Rekord - KS Żory 4-0. Szkoleniowca gospodarzy prawie poniosło
19.09.2009
Czy po tak wysokim zwycięstwie można się do czegoś przyczepić? - Oczywiście, że tak. Są cztery bramki, a przecież powinno być ich znacznie więcej - wskazał Wojciech Borecki, szkoleniowiec Rekordu. I rzeczywiście, skuteczność, mimo wszystko, była w sobotę największą bolączką gospodarzy. Sam Woźniak okazji miał nawet na cztery trafienia.
- Już nawet nie chodzi mi o niego, bo w jednej z sytuacji starał się chociaż lobować bramkarza. Ale gdy w innych przypadkach piłka po prostu uciekała moim piłkarzom... Gdyby takie zagrania zdarzyły się nam przy stanie 0-0, wtedy by mnie poniosło - nie krył Borecki. Ponosić musiało z kolei trenera jedenastki z Żor. Po raz pierwszy po niespełna pół godzinie gry.
Wtedy bowiem Żubertowski w bezpardonowy sposób powalił w polu karnym Woźniaka, a chwilę potem przy pewnym strzale Rumińskiego nie miał szans na udaną interwencję. Kolejne gole były już tylko kwestią czasu. Zwłaszcza że świetne zawody rozgrywał Ceglarz. Ten sam, który asystował przy bramce Woźniaka, a następnie sam ustalił rezultat potyczki.
- Już nawet nie chodzi mi o niego, bo w jednej z sytuacji starał się chociaż lobować bramkarza. Ale gdy w innych przypadkach piłka po prostu uciekała moim piłkarzom... Gdyby takie zagrania zdarzyły się nam przy stanie 0-0, wtedy by mnie poniosło - nie krył Borecki. Ponosić musiało z kolei trenera jedenastki z Żor. Po raz pierwszy po niespełna pół godzinie gry.
Wtedy bowiem Żubertowski w bezpardonowy sposób powalił w polu karnym Woźniaka, a chwilę potem przy pewnym strzale Rumińskiego nie miał szans na udaną interwencję. Kolejne gole były już tylko kwestią czasu. Zwłaszcza że świetne zawody rozgrywał Ceglarz. Ten sam, który asystował przy bramce Woźniaka, a następnie sam ustalił rezultat potyczki.
Polecane