Beskid Skoczów, beniaminek IV lig śląskiej, grupy 2, zamyka po siedmiu kolejkach stawkę z dorobkiem jednego punktu. Działacze beskidzkiego klubu po ostatniej, domowej porażce zespołu 2:5 z Odrą Wodzisław Śląski postawili na zmiany. Jak to zazwyczaj bywa w tego typu sytuacjach, pracę stracił szkoleniowiec.
Przyszedł czas na zmiany u beniaminka. Trener "z ligi" na ratunek
Kamil Sornat, wychowanek Beskidu, w lutym 2018 roku został trenerem drużyny ze Skoczowa rywalizującej wówczas w... IV lidze śląskiej, grupie 2. Zastąpił na stanowisku Piotra Zmarzłego, gdy zespół znajdował się w dolnych rejonach tabeli. Roszada nie przyniosła oczekiwanego skutku, ponieważ nie udało się wywalczyć utrzymania. Rok później skoczowianie, nadal prowadzeni przez 34-latka, wygrali rywalizację w Bielskiej Lidze Okręgowej, co oznaczało powrót na szczebel IV-ligowy .
W trwające rozgrywki beniaminek wszedł źle, z siedmiu meczów tylko jednego nie przegrał remisując u siebie z MRKS-em Czechowice-Dziedzice 4:4. Porażka z minionego weekendu z Odrą Wodzisław Śląski 2:5 przelała czarę goryczy. Zarząd klubu postanowił "zluzować" trenera Sornata. – Trener dostał cel – jedno zwycięstwo w ostatnich dwóch meczach. To nie zostało zrealizowane, co spowodowało, że w poniedziałek po krótkiej rozmowie musieliśmy się pożegnać z Kamilem. Nasz rozbrat przebiegł kulturalnie, za porozumieniem stron. Podziękowałem mu przed całą drużyną za dokonania, jakie osiągnął w Beskidzie. Szczególnie za rewelacyjny awans do IV ligi. Niestety, piłka nożna to nie jest teatr. Nie liczą się wrażenia artystyczne, a wynik. Ten jest dla nas niesatysfakcjonujący – mówi Ryszard Klaczak, prezes Beskidu. – Jest połowa rundy, pozostało do końca osiem meczów. Jeśli chcemy myśleć o tym, żeby nie wypaść z IV ligi musimy „zrobić” jedenaście punktów. To jest dobry moment, aby dokonać zmian. Głównym problemem zespołu jest to, że nikt nie zna przyczyny słabszej postawy. Nie wiemy czy problem siedzi w głowach, czy w umiejętnościach? – dodaje.
Nowym trenerem drużyny ze Skoczowa został Jarosław Kupis, który realia ligi zna bardzo dobrze. Wszak przez ostatnie trzy i pół roku z powodzeniem – mistrzostwo, wicemistrzostwo, a w ostatnim sezonie 4. miejsce – prowadził zespół Decoru Bełk, z którym rozstał się... w połowie września! – Brakuje nam przede wszystkim przełamania. Posłużę się przenośnią, nasz komputer został zawirusowany, i teraz potrzebujemy fachowca, aby je usunąć. Wtedy zacznie wszystko funkcjonować tak, jak należy. Potrzebujemy więcej entuzjazmu, radości z piłki. Musimy wyrzucić z głów przekonanie, że jesteśmy tak źli, jak wskazuje na to tabela. Trener Kupis kilka lat pracował w IV lidze, osiągał bardzo dobre wyniki z Decorem. Ma świetne rozeznanie w terenie. Zna dobrze naszych rywali. Wierzę, że doświadczenie zebrane w Bełku zostanie przełożone na pracę w Beskidzie. Cele mamy jasne. Ich jednak nie realizuje prezes, czy zarząd, tylko drużyna wraz ze szkoleniowcem. Wierzę, że trener Kupis da sobie radę. Muszą też w to uwierzyć piłkarze. Chcę jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy. Nowy szkoleniowiec pod koniec rundy oceni przydatność każdego zawodnika pod kątem gry w IV lidze. Każdy piłkarz oczywiście mówi, że się nadaje – ja do końca nie jestem o tym przekonany. Jest to odważna teza, ale myślę, że nowy trener popatrzy na to z odmiennej strony. W każdej pracy przełożony dokonuje oceny pod kątem tego, jak podopieczny realizuje zadania, do których został powołany – podkreśla sternik beskidzkiego klubu komplementując zarazem byłego piłkarza m.in. w Polonii Bytom, Piasta Gliwice czy Miedzi Legnica.