Piotr Lech wciąż w formie. Nawet nie myśli o zakończeniu kariery!

01.09.2014
- Kres mojej kariery będzie wtedy, jak będę leżał dwa metry pod ziemią - mówi Piotr Lech, który mimo 46 lat nie zamierza kończyć grać w piłkę. Obecnie występuje w IV-ligowej Polonii Poraj.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Piotr Lech piłkarską karierę rozpoczął jeszcze w czasach PRL-u, w 1986 roku. W ekstraklasie - w barwach m.in. Ruchu Chorzów, GKS-u Katowice i Górnika Zabrze - zanotował aż 357 występów. Na koncie ma mistrzostwo i Puchar Polski. Niektórzy piłkarskie kariery kończą w wieku 28 lat. Lech tyle lat gra już w piłkę. I nie zamierza w najbliższym czasie kończyć!

- Dopóki to będzie mi sprawiało przyjemność i będę umiał się ruszać, to na pewno sobie nie odpuszczę i będę grał. Kres mojej kariery będzie wtedy, jak będę leżał dwa metry pod ziemią. Nie ma dla mnie znaczenia, kto i ile bramek mi strzeli - podkreśla bramkarz.

Obecnie Lech występuje w Polonii Poraj, która w niedzielę grała z Ruchem Radzionków, w którym występuje inny weteran, znanych z ekstraklasowych boisk - Piotr Rocki. "Rocky" co prawda golkipera rywali na pokonał, ale zrobili to jego koledzy, dzięki czemu "Cidry" wygrały aż 4-1.

- My się uczymy. Chłopcy przyjechali, zobaczyli kilka osób na trybunach i już mieli powiązane nogi. Nie wiedzieli, co jest grane i zrobiło się 2-0 dla przeciwnika. Dopiero wtedy zaczęliśmy grać, a zapewniam, że potrafimy to robić lepiej, niż pokazaliśmy w Radzionkowie. Niech się Ruch cieszy, że ma trzy punkty - komentuje Lech, który w kilku sytuacjach uratował swój zespół od utraty kolejnych goli.

- Grzechem jest nie wykorzystywać takich sytuacji, jakie mieliśmy, ale to są dopiero pierwsze kolejki, wszystko się będzie mieszało. W tej lidze jest strasznie wyrównany poziom. Wystarczy mieć 2-3 ludzi, którzy mają pojęcie o graniu i sami będą praktycznie wygrywali mecze - uważa bramkarz Polonii. - Cieszy mnie postawa naszej drużyny w drugiej połowie. Po przerwie było widać, że coś z nas zeszło, chłopcy uwierzyli, że mogą coś tu ugrać. Przy odrobinie szczęścia mógł być remis - dodaje.


Fot. Norbert Barczyk/Pressfocus

Mało jest takich przypadków, by piłkarskie kariery prowadzili równocześnie ojciec i syn, a tak jest w przypadku Lecha - jego syn Kamil niedawno zadebiutował w pierwszej drużynie Ruchu Chorzów. W meczu z Metalistem Charków pojawił się na boisku w dogrywce. Puścił jednego gola - z rzutu karnego.

- Może się do Radzionkowa przeniesie, albo ja zrobię awans do III ligi i zagram przeciwko synowi? - uśmiecha się Lech-senior. - A tak poważnie, to cieszę się, że chłopak się nie spalił. Może troszeczkę inaczej mógł się zachować przy rzucie karnym, ale i tak było super jak na pierwszy mecz w seniorskiej piłce - opowiada o debiucie Lecha-juniora. Czy jest dla niego surowym nauczycielem? - Dla siebie jestem surowy, a co tu mówić o synu. On sam może najlepiej na to odpowiedzieć - mruży oko.

Lech nie zamierza jeszcze kończyć kariery, bo... ma pewien cel do zrealizowania. - Spokojnie, jeszcze parę klubów na Śląsku jest, w których nie zdążyłem zagrać. Na pewno jeszcze sobie pogram. Mam nadzieję, że teraz, na "emeryturze" to sobie wszystko nadrobię - przyznaje.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również