Przypadki Alexa Fergusona? Nie w IV lidze...

06.10.2009
- Niespecjalnie jestem zdziwiony tym, że mi podziękowano. Byłem wręcz na to przygotowany - mówi Marek Szymiński, który po feralnym sobotnim meczu pożegnał się z Górnikiem Wesoła.
- W naszym kraju nie zdarzają się przypadki Alexa Fergusona czy Arsena Wengera, kiedy to trenerzy mogą spać spokojnie przez kilkanaście lat - kiwa głową były już trener IV-ligowego klubu z dzielnicy Mysłowic.

Szymiński nie ma jednak zamiaru przyrównywać się do legend angielskiej piłki klubowej. Wiadomość o dymisji przyjął jak mało kto. - Niespecjalnie jestem tym zdziwiony. Mogłem się tego spodziewać - nieco zaskakuje swoją wypowiedzią. Wprawdzie wyniki - mizerne - go nie bronią, ale właśnie sposób, w jaki podsumowuje przygodę z mysłowickim klubem, zadziwia. Pozytywnie.

- Odpowiadałem za wyniki i grę, które nie były zadowalające. Przypomnę, że zakładaliśmy sobie grę na poziomie czołówki IV ligi. Byłem więc przygotowany, że taka decyzja może zapaść. Tym bardziej, że ta ostatnia porażka była dość spektakularna. Jeszcze nigdy nie przegrałem tak wysoko - wspomina "lanie", jakie sprawili im Czarni Sosnowiec, wygrywając w Wesołej 6-0.

Sprawy po upokarzającym dla Górnika meczu potoczyły się szybko. Trener Szymiński pożegnał się z klubem, a jego następcą został Sebastian Świat. Na co mogą liczyć teraz kibice z Wesołej? - Mając w pamięci, że zespół składa się z 19 młodych piłkarzy, trzeba się liczyć z trudnościami. Ale każdy szkoleniowiec ma swoją wizję. Górnika stać na dobre wyniki - przekonuje były piłkarz Ruchu Radzionków.

Dlaczego piłkarze z Wesołej nie osiągali takich za jego kadencji? - Na pewno nie dlatego, że zespół był podzielony czy skłócony. To są jakieś bzdury i idiotyzmy! Oczywiście, kiedy gra się nie układa, a było wiele porażek, to siłą rzeczy występują nieporozumienia. Ale tak jest w każdym zespole. Ktoś jednak przesadził - ucina spekulacje, jakoby w Górniku dochodziło do kłótni w szatni.

- Zresztą rozstaliśmy się i z zarządem, i z piłkarzami w dobrej atmosferze. Serdecznie podziękowałem wszystkim za współpracę. I mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy - kończy Szymiński.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również