Obrońca BKS-u: My też chcemy awansu i jeszcze w niego wierzymy!

28.04.2011
- Nie leży nam nasze boisko. Strasznie trudno nam się gra przy Rychlińskiego - przyznał Marcin Gęsikowski, obrońca BKS-u Stal Bielsko-Biała po porażce z LZS-em Leśnica.
Wiosną gra w Bielsku-Białej nie jest dla III-ligowca handicapem, ale balastem. Dość powiedzieć, że w czterech meczach zawodnikom Marka Mandli udało się wygrać tylko jeden (2-1 z Orłem Babienica/Psary). MKS Myszków i LZS Leśnica wywoziły z Rychlińskiego komplet punktów. Wytłumaczenia takich wyników próbuje szukać Gęsikowski. - Przeważnie przyjeżdżają do nas drużyny, żeby się murować, a nam bardziej wychodzi kontra - mówi obrońca Stali, a pod jego słowami podpisałoby się większość zawodników większości drużyn w kraju.

W środowe popołudnie było jednak inaczej. Leśniczanie wcale nie przyjechali do Bielska-Białej, by się bronić. Mieli groźne sytuacje i widać było po nich, że ich celem był awans na pozycję wicelidera. - W pierwszej połowie zabrakło nam szczęścia, kiedy Tomasz Wawrzyniak trafił w słupek. Damian Zdolski też miał sytuację, ale nie poszukał dokładniej wolnej przestrzeni, tylko strzelił prosto w bramkarza. Jak takich okazji nie wykorzystujemy, to później się to mści - twierdzi Gęsikowski.

W pierwszej połowie kibice Stali skandowali: "Chcemy awansu, BKS chcemy awansu". Mógł to być apel zarówno do zarządu, jak i do piłkarzy. Wprawdzie bielszczanie nie mają warunków, by grać w wyższej lidze - co podkreśla to na każdym kroku trener Mandla - jednak Gęsikowski jest innego zdania. - My też chcemy awansu i cały czas w niego wierzymy. Może ROW Rybnik się potknie i zacznie tracić punkty, a my będziemy wygrywać u siebie? - zastanawia się zawodnik.

BKS może "pomóc", mającemu dziewięć punktów więcej i mecz rozegrany mniej, Energetykowi w potknięciu, bowiem w sobotę oba zespoły zmierzą się w Rybniku.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również