jest jednak młoda drużyna, z której może być jeszcze wiele dobrego i która udowadnia, że nawet w żywieckiej A klasie można grać w piłkę. - Ci młodzi chłopcy mają ambicję, chcieliby grać wyżej, motywują się, chcą grać i wygrywać. Może więc będzie okazja, by zagrać szczebel wyżej - mówi Tymiński. Ich szansa jest tym większa, że wicelider - rezerwy Skałki - już rok temu zrezygnował z uzyskanego awansu, bowiem III-ligowcowi nie jest potrzebna druga drużyna na tak wysokim szczeblu. A nad trzecim zespołem z Milówki Pewel ma 20 punktów. To jest hegemonia...
Ojciec gracza Jagiellonii Białystok widzi w swojej drużynie talenty, ale jednocześnie je przestrzega. - Podejrzewam, że jest kilku, którzy mogą zaistnieć wyżej, ale to wszystko zależy od tego, jak będą zmotywowani do pracy. Czasem ktoś ma talent, ale gubi motywację. Czasem z wielkiego talentu nie zostaje nic, a innym razem taki, który troszkę mniej potrafi, a jest bardzo pracowity, potrafi zajść bardzo daleko. Najświeższy przykład - wychowanek naszej akademii Wojtek Jurek zagrał wczoraj w sparingu pierwszej drużyny Podbeskidzia. Ma 17 lat i zawsze słynął z wielkiej pracowitości - chwali trener Tymiński.
W ciągu całego 2011 roku drużyna Pewli Małej wygrała 27 meczów. W ciągu poprzednich pięciu latach od powstania klubu... o jeden więcej. Trudno nie obwołać PLKS-u Pewel Mała drużyną roku 2011. Jest jednym z największych dominatorów w Polsce i diametralnie zmienia myślenie o sposobie gry w całym regionie. Promuje młodzież i na tym wygrywa.
Jeśli awansuje, będzie pierwszą wsią w historii gminy, z drużyną w lidze okręgowej. Raptem siedem lat temu była w tej samej gminie pośmiewiskiem.
Polecane