Naprzód - Zagłębie 6-5. Niejasne przepisy wzbudziły sporo emocji
08.03.2009
Przed spotkaniami o miejsca 5-8 wszyscy zastanawiali się nad sensem ich rozgrywania. Zawodnicy jednak wyszli na lód, ale ich zaangażowanie było dalekie od ideału. - Mecze kompletnie bez emocji - skwitował krótko Zbigniew Podlipni, napastnik Zagłębia Sosnowiec. - Ciężko było się zmotywować po odpadnięciu z walki o medale w spotkaniach o tzw. pietruszkę. Nikt nie wkładał maksimum swoich sił, dlatego poziom nie był najwyższy - dodał.
- Mecz był wyrównany, ale mieliśmy problemy z motywacją. Cel w tym sezonie był wyższy, dlatego trudno było zmobilizować zespół w starciach, które tak praktycznie nie miały zbyt wielkiego znaczenia - tłumaczył także Jan Vavrecka, trener sosnowiczan.
To, że pojedynki nie są traktowane na sto procent było widać w dzisiejszej postawie obu bramkarzy. Zarówno Elżbieciak jak i Dzwonek, nie mogą zaliczyć zawodów do udanych. W konsekwencji ich słabszej niż zwykle dyspozycji, kibice zobaczyli aż 11 goli.
W regulaminowym czasie, wynik był remisowy i to wzbudziło największe kontrowersje. Tuż po końcowym gwizdku hokeiści Naprzodu cieszyli się z zajęcia piątego miejsca, a kibice dziękowali im za cały sezon. W tym momencie nastąpiła chwila konsternacji. Nikt do końca nie wiedział, co zrobić z tym, że spotkanie zakończyło się nierozstrzygniętym rezultatem. Po chwili namysłu sędzia zarządził dogrywkę. Nie wszyscy godzili się jednak z taką decyzją. - To jakiś absurd. W dwumeczu byliśmy lepsi, a jeszcze musieliśmy to udowadniać w doliczonym czasie. Za ten przepis cały Wydział Gier powinien podać się do dymisji - nie krył niezadowolenia Waldemar Klisiak, napastnik Naprzodu.
- Chciałem podziękować chłopakom za cały sezon. Włożyli w tych rozgrywkach sporo sił, aby poprawić pozycję sprzed roku. Udało się awansować o jedno miejsce, także widać postęp. Zrobiliśmy krok "Naprzód” - podsumował zadowolony Jaroslav Lehocky, szkoleniowiec janowian.[b]
[/b]
- Mecz był wyrównany, ale mieliśmy problemy z motywacją. Cel w tym sezonie był wyższy, dlatego trudno było zmobilizować zespół w starciach, które tak praktycznie nie miały zbyt wielkiego znaczenia - tłumaczył także Jan Vavrecka, trener sosnowiczan.
To, że pojedynki nie są traktowane na sto procent było widać w dzisiejszej postawie obu bramkarzy. Zarówno Elżbieciak jak i Dzwonek, nie mogą zaliczyć zawodów do udanych. W konsekwencji ich słabszej niż zwykle dyspozycji, kibice zobaczyli aż 11 goli.
W regulaminowym czasie, wynik był remisowy i to wzbudziło największe kontrowersje. Tuż po końcowym gwizdku hokeiści Naprzodu cieszyli się z zajęcia piątego miejsca, a kibice dziękowali im za cały sezon. W tym momencie nastąpiła chwila konsternacji. Nikt do końca nie wiedział, co zrobić z tym, że spotkanie zakończyło się nierozstrzygniętym rezultatem. Po chwili namysłu sędzia zarządził dogrywkę. Nie wszyscy godzili się jednak z taką decyzją. - To jakiś absurd. W dwumeczu byliśmy lepsi, a jeszcze musieliśmy to udowadniać w doliczonym czasie. Za ten przepis cały Wydział Gier powinien podać się do dymisji - nie krył niezadowolenia Waldemar Klisiak, napastnik Naprzodu.
- Chciałem podziękować chłopakom za cały sezon. Włożyli w tych rozgrywkach sporo sił, aby poprawić pozycję sprzed roku. Udało się awansować o jedno miejsce, także widać postęp. Zrobiliśmy krok "Naprzód” - podsumował zadowolony Jaroslav Lehocky, szkoleniowiec janowian.[b]
[/b]
Polecane
Polska Hokej Liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku