MRKS wygrał z Unią Racibórz, bo... w szatni było gorąco

08.10.2011
W meczu rozpoczynającym 10. kolejkę IV ligi grupy II, MRKS Czechowice-Dziedzice wygrał 2-1 z Unią Racibórz. Mirosław Madeja, trener gospodarzy, w przerwie musiał jednak mocno wstrząsnąć zespołem...
Szkoleniowiec, uchodzący za oazę spokoju, miał powody do tak nerwowej reakcji. Czechowiczanie, którzy nie wygrali od czterech spotkań z rzędu, a trzy ostatnie przegrali, podejmowali ostatnią w tabeli Unię Racibórz, która poniosła aż sześć porażek z rzędu. - I my przez pierwsze 19 minut cały czas atakowaliśmy. Goście weszli na naszą połowę raz, w 20 minucie i strzelili gola... - rozkładał ręce Madeja.

Ostatecznie, po golach Grzegorza Sztorca i Victora Ohaki, MRKS-owi udało się wymęczyć zwycięstwo. - Z wyniku trzeba być zadowolonym. Z gry trochę mniej, ale wiem ile chłopcy włożyli w ten mecz serca. Wiadomo, że nie zawsze wychodzi, tym bardziej z taką drużyną, która się cały mecz broni. Jak ktoś zna nasze realia kadrowe to wie, że nie grało sześciu zawodników, bo jest kontuzjowanych, albo pauzuje za kartki. My cieszymy się z tego, co mamy, a mamy trzy punkty i to jest najważniejsze - mówił spokojny już trener IV-ligowca.

W przerwie tak jednak nie było. - W szatni było ostro, bo musiało tak być. Jak widać, pomogło - przyznał Łukasz Zaremski, stoper gospodarzy. - Powiedziałem chłopakom, że każdy pyta tylko o finanse i dba o swoje. A jak tu pójść do zarządu na jakieś rozmowy, jeśli w tym meczu nie będzie punktów? Podziałało i teraz można rozmawiać - uśmiechnął się Mirosław Madeja. Jego zawodnicy również wiedzą jednak, że ten sobotni mecz im nie wyszedł.

- Nie wyglądało to najlepiej. Z gry na pewno nie jesteśmy zadowoleni. Wygraliśmy, przynajmniej mamy te trzy punkty, po trzech przegranych. To był dla nas ciężki mecz, byliśmy w dołku po tych trzech porażkach. Przez pierwsze 20 minut cały czas atakowaliśmy, prowadziliśmy grę, ale zdarzyła się  głupia kontra i strata bramki. Było naprawdę ciężko, drugą połowę cały czas atakowaliśmy. Były okazje i  mogliśmy wygrać spokojnie 4 albo 5-1 - zakończył Łukasz Zaremski.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również