O ich sukcesie w barażu o II ligę zadecyduje... śląska solidarność?
17.06.2009
W Bielsku-Białej powoli zapomina się znaczenia słowa "wakacje". Tak jak rok temu w analogicznym okresie BKS walczył z Górnikiem MK Katowice o promocję do III ligi, tak teraz rozgrywki zakończy barażem o kolejny awans. - Czy to dla mnie mecz życia? Tak. Każdy kolejny jest takim - kwituje w swoim stylu Marek Mandla i pałeczkę faworyta przekazuje Jarocie.
Dlaczego? - Goście mają za sobą sezon w wyższej klasie rozgrywkowej, a więc i większe doświadczenie. Lekka przewaga leży zatem po ich stronie - przekonuje opiekun bielszczan. No chyba, że wspomnieć o... śląskiej solidarności. - Dziękuję wszystkim kolegom po fachu, którzy zaoferowali nam swoją pomoc w rozpracowywaniu rywali - zaznacza Mandla. Przyjezdni - z wiadomych przyczyn - rozkładać BKS na czynniki pierwsze musieli we własnym zakresie.
- Nie sposób przewidzieć, w jakim stopniu i czy w ogóle ułatwiliśmy sobie zadanie. To tak jak z Barceloną. Wszyscy wiedzą, co gra, a nikt nie potrafi jej zatrzymać - uśmiecha się opiekun beniaminka III ligi. Przyznaje jednak, że jarocinianie nie są już dla niego drużyną anonimową. W tej sytuacji może skoncentrować się na... uspokajaniu swoich zawodników. - Nie mam innego wyboru, bo chłopcy są niesamowicie zmobilizowani - zauważa Mandla.
W szeregach gospodarzy zabraknie tylko obrońcy Szymona Gilewicza, którego dopadł wirus. Początek spotkania o 17:00 na stadionie przy ul. Rychlińskiego.
Dlaczego? - Goście mają za sobą sezon w wyższej klasie rozgrywkowej, a więc i większe doświadczenie. Lekka przewaga leży zatem po ich stronie - przekonuje opiekun bielszczan. No chyba, że wspomnieć o... śląskiej solidarności. - Dziękuję wszystkim kolegom po fachu, którzy zaoferowali nam swoją pomoc w rozpracowywaniu rywali - zaznacza Mandla. Przyjezdni - z wiadomych przyczyn - rozkładać BKS na czynniki pierwsze musieli we własnym zakresie.
- Nie sposób przewidzieć, w jakim stopniu i czy w ogóle ułatwiliśmy sobie zadanie. To tak jak z Barceloną. Wszyscy wiedzą, co gra, a nikt nie potrafi jej zatrzymać - uśmiecha się opiekun beniaminka III ligi. Przyznaje jednak, że jarocinianie nie są już dla niego drużyną anonimową. W tej sytuacji może skoncentrować się na... uspokajaniu swoich zawodników. - Nie mam innego wyboru, bo chłopcy są niesamowicie zmobilizowani - zauważa Mandla.
W szeregach gospodarzy zabraknie tylko obrońcy Szymona Gilewicza, którego dopadł wirus. Początek spotkania o 17:00 na stadionie przy ul. Rychlińskiego.
Polecane