Niespodzianka przy Narutowicza. Po heroicznym boju żółto-czarni wywalczyli remis z rezerwami chorzowian, które takowymi były tylko z nazwy. A Jan Kocian to widział!
Radzionków - Ruch II 2-2. "Ekstraklasa" nie zdołała wygrać na "Cidrach"!
26.10.2013
Wydarzenie
Tak znamienitych piłkarsko gości VIP-owska trybuna przy Narutowicza nie widziała już dawno. Pojawił się na niej cały sztab szkoleniowy „Niebieskich”, z Janem Kocianem i Dariuszem Fornalakiem. Był też dyrektor Mirosław Mosór. Trudno się jednak dziwić takiej frekwencji: w podstawowej jedenastce zagrało bowiem aż 10 piłkarzy z ekstraklasowej kadry chorzowian (jedynym formalnym „rezerwistą” był Rafał Stanisławski).
Bohater
W sezonie 2004/05, kiedy obecny kierownik drużyny „Niebieskich”, Andrzej Urbańczyk, kończył swą przygodę z macierzystym Ruchem Radzionków, do kadry „Cidrów” pukał 19-letni wówczas Dariusz Poturalski. Wczoraj starszy o 11 lat Urbańczyk kiwał głową z uznaniem dla postawy golkipera „Cidrów”. Przy obu straconych golach nie miał szans. Na szacunek zasłużył jednak broniąc m.in. w sytuacjach sam na sam z Rafałem Stanisławskim (12 min) i Danielem Szymańskim (74 min). Największą owację zebrał jednak, ekwilibrystycznie wyciągając spod poprzeczki uderzenie Grzegorza Kuświka (12 min).
Warto wiedzieć
- W zespole gości pojawiło się na murawie trzech zawodników, którzy w czwartek, w ekstraklasowym meczu „Niebieskich” w Bielsku-Białej, weszli na murawę z ławki rezerwowych. Byli nimi Jakub Smektała, Grzegorz Kuświk i Marek Zieńczuk. Cała trójka zakończyła swój udział w sobotnim spotkaniu przed upływem regulaminowych 90 minut.
- Zieńczuk, opuszczając murawę, wyraźnie utykał, co zwiastuje uraz.
- "Komu kibicujesz?" - pytali radzionkowscy kibice wspomnianego już Andrzeja Urbańczyka, wychowanka żółto-czarnych. „Ruchowi” - odpowiadał dyplomatycznie (i nader celnie) były golkiper "Cidrów".
- W I połowie radzionkowianie wyraźnie przestraszyli się rywala, i długo grali schowani za podwójną gardą. Mieli jednak swoje szanse po akcjach skrzydłami, aż wreszcie dopięli swego: Patryk Cepek przytomnie „znalazł” niepilnowanego Michala Farkasza, a ten w drugim kolejnym meczu trafił do siatki rywala. Po zmianie stron najlepszą sytuację zmarnował Damian Sadowski: jego „główkę” z kilku metrów Krzysztof Kamiński złapał na linii bramkowej.
- Sadowski miał jednak udział przy bramce wyrównującej; to jego dośrodkowanie zamienił z bliska na gola - zresztą swojego pierwszego w żółto-czarnych barwach - Adam Toszek.
- Chorzowianie okazji mieli dużo więcej, ale świetnie spisywał się Dariusz Poturalski. Bramki zdobyli zaś w sytuacjach, w których radzionkowianie długo protestowali wobec milczenia sędziowskiego gwizdka. Sugerowali bowiem zagranie ręką Kuświka przy pierwszym golu i pozycję spaloną Smektały przy drugim trafieniu. Powtórki wideo jednak zastrzeżeń owych nie potwierdziły.
Tak znamienitych piłkarsko gości VIP-owska trybuna przy Narutowicza nie widziała już dawno. Pojawił się na niej cały sztab szkoleniowy „Niebieskich”, z Janem Kocianem i Dariuszem Fornalakiem. Był też dyrektor Mirosław Mosór. Trudno się jednak dziwić takiej frekwencji: w podstawowej jedenastce zagrało bowiem aż 10 piłkarzy z ekstraklasowej kadry chorzowian (jedynym formalnym „rezerwistą” był Rafał Stanisławski).
Bohater
W sezonie 2004/05, kiedy obecny kierownik drużyny „Niebieskich”, Andrzej Urbańczyk, kończył swą przygodę z macierzystym Ruchem Radzionków, do kadry „Cidrów” pukał 19-letni wówczas Dariusz Poturalski. Wczoraj starszy o 11 lat Urbańczyk kiwał głową z uznaniem dla postawy golkipera „Cidrów”. Przy obu straconych golach nie miał szans. Na szacunek zasłużył jednak broniąc m.in. w sytuacjach sam na sam z Rafałem Stanisławskim (12 min) i Danielem Szymańskim (74 min). Największą owację zebrał jednak, ekwilibrystycznie wyciągając spod poprzeczki uderzenie Grzegorza Kuświka (12 min).
Warto wiedzieć
- W zespole gości pojawiło się na murawie trzech zawodników, którzy w czwartek, w ekstraklasowym meczu „Niebieskich” w Bielsku-Białej, weszli na murawę z ławki rezerwowych. Byli nimi Jakub Smektała, Grzegorz Kuświk i Marek Zieńczuk. Cała trójka zakończyła swój udział w sobotnim spotkaniu przed upływem regulaminowych 90 minut.
- Zieńczuk, opuszczając murawę, wyraźnie utykał, co zwiastuje uraz.
- "Komu kibicujesz?" - pytali radzionkowscy kibice wspomnianego już Andrzeja Urbańczyka, wychowanka żółto-czarnych. „Ruchowi” - odpowiadał dyplomatycznie (i nader celnie) były golkiper "Cidrów".
- W I połowie radzionkowianie wyraźnie przestraszyli się rywala, i długo grali schowani za podwójną gardą. Mieli jednak swoje szanse po akcjach skrzydłami, aż wreszcie dopięli swego: Patryk Cepek przytomnie „znalazł” niepilnowanego Michala Farkasza, a ten w drugim kolejnym meczu trafił do siatki rywala. Po zmianie stron najlepszą sytuację zmarnował Damian Sadowski: jego „główkę” z kilku metrów Krzysztof Kamiński złapał na linii bramkowej.
- Sadowski miał jednak udział przy bramce wyrównującej; to jego dośrodkowanie zamienił z bliska na gola - zresztą swojego pierwszego w żółto-czarnych barwach - Adam Toszek.
- Chorzowianie okazji mieli dużo więcej, ale świetnie spisywał się Dariusz Poturalski. Bramki zdobyli zaś w sytuacjach, w których radzionkowianie długo protestowali wobec milczenia sędziowskiego gwizdka. Sugerowali bowiem zagranie ręką Kuświka przy pierwszym golu i pozycję spaloną Smektały przy drugim trafieniu. Powtórki wideo jednak zastrzeżeń owych nie potwierdziły.
Polecane