MKS Dąbrowa G. - Zastal 86-60. Lider zdeklasował rywala
08.11.2009
Początek spotkania to zdecydowana dominacja ataku nad obroną. - W kilku sytuacjach doszło do nieporozumień i goście w łatwy sposób mogli zdobywać punkty - kręcił głową Wojciech Wieczorek, szkoleniowiec MKS-u. A tych najwięcej w pierwszych minutach zdobył młody Rajewicz, który nic sobie z tego nie robił, że za rywala miał doświadczonego Lisewskiego. 21-letni środkowy szybko zdobył osiem "oczek". I pewnie to pozwoliłoby Zastalowi objąć prowadzenie, gdyby nie rewelacyjna dyspozycja rzutowa Zmarlaka, który trzy razy trafił zza linii 6,25 m, nie myląc się ani razu.
Choć silny skrzydłowy w kolejnej odsłonie już nie prezentował się w ataku tak dobrze, to jego rolę w znakomity sposób przejął Szczypka, który skopiował wyczyn kolegi z pierwszej kwarty. Dąbrowianom praktycznie wszystko wychodziło, o czym może świadczyć choćby zagranie wspomnianego Szczypki, który w ostatniej sekundzie akcji trafił prawie z połowy boiska, choć jego próba bardziej przypominała rzut bejsbolisty niż koszykarza. - Sporo szczęścia, ale to przecież nie tym rzutem wygraliśmy mecz - przytomnie zauważył autor zagrania, które śmiało mogłoby konkurować z najlepszymi w NBA.
Dla gospodarzy ważniejsze było jednak to, że do poziomu rzucającego obrońcy dostosowali się także pozostali zawodnicy MKS-u. Skutecznymi wejściami pod kosz kolejne punkty zdobywał m.in. Piechowicz. - Dziwię się moim koszykarzom, bo na przedmeczowej odprawie mówiłem, że to jest gracz, który głównie na tym bazuje - złościł się Tomasz Herkt, opiekun Zastalu. - To właśnie przegrana druga odsłona zadecydowała o tym, że nie byliśmy już w stanie podnieść się i powalczyć o korzystny rezultat.
A po przerwie trwało - mimo obaw, że może się powtórzyć sytuacja z Katowic, gdy dąbrowianie szybko roztrwonili wypracowaną przewagę - dobijanie rywala. - Gospodarze przez trzy kwarty zaprezentowali bardzo dobrą skuteczność, a że dodatkowo my nie broniliśmy, to efekt był do przewidzenia - wyjaśniał szkoleniowiec zielonogórzan. Z kolei defensywa to był silny punkt MKS-u. - Warto zauważyć, że przez całe spotkanie tylko dwa razy przeciwnik rzucał z czystych pozycji - podkreślał Michał Dukowicz, II trener miejscowych.
W ostatniej kwarcie na parkiecie w szeregach dąbrowian pojawili się zawodnicy, którzy dotychczas mieli mniej okazji do gry, ale i to nie zmieniło oblicza spotkania. - Zastanawialiśmy się, czy nie kontynuować meczu podstawowym składem, by odnieść jeszcze wyższe zwycięstwo i zrewanżować się za wysoką porażkę w Zielonej Górze w poprzednim sezonie - uśmiechał się Wieczorek. - Ostatecznie zdecydowaliśmy, że nie będziemy ryzykować kontuzji, a także nagrodzimy rezerwowych za dobrą postawę na treningach - dodał.
Choć silny skrzydłowy w kolejnej odsłonie już nie prezentował się w ataku tak dobrze, to jego rolę w znakomity sposób przejął Szczypka, który skopiował wyczyn kolegi z pierwszej kwarty. Dąbrowianom praktycznie wszystko wychodziło, o czym może świadczyć choćby zagranie wspomnianego Szczypki, który w ostatniej sekundzie akcji trafił prawie z połowy boiska, choć jego próba bardziej przypominała rzut bejsbolisty niż koszykarza. - Sporo szczęścia, ale to przecież nie tym rzutem wygraliśmy mecz - przytomnie zauważył autor zagrania, które śmiało mogłoby konkurować z najlepszymi w NBA.
Dla gospodarzy ważniejsze było jednak to, że do poziomu rzucającego obrońcy dostosowali się także pozostali zawodnicy MKS-u. Skutecznymi wejściami pod kosz kolejne punkty zdobywał m.in. Piechowicz. - Dziwię się moim koszykarzom, bo na przedmeczowej odprawie mówiłem, że to jest gracz, który głównie na tym bazuje - złościł się Tomasz Herkt, opiekun Zastalu. - To właśnie przegrana druga odsłona zadecydowała o tym, że nie byliśmy już w stanie podnieść się i powalczyć o korzystny rezultat.
A po przerwie trwało - mimo obaw, że może się powtórzyć sytuacja z Katowic, gdy dąbrowianie szybko roztrwonili wypracowaną przewagę - dobijanie rywala. - Gospodarze przez trzy kwarty zaprezentowali bardzo dobrą skuteczność, a że dodatkowo my nie broniliśmy, to efekt był do przewidzenia - wyjaśniał szkoleniowiec zielonogórzan. Z kolei defensywa to był silny punkt MKS-u. - Warto zauważyć, że przez całe spotkanie tylko dwa razy przeciwnik rzucał z czystych pozycji - podkreślał Michał Dukowicz, II trener miejscowych.
W ostatniej kwarcie na parkiecie w szeregach dąbrowian pojawili się zawodnicy, którzy dotychczas mieli mniej okazji do gry, ale i to nie zmieniło oblicza spotkania. - Zastanawialiśmy się, czy nie kontynuować meczu podstawowym składem, by odnieść jeszcze wyższe zwycięstwo i zrewanżować się za wysoką porażkę w Zielonej Górze w poprzednim sezonie - uśmiechał się Wieczorek. - Ostatecznie zdecydowaliśmy, że nie będziemy ryzykować kontuzji, a także nagrodzimy rezerwowych za dobrą postawę na treningach - dodał.
Polecane
Koszykówka
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów