Na pieniądze z byłego klubu czeka już... półtorej roku!

24.08.2009
Trener Piotr Stach domaga się od Koszarawy Żywiec zaległych pieniędzy. W klubie odsyłają go jednak do byłego sponsora. Zanosi się na to, że o wszystkim rozstrzygnie PZPN.
- Nie tak powinno się traktować trenera, który w trudnych dla klubu czasach osiągnął dobre wyniki - Piotr Stach nie kryje żalu do byłego pracodawcy. Ten bowiem nadal nie uregulował wobec niego należności za... grudzień 2007 roku. - Druga strona wielokrotnie przekładała termin spłaty długu. Ale ile można? Przecież już niedługo od początku tej historii miną dwa lata! - irytuje się obecny szkoleniowiec Pelikana Łowicz. O konkretnych sumach woli jednak nie mówić.

Jak całe zamieszanie widzą w Żywcu? Zupełnie inaczej. - Jestem bardzo zdziwiony roszczeniową postawą pana Stacha. Pamięta przecież doskonale, że odrzucił warunki umowy, jakie zaoferował mu klub, a dogadał się dopiero z naszym ówczesnym sponsorem, Antonim Kruczyńskim. I to właśnie do niego powinien się udać po resztę zaległości - przekonuje Andrzej Krupiński, członek zarządu żywczan. Ale to nie wszystko. Jego zdaniem, klub dla Stacha zrobił nawet więcej niż powinien.

- Po odejściu pana Kruczyńskiego, w październiku i listopadzie 2007 roku pensje trenerowi wypłaciliśmy sami. Zrobiliśmy to, choć wcale nie musieliśmy - uważa Krupiński. Taki argument do samego zainteresowanego nie trafia... - Nie ma znaczenia, kto podpisywał ze mną kontrakt. Liczy się to, że zrobił to w imieniu Koszarawy. To jedyny podmiot, od którego mogę żądać należnych mi pieniędzy - zaznacza Stach.

Brak kompromisu w sprawie może oznaczać skierowanie jej do PZPN-u. A na ten moment każdy inny scenariusz wydaje się być tym z rodzaju... science-fiction.

Przypomnijmy, w trakcie poprzednich rozgrywek Koszarawa - w wyniku zapaści finansowej - wycofała się ze zmagań III ligi opolsko-śląskiej. W tym sezonie klubowi udało się przystąpić do rywalizacji w bielskiej "okręgówce".
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również