MKS D.G. - Krosno 50-44. Słaba skuteczność nie przeszkodziła im wygrać

03.10.2009
Koszykarze MKS-u Dąbrowa Górnicza zaprezentowali bardzo słabą skuteczność, ale dzięki dobrej defensywie mogli się oni cieszyć z dwóch punktów, jakie zdobyli w starciu z MOSiR-em Krosno.
Goście w tym spotkaniu prowadzili tylko raz i było to na samym początku spotkania. Później na parkiecie dominowali już tylko dąbrowianie. Choć z pewnością do końca zadowoleni być nie mogą, gdyż ich skuteczność pozostawiała sporo do życzenia. - Tragedia. Nie możemy na własnym parkiecie rzucać tak słabo - kręcił głową Radosław Basiński, rozgrywający MKS-u. Jeden celny rzut na 20 prób zza linii 6,25 m to z pewnością wynik, który zadowalać nie może. Nie lepiej było także w rzutach osobistych. - Nie wiem z czego mogło to wynikać. Przecież w spotkaniach kontrolnych rzucaliśmy przyzwoicie - zapewniał kapitan miejscowych.

Można z kolei pochwalić podopiecznych Wojciecha Wieczorka za postawę w defensywie. - Krosno to nie byle jaki zespół i pozwolić im rzucić zaledwie 44 punkty, to bardzo dobry wynik - podkreślał szkoleniowiec gospodarzy. A spora w tym zasługa Adama Lisewskiego i Marka Piechowicza, którzy nie tylko dobrze bronili, ale także doskonale spisywali się "na desce". Obaj zebrali aż po 11 piłek! Ponadto ten drugi skutecznie ograniczył poczynania Piotra Pluty, który po odejściu Marcina Salamonika stał się praktycznie samodzielnym liderem zespołu Mariusza Zamirskiego.

Tylko raz jeszcze dąbrowianie mogli poczuć zagrożenie ze strony gości. Stało się to, gdy MOSiR zniwelował straty do zaledwie pięciu punktów różnicy. Co ciekawie, punkty w tej akcji zdobył Michalski, który stojąc za linią rzutów za trzy punkty chciał efektownie podać do kolegi z zespołu. Jakież było jednak zdziwienie publiczności, a także samego autora zagrania, gdy piłki po odbiciu od tablicy... wpadła do kosza. - W koszykówce jest też potrzebne szczęście. Dobrze jednak, że nie decyduje ono o końcowym wyniku - z ulgą odetchnął Wieczorek.

Co ciekawe, w tym momencie na parkiecie w miejsce doświadczonego Basińskiego pojawił się młody Lewicki. Zawodnik, który na parkietach I ligi nie rozegrał zbyt wielu minut popisał się jednak doskonałym zagraniem i gospodarzom ponownie udało się odskoczyć. - Ten chłopak ma talent i z pewnością będziemy dawać mu szanse. Nawet w tak trudnych momentach - zapowiada szkoleniowiec MKS-u.

- Najważniejsze, że udało nam się wygrać. Oczywiście w starciu z silniejszym rywalem, prezentując taką skuteczność, nie mielibyśmy za wiele do powiedzenia, ale teraz może być już tylko lepiej. Dobrze, że udało nam się odczarować własny parkiet - podsumował Basiński.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również