Piłkarska emerytura w "okręgówce". Liczy się towarzystwo, nie kasa

06.03.2010
- Pieniądze? Najważniejsze, żeby nie dokładać ze swoich na dojazd - mówi Marek Kubisz, znany napastnik, który podjął się gry w Leśniku Kobiór. Dlaczego piłkarską emeryturę postanowił spędzić w "okręgówce"?
Piłkarz, który zaznaczył swoją obecność w ekstraklasie, ale dłużej już nie "pociągnie", ma dwie drogi: aAlbo kończy karierę i staje się telewizyjnym ekspertem, trenerem czy menedżerem. Albo? Pozostaje przy piłce dosłownie, tyle że już na poziomie amatorskim.

Zrobił tak Marek Kubisz, prawdziwy piłkarski wyjadacz. Przypomnijmy, grał między innymi w Szombierkiach Bytom, GKS-ie Katowice, Szczakowiance Jaworzno czy Odrze Wodzisław. Ostatnio przez kilka miesięcy odpoczywał, a od stycznia przygotowuje się do rundy wiosennej z Leśnikiem Kobiór z ligi okręgowej.

- Wiadomo, mam swój wiek, do Legii czy Manchesteru nie pójdę. Z Leśnika zadzwonił do mnie dyrektor Robert Szuster i przedstawił propozycję. Powiedział, że chciałby jeszcze ściągnąć Jarka Zadylaka z Tychów. My się świetnie znamy ze Szczakowianki, więc ucieszyłem się - opowiada 36-letni napastnik. W nowym klubie spotkał się też z Ireneuszem Adamskim, znanym wcześniej z Ruchu Chorzów. - A sam poleciłem Patryka Ciasnochę z Radzionkowa - uśmiecha się.

Mniej dla piłkarzy pokroju Kubisza liczą się w takim momencie pieniądze. - Nie powiem, kasa jest ważna, ale super pieniędzy tu nie zarobisz. Najważniejsze, żeby nie dokładać ze swoich na dojazd - tłumaczy zawodnik, który zagra przeciwko Mirosławowi Widuchowi (Czarni Piasek).
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również