"Nie muszę się starać, bo i tak miejsce w składzie będę miał"

21.07.2009
Przepis o młodzieżowcach w III lidze miał być zbawieniem dla młodych talentów. Ale nie jest. - Kiedy piłkarskie władze zrozumieją, że tylko nam szkodzą? - słychać zewsząd.
- Największe problemy są zawsze z młodzieżowcami - nie kryje Grzegorz Kutyła, szkoleniowiec Skalnika Gracze. Takich opinii wokół boisk III ligi jest dosłownie na pęczki. Narzekają trenerzy, prezesi, ale i sami zawodnicy. I - co najważniejsze - mają mocne argumenty.

Od momentu wejścia owego przepisu w życie mnóstwo kontrowersji budzi liczba młodzieżowców. - Skoro w II i IV lidze musi ich być dwóch, to dlaczego od nas wymagają już trzech? Jesteśmy jacyś wyjątkowi? - irytuje się Marek Mandla, opiekun BKS-u Stal Bielsko-Biała. Jak sam przyznaje, z takim "podziałem" mógłby się zgodzić, ale pod pewnym warunkiem.

- Chcąc przeprowadzić transfer, młodzieżowcem jest zawodnik do 23. roku życia. A zatem, ktoś, kto mieści się w tym kryterium, na boisku może już spełniać rolę w pełni "dorosłego" gracza. Brak tu konsekwencji - podkreśla Mandla. - Limit wieku powinien być ten sam w każdym aspekcie. Ale żadna z osób rządzących naszą piłką nie bierze pod uwagę, że zanim taki chłopak przystosuje się do wymogów ligi, traci już status młodzieżowca, a trener musi szukać na gwałt kogoś innego. Dajmy czas tym młodym ludziom! - przekonuje szkoleniowiec BKS-u.

Tym bardziej, że... - Jeśli piłkarz dysponuje odpowiednimi umiejętnościami, to miejsce w składzie sobie wywalczy - mówi Tomasz Drąg, obrońca Ruchu Zdzieszowice. - Przykładowo, u nas najlepszym dowodem na to jest postawa Dawida Kilińskiego i Tomka Damrata. Im żadnego przepisu nie potrzeba. W naszych klubach są jednak i tacy, którzy tę zasadę po prostu wykorzystują. Myśli sobie taki: "W kadrze mamy sześciu młodzieżowców, ale połowa z nich jest słaba. Wychodzi na to, że nawet nie muszę się specjalnie starać, a i tak będę członkiem podstawowej jedenastki" - zaznacza Drąg. A na tym cierpi poziom widowisk...

Swoje robi także Młoda Ekstraklasa. Na Śląsku jej przedstawicieli jest obecnie przecież aż czterech, stąd każdy talent prędzej czy później do jej rozgrywek w końcu trafi. -
Właściwie tylko Ruch Radzionków znajduje się w komfortowej sytuacji, bo ma utalentowaną młodzież. Taką jak bracia Giele - mówi Grzegorz Bonk, były zawodnik Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów. Reszta, a więc przysłowiowe 99 procent klubów, pomysły futbolowych władz nazywa... wymysłami.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również