MKS Dąbrowa G. - Żubry 72-56. Koncertowa gra lidera po przerwie

23.01.2010
Po pierwszej połowie wydawało się, że ostatnio rewelacyjnie spisujące się Żubry również i w Dąbrowie mogą sprawić niespodziankę. Jednak po przerwie MKS zagrał koncertowo i pewni zgarnął dwa punkty.
Rozpoczęło się po myśli MKS-u, gdyż Basiński przechwycił piłkę, a kontrę wykończył Szczypka. Jednak kolejnych osiem punktów zdobył Kujawa, a że po chwili trafił po raz trzeci tego dnia zza linii 6,25 m, to przewaga gości osiągnęła niebezpieczne rozmiary. - Rewelacyjna skuteczność zawodnika Żubrów spowodowała, że w nasze poczynania wkradło się sporo nerwowości - wyjaśniał Paweł Zmarlak, silny skrzydłowy dąbrowian, który na parkiecie pojawił się dopiero po przerwie, ale o tym później.

Już na samym początku drugiej kwarty "trójkę" trafił Bogdanowicz, a po chwili akcjami 2+1 popisali się Piechowicz i Zieliński. Wydawało się, że dąbrowianie wracają na właściwe tory i lada moment doprowadzą do remisu. Nic z tego. Nie pozwolił na to dobrze spisujący się pod koszem Kulikowski, a także Zalewski, który dwa razy trafił za trzy. Były to odpowiednio szóste i siódme trafienie z dystansu białostoczan tylko w pierwszej połowie! Po tej ostatniej próbie przewaga Żubrów wynosiła już 15 punktów. - Graliśmy bardzo źle w obronie - tłumaczył Zmarlak. - Nie lepiej i w ataku. Bardzo pasywnie, daleko od kosza. Zawodnicy bali się oddawać rzutów - kręcił głową Wojciech Wieczorek, trener MKS-u.

Tego co wydarzyło się po przerwie nie mógłby chyba przewidzieć nawet największy optymista. Gospodarze zdobyli z rzędu aż 17 punktów! Spora w tym zasługa Zmarlaka, który nieoczekiwanie pojawił się dopiero w drugiej połowie na parkiecie. - Mam kontuzję kciuka i ustaliliśmy z trenerem, że wejdę na boisko dopiero, jeśli będzie bardzo źle - tłumaczył silny skrzydłowy, który wniósł sporo ożywienia w grę dąbrowian. W szybkim tempie zdobył sześć punktów i wymusił dwa faule rywala w ataku. - Dwie ostatnie wygrane z wyżej notowanymi zespołami i wysokie prowadzenie z liderem spowodowały, że mój zespół niepotrzebnie się rozluźnił - złościł się Marek Kubiak, szkoleniowiec gości.

Rewelacyjny w pierwszej połowie Kujawa, w drugiej nie rzucił już ani jednego punktu. - Spora w tym zasługa Radka Basińskiego, który zupełnie odciął tego zawodnika - wyjaśniał Wieczorek. A koncertowa gra dąbrowian trwała nadal. Piechowicz nękał gości szybkimi kontrami, a Lisewski ogrywał pod koszem Kulikowskiego. Jednocześnie zawodnicy MKS-u nadal bronili bardzo agresywnie. - Najlepszym wyznacznikiem naszej postawy w defensywie jest to, że rywal po przerwie rzucił nam tylko 14 punktów - z zadowoleniem podkreślał Zmarlak. - Gdy przeciwnik doprowadził do remisu, to później trwało już tylko dobijanie. Zostaliśmy zniszczeni psychicznie - martwił się Kubiak.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również