Przegrali w Bojszowach i Mikołowie. Przełamali się na... Podbeskidziu
25.09.2011
Radość żywczan po bezbramkowym remisie w Bielsku była tym większa, że... był to pierwszy punkt beniaminka zdobyty na obcym boisku. W poprzednich meczach IV-ligi przegrywał bowiem z GTS-em Bojszowy, AKS-em Mikołów i Rekordem Bielsko-Biała. - Na pewno ten punkt cieszy, podobnie jak fakt, że nie straciliśmy bramki. W poprzednich meczach nam się to nie udawało. Sukces jest naprawdę spory, bo przyjechaliśmy do Bielska w zaledwie 14-osobowym składzie. Kontuzje leczą bowiem czterej podstawowi zawodnicy - Damian Stolarczyk, Kamil Konieczny, Jakub Dziki i Marcin Osmałek - podkreślał Maciej Mrowiec, trener gości.
Jego zdaniem Podbeskidzie II nie spisało się w niedzielnym meczu zbyt dobrze. - Na papierze zapowiadało się bardzo mocno, ale boisko wszystko weryfikuje. Rywale wielkiej piłki nie pokazali. Owszem, mieli przewagę w środku pola, ale klarownych sytuacji raczej nie stworzyli. Podobnie zresztą jak my. Czekamy więc dalej na pierwszą wyjazdową bramkę i bardziej cieszylibyśmy się ze zwycięstwa, jednak remis też jest dla nas dobry - dodał.
Według trenera Mrowca obecność w składzie bielszczan aż ośmiu zawodników z pierwszej drużyny (oprócz wymienionych we wstępie także Michał Osiński, Matej Nather i Mariusz Sacha) bardziej zmobilizowała, niż sparaliżowała jego piłkarzy. - Wiedzieliśmy, że będzie kilku z ekstraklasy, bo patrzyliśmy kto zagrał w Młodej Ekstraklasie. Kiedy gra się z Podbeskidziem II, to co się uda zrobić jest na plus. Jeśli się przegra, to wielkiego dramatu nie ma i to pomaga. A teraz chłopcy mówią, że skoro zremisowali z piłkarzami, którzy grają w ekstraklasie, albo mają występy w Lidze Mistrzów, to ta liga chyba nie jest taka straszna - uśmiechał się Mrowiec.
Taki podbudowany Góral w przyszłym tygodniu zmierzy się u siebie z MRKS-em Czechowice-Dziedzice. Żywczanie dysponują jedną z najlepszych linii defensywnych w lidze - dali sobie wbić ledwie sześć goli. Problemem jest jednak atak, który w ośmiu meczach zdobył... dziewięć bramek. Jest jednak nadzieja na jego wzmocnienie. - Do zdrowia mogą wrócić Stolarczyk i Osmałek. Na Koniecznego nie ma szans, bo ma kontuzję barku i dopiero w październiku zacznie trenować. Tego akurat szkoda, bo jest jednym z najbardziej doświadczonych graczy - kończy były asystent Marcina Brosza.
Jego zdaniem Podbeskidzie II nie spisało się w niedzielnym meczu zbyt dobrze. - Na papierze zapowiadało się bardzo mocno, ale boisko wszystko weryfikuje. Rywale wielkiej piłki nie pokazali. Owszem, mieli przewagę w środku pola, ale klarownych sytuacji raczej nie stworzyli. Podobnie zresztą jak my. Czekamy więc dalej na pierwszą wyjazdową bramkę i bardziej cieszylibyśmy się ze zwycięstwa, jednak remis też jest dla nas dobry - dodał.
Według trenera Mrowca obecność w składzie bielszczan aż ośmiu zawodników z pierwszej drużyny (oprócz wymienionych we wstępie także Michał Osiński, Matej Nather i Mariusz Sacha) bardziej zmobilizowała, niż sparaliżowała jego piłkarzy. - Wiedzieliśmy, że będzie kilku z ekstraklasy, bo patrzyliśmy kto zagrał w Młodej Ekstraklasie. Kiedy gra się z Podbeskidziem II, to co się uda zrobić jest na plus. Jeśli się przegra, to wielkiego dramatu nie ma i to pomaga. A teraz chłopcy mówią, że skoro zremisowali z piłkarzami, którzy grają w ekstraklasie, albo mają występy w Lidze Mistrzów, to ta liga chyba nie jest taka straszna - uśmiechał się Mrowiec.
Taki podbudowany Góral w przyszłym tygodniu zmierzy się u siebie z MRKS-em Czechowice-Dziedzice. Żywczanie dysponują jedną z najlepszych linii defensywnych w lidze - dali sobie wbić ledwie sześć goli. Problemem jest jednak atak, który w ośmiu meczach zdobył... dziewięć bramek. Jest jednak nadzieja na jego wzmocnienie. - Do zdrowia mogą wrócić Stolarczyk i Osmałek. Na Koniecznego nie ma szans, bo ma kontuzję barku i dopiero w październiku zacznie trenować. Tego akurat szkoda, bo jest jednym z najbardziej doświadczonych graczy - kończy były asystent Marcina Brosza.
Polecane