"Nie jestem od tego, żeby stwarzać sytuacje i potem ich żałować"

25.08.2011
W III-ligowej Skałce Żabnica nastroje po trzech kolejkach rozgrywek są grobowe. Zawodnicy Vladimira Vesely'ego zawodzą. Po meczu ze Skrą Częstochowa sami bili się w piersi.
- Zagrałem dużo słabiej niż z Rozwojem Katowice w 1. kolejce. Nie wiem czym to jest spowodowane. Może przeciwnik nie pozwalał? - zastanawiał się Tomasz Janik, ofensywny pomocnik gospodarzy. Jeszcze bardziej krytycznie o swojej grze wypowiadał się napastnik Piotr Konieczny. - Nadal jestem bez żadnej zdobyczy bramkowej. Co z tego, że stwarzam jakieś zamieszanie, jak nic nie wpadło. Ja nie jestem tu po to, by dochodzić do sytuacji i potem ich żałować. Ja mam strzelać bramki i mam nadzieję, że w sobotnim meczu ze Startem Bogdanowice wreszcie mi się to uda - grzmiał.

Bezradność Koniecznego nie może dziwić. W końcówce meczu, po strzale z dystansu Michaiła Tkaczuka, bramkarz Adam Bensz odbił piłkę przed siebie. Nikt jednak do niego nie dopadł i mógł spokojnie złapać futbolówkę. - "Koniu", jak jest strzał, to ty musisz od razu iść do bramkarza! - wołał trener Vesely do Koniecznego. A to akurat rzecz elementarna, o której każdy napastnik powinien wiedzieć.

Nie można jednak zwalać winy za niepowodzenia tylko na tych dwóch zawodników. - Było dużo zmian w drużynie i na razie funkcjonuje to, jak funkcjonuje. Nie można być zadowolonym z tego punktu, choć Skra zagrała bardzo dobrze taktycznie. Ale dwa punkty w trzech meczach to słabiutki, naprawdę słabiutki wynik - podkreśla Janik.

Zgadza się z nim Konieczny. - Ten punkt ma gorzki smak. Mieliśmy prowadzić grę, a zaczęliśmy dopiero w drugiej połowie. To trochę za późno. Musimy to jednak przeboleć. Atmosfera w drużynie jest dobra, więc jedyne, czego nam trzeba, to przełamanie. Mam nadzieję, że od soboty zaczniemy iść w górę tabeli, bo mamy potencjał na czołówkę - kończy napastnik pozyskany z Młodej Ekstraklasy Polonii Bytom.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również