Rekord - Unia 6-1. Demonstracja siły. W rolach głównych weterani
30.04.2011
Zdarzenie
Trzecia bramka dla Rekordu zdobyta przez Grzegorza Bogdana. Bartosz Woźniak, napastnik gospodarzy, ścigał się z obrońcą gości. Obaj zawodnicy zderzyli się, jednak bramkarza zaatakował Bogdan. Szymon Kubów wypuścił piłkę i pomocnik Rekordu skierował ją do pustej bramki. Raciborzanie twierdzili, że bielszczanin wybił ich bramkarzowi piłkę z rąk, jednak sędzia nie zareagował. To podłamało gości i odebrało wszelką nadzieję na korzystny rezultat. - Trzeba przetrwać bez kompromitacji - powiedzieli tuż po tym golu rezerwowi. Nie do końca się to udało...
Bohater
Duet Papatanasiu-Woźniak. Ten pierwszy strzelił dwie pierwsze bramki. Szczególnie gol na 1-0 był wyjątkowej urody. "Papa" huknął z dystansu w górny róg, nie dając szans golkiperowi rywali. Na początku drugiej połowy pewnym strzałem pod poprzeczkę wykorzystał rzut karny. Natomiast Woźniak strzelił po przerwie hat-tricka i dosłownie każda akcja bielszczan przechodziła przez niego. Był waleczny do ostatniej minuty, a kondycji mogą mu pozazdrościć młodsi koledzy.
Antybohater
Dawid Słysz. 19-letni obrońca Unii Racibórz kompletnie nie radził sobie z szybkimi skrzydłowymi bielszczan. Na początku drugiej połowy wyciął od tyłu Andrzeja Maślorza w polu karnym i nawet jego koledzy z drużyny zarzucali bezmyślność tego zagrania. Nic dziwnego, że trener Andrzej Marców ściągnął go z boiska po godzinie gry.
Co ciekawego
- Choć może się to wydawać dziwne, raciborzanie... przerwali serię Rekordu. Piękne honorowe trafienie Marcina Pawlisza z półobrotu było pierwszym straconym golem bielszczan na własnym stadionie tej wiosny. Ostatnią drużyną, która strzeliła bramkę w Cygańskim Lesie był MRKS Czechowice-Dziedzice, w październiku ubiegłego roku.
- Dzisiejsze starcie było bardzo jednostronne, mimo że spotkały się drużyny, które wiosną zdobyły bardzo dużo punktów. Bielszczanie przed tym meczem byli na trzecim miejscu w tabeli rundy wiosennej, o jedną pozycję niżej od raciborzan. Teraz, co zrozumiałe, się to zmieniło...
- Gospodarze wysunęli się na pierwszą pozycję jeśli chodzi o ilość strzelonych bramek w całych rozgrywkach. Rekordziści mają też najlepszą obronę. Na drugim biegunie jest Unia, która straciła już 53 gole, najwięcej w lidze. Nic dziwnego, że skończyło się tak wysoko.
- Rekord po raz pierwszy wygrał z Unią na własnym stadionie. W poprzednich dwóch sezonach przy ulicy Startowej raz padł remis 2-2, a dwa lata temu wygrali goście.
- W Cygańskim Lesie zaobserwowaliśmy zalążki powstawania ruchu kibicowskiego. Przez większość spotkania "Biało-zieloni" mogli liczyć na doping kilkunastoosobowej grupy fanów. Od czegoś trzeba zacząć. W sektorze gości zjawiło się... trzech kibiców z Raciborza, którzy najpierw całkiem głośno dopingowali, później wylewali żale na sędziego, a w końcówce skupili się na rzucaniu na murawę przedmiotów, prowokowaniu i obrażaniu gospodarzy. Nie wszyscy umieją przegrywać.
Trzecia bramka dla Rekordu zdobyta przez Grzegorza Bogdana. Bartosz Woźniak, napastnik gospodarzy, ścigał się z obrońcą gości. Obaj zawodnicy zderzyli się, jednak bramkarza zaatakował Bogdan. Szymon Kubów wypuścił piłkę i pomocnik Rekordu skierował ją do pustej bramki. Raciborzanie twierdzili, że bielszczanin wybił ich bramkarzowi piłkę z rąk, jednak sędzia nie zareagował. To podłamało gości i odebrało wszelką nadzieję na korzystny rezultat. - Trzeba przetrwać bez kompromitacji - powiedzieli tuż po tym golu rezerwowi. Nie do końca się to udało...
Bohater
Duet Papatanasiu-Woźniak. Ten pierwszy strzelił dwie pierwsze bramki. Szczególnie gol na 1-0 był wyjątkowej urody. "Papa" huknął z dystansu w górny róg, nie dając szans golkiperowi rywali. Na początku drugiej połowy pewnym strzałem pod poprzeczkę wykorzystał rzut karny. Natomiast Woźniak strzelił po przerwie hat-tricka i dosłownie każda akcja bielszczan przechodziła przez niego. Był waleczny do ostatniej minuty, a kondycji mogą mu pozazdrościć młodsi koledzy.
Antybohater
Dawid Słysz. 19-letni obrońca Unii Racibórz kompletnie nie radził sobie z szybkimi skrzydłowymi bielszczan. Na początku drugiej połowy wyciął od tyłu Andrzeja Maślorza w polu karnym i nawet jego koledzy z drużyny zarzucali bezmyślność tego zagrania. Nic dziwnego, że trener Andrzej Marców ściągnął go z boiska po godzinie gry.
Co ciekawego
- Choć może się to wydawać dziwne, raciborzanie... przerwali serię Rekordu. Piękne honorowe trafienie Marcina Pawlisza z półobrotu było pierwszym straconym golem bielszczan na własnym stadionie tej wiosny. Ostatnią drużyną, która strzeliła bramkę w Cygańskim Lesie był MRKS Czechowice-Dziedzice, w październiku ubiegłego roku.
- Dzisiejsze starcie było bardzo jednostronne, mimo że spotkały się drużyny, które wiosną zdobyły bardzo dużo punktów. Bielszczanie przed tym meczem byli na trzecim miejscu w tabeli rundy wiosennej, o jedną pozycję niżej od raciborzan. Teraz, co zrozumiałe, się to zmieniło...
- Gospodarze wysunęli się na pierwszą pozycję jeśli chodzi o ilość strzelonych bramek w całych rozgrywkach. Rekordziści mają też najlepszą obronę. Na drugim biegunie jest Unia, która straciła już 53 gole, najwięcej w lidze. Nic dziwnego, że skończyło się tak wysoko.
- Rekord po raz pierwszy wygrał z Unią na własnym stadionie. W poprzednich dwóch sezonach przy ulicy Startowej raz padł remis 2-2, a dwa lata temu wygrali goście.
- W Cygańskim Lesie zaobserwowaliśmy zalążki powstawania ruchu kibicowskiego. Przez większość spotkania "Biało-zieloni" mogli liczyć na doping kilkunastoosobowej grupy fanów. Od czegoś trzeba zacząć. W sektorze gości zjawiło się... trzech kibiców z Raciborza, którzy najpierw całkiem głośno dopingowali, później wylewali żale na sędziego, a w końcówce skupili się na rzucaniu na murawę przedmiotów, prowokowaniu i obrażaniu gospodarzy. Nie wszyscy umieją przegrywać.
Polecane