Nie upilnowałeś rywala przy stałym fragmencie gry? Zapłacisz...
07.09.2009
- 60 procent bramek, jakie straciliśmy w poprzednim sezonie, padło po stałych fragmentach gry - zaznacza Dariusz Rucki, obrońca BKS-u. Jak pokazuje początek obecnych rozgrywek, od tamtego czasu piłkarze Marka Mandli w tym elemencie wcale się nie poprawili. Dowodzi tego chociażby weekendowy mecz z Energetykiem ROW Rybnik.
Dość powiedzieć, że żadna z dwóch bramek rywali nie padła z akcji. Raz zaczęło się od wrzutki z rzutu wolnego, raz było to dogranie z narożnika. - Tym, którzy w takich sytuacjach nie potrafią upilnować rywala, przychodzi już płacić kary przewidziane w regulaminie - przyznaje defensor bielszczan. Ale po starciu z Energetykiem do portfela sięgnie najpewniej tylko jeden z graczy.
Konkretyzując, będzie nim winowajca drugiego trafienia dla rybniczan, autorstwa Rafała Mitury. - Ten przypadek nadaje się do ukarania. Co innego pierwszy gol. W tym przypadku nieszczęśliwą interwencją popisał się Przemek Suchowski, więc to już zupełnie inna historia - uważa Rucki.
Dość powiedzieć, że żadna z dwóch bramek rywali nie padła z akcji. Raz zaczęło się od wrzutki z rzutu wolnego, raz było to dogranie z narożnika. - Tym, którzy w takich sytuacjach nie potrafią upilnować rywala, przychodzi już płacić kary przewidziane w regulaminie - przyznaje defensor bielszczan. Ale po starciu z Energetykiem do portfela sięgnie najpewniej tylko jeden z graczy.
Konkretyzując, będzie nim winowajca drugiego trafienia dla rybniczan, autorstwa Rafała Mitury. - Ten przypadek nadaje się do ukarania. Co innego pierwszy gol. W tym przypadku nieszczęśliwą interwencją popisał się Przemek Suchowski, więc to już zupełnie inna historia - uważa Rucki.
Polecane