"Nie zwycięski remis na Wembley, a mecz w Chorzowie był przełomowy"
15.10.2012
- Emocje przyszły wtedy, kiedy wyszliśmy na murawę tego wielkiego "kotła". I kiedy 90 tysięcy ludzi zaczęło śpiewać Mazurka Dąbrowskiego. Ciarki przeszły mi po plecach. Doszło do mnie - zresztą do każdego z nas - że tego dnia po prostu trzeba zrobić coś wielkiego dla tych wszystkich ludzi - wspomina spotkanie z 1973 roku Krzysztof Rześny, który w tym pojedynku debiutował w reprezentacji Polski.
W Chorzowie doskonale się czuli piłkarze śląskich klubów. To właśnie reprezentanci z tego regionu mieli największy wpływ na wynik. Na samym początku meczu bramkę strzelił Jan Banaś (po rzucie wolnym, wykonywanym przez Roberta Gadochę, któremu niektóre źródła przypisują gola). Na 2-0 podwyższył Włodzimierz Lubański, którego występ w tym spotkaniu stał pod dużym znakiem zapytania. Wszystko przez kontuzję.
- Nie było go z nami na zgrupowaniu w Kamieniu. Wiedzieliśmy, że ma szwy założone na rozciętą nogę i walczy z czasem. Wziął udział dopiero w rozruchu dzień przed meczem. Wiedzieliśmy, że bardzo chce być z drużyną i bardzo chce grać. Kazimierz Górski, widząc jego energię, nie zawahał się. I jeszcze podkreślał: "Jak tylko przejmiecie piłkę i będzie okazja do kontry, posyłajcie podanie do Włodka" - opowiada ówczesny debiutant.
Lubański kilka minut po bramce opuścił boisko i został odwieziony do szpitala. Do reprezentacji napastnik powrócił dopiero po trzech latach. - Swoją drogą, już w przerwie było widać, że ten mecz sporo go kosztuje. Gdyby trener zmienił go zaraz po bramce - padła przecież na początku II połowy - pewnie Lubański uniknąłby tej dramatycznej kontuzji - komentuje Rześny.
- Zawsze będę powtarzał, że nie "zwycięski remis" na Wembley, a mecz w Chorzowie był prawdziwym przełomem w polskim futbolu. Zarzewiem całej dekady sukcesów - uważa Rześny.
Reprezentacja Polski awansowała do mistrzostw świata w 1974 roku. Zdobyła na nich trzecie miejsce.
W Chorzowie doskonale się czuli piłkarze śląskich klubów. To właśnie reprezentanci z tego regionu mieli największy wpływ na wynik. Na samym początku meczu bramkę strzelił Jan Banaś (po rzucie wolnym, wykonywanym przez Roberta Gadochę, któremu niektóre źródła przypisują gola). Na 2-0 podwyższył Włodzimierz Lubański, którego występ w tym spotkaniu stał pod dużym znakiem zapytania. Wszystko przez kontuzję.
- Nie było go z nami na zgrupowaniu w Kamieniu. Wiedzieliśmy, że ma szwy założone na rozciętą nogę i walczy z czasem. Wziął udział dopiero w rozruchu dzień przed meczem. Wiedzieliśmy, że bardzo chce być z drużyną i bardzo chce grać. Kazimierz Górski, widząc jego energię, nie zawahał się. I jeszcze podkreślał: "Jak tylko przejmiecie piłkę i będzie okazja do kontry, posyłajcie podanie do Włodka" - opowiada ówczesny debiutant.
Lubański kilka minut po bramce opuścił boisko i został odwieziony do szpitala. Do reprezentacji napastnik powrócił dopiero po trzech latach. - Swoją drogą, już w przerwie było widać, że ten mecz sporo go kosztuje. Gdyby trener zmienił go zaraz po bramce - padła przecież na początku II połowy - pewnie Lubański uniknąłby tej dramatycznej kontuzji - komentuje Rześny.
- Zawsze będę powtarzał, że nie "zwycięski remis" na Wembley, a mecz w Chorzowie był prawdziwym przełomem w polskim futbolu. Zarzewiem całej dekady sukcesów - uważa Rześny.
Reprezentacja Polski awansowała do mistrzostw świata w 1974 roku. Zdobyła na nich trzecie miejsce.
Polecane