MKS Dąbrowa G. - Spójnia 71-59. Magia trzeciej kwarty
03.02.2010
Powtarzalność dąbrowskiego zespołu z pewnością musi budzić podziw, choć kibice lidera rozgrywek zapewne woleliby oglądać grę swoich idoli na najwyższym poziomie już od samego początku spotkania. - To już taka niechlubna tradycja, ale jeśli tylko wszystkie mecze mają się kończyć w taki sposób, to nie mam nic przeciwko temu, by ją podtrzymywać - uśmiechał się Wojciech Wieczorek, trener gospodarzy. Rozpoczęło się więc standardowo. Koszykarze Spójni grali mądrze i twardo w obronie, a to pozwalało im wyprowadzać skuteczne kontry. Gdy za trzy trafił Mazur, to goście objęli prowadzenie różnicą ośmiu punktów.
Co gorsza dla dąbrowian, w jednej z pierwszych akcji stracili oni Basińskiego, który doznał urazu po starciu z Grudzińskim. Wydawało się, że bez podstawowej "jedynki" MKS może mieć spore problemy z rywalem, ale... - Łukasz Szczypka zastąpił go co najmniej poprawnie - zaznaczał Wieczorek, a jego słowa znalazły poparcie w liczbie asyst nominalnie rzucającego obrońcy, która wyniosła aż siedem. Kapitan lidera po interwencji masażysty wrócił jednak na parkiet i gra lidera nabrała kolorów.
Gdy przewinienie techniczne za dyskusje z arbitrem otrzymał Molenda, w ciągu zaledwie jednej akcji gospodarze wyszli na prowadzenie. Najpierw dwa rzuty osobiste wykorzystał Szczypka, a po chwili "trójkę" trafił Basiński. To nie był jednak koniec popisów rozgrywającego, bo po chwili dołożył kolejne cztery "oczka", co pozwoliło wygrać jego drużynie ten fragment gry w stosunku 11-0! - Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, bo dość wysoko - jak na tak trudny teren - prowadziliśmy, ale wystarczyła chwila nieuwagi i praktycznie nasza przewaga zamieniła się w takiej samej wysokości straty - kręcił głową Marcin Stokłosa, rozgrywający stargardzian.
A po przerwie wcale nie było lepiej dla przyjezdnych. Zawodnicy MKS-u poprawili defensywę, a to dawało okazje na wyprowadzanie szybkich kontr, które bezlitośnie na punkty zamieniali Lisewski i Szczypka. - Kiedy się oddaje rzuty z nieprzygotowanych pozycji, to nie można się dziwić takiemu obrazowi gry. W ataku tylko Hubert Mazur zagrał na dobrym poziomie - złościł się Mieczysław Major, trener Spójni.
Jakby tego było mało, gospodarze zaczęli rzucać także z dystansu i w tym momencie stało się jasne, że goście w tym spotkaniu kompletu punktów nie zdobędą. - Próbowaliśmy jeszcze bronić strefą, ale to tylko pogorszyło naszą sytuacją - przyznawał Stokłosa. A wszystko przez Piechowicza, który, nic sobie nie robiąc z zasieków obronnych rywala, zakończył dwie akcje wejściami pod "dziurę". - Obrazem naszej bezsilności była ostatnia akcja meczu, gdy rywal przez dwie minuty był przy piłce w ataku, dzięki naszej grze "na desce" - podsumował występ swoich podopiecznych szkoleniowiec gości.
Co gorsza dla dąbrowian, w jednej z pierwszych akcji stracili oni Basińskiego, który doznał urazu po starciu z Grudzińskim. Wydawało się, że bez podstawowej "jedynki" MKS może mieć spore problemy z rywalem, ale... - Łukasz Szczypka zastąpił go co najmniej poprawnie - zaznaczał Wieczorek, a jego słowa znalazły poparcie w liczbie asyst nominalnie rzucającego obrońcy, która wyniosła aż siedem. Kapitan lidera po interwencji masażysty wrócił jednak na parkiet i gra lidera nabrała kolorów.
Gdy przewinienie techniczne za dyskusje z arbitrem otrzymał Molenda, w ciągu zaledwie jednej akcji gospodarze wyszli na prowadzenie. Najpierw dwa rzuty osobiste wykorzystał Szczypka, a po chwili "trójkę" trafił Basiński. To nie był jednak koniec popisów rozgrywającego, bo po chwili dołożył kolejne cztery "oczka", co pozwoliło wygrać jego drużynie ten fragment gry w stosunku 11-0! - Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, bo dość wysoko - jak na tak trudny teren - prowadziliśmy, ale wystarczyła chwila nieuwagi i praktycznie nasza przewaga zamieniła się w takiej samej wysokości straty - kręcił głową Marcin Stokłosa, rozgrywający stargardzian.
A po przerwie wcale nie było lepiej dla przyjezdnych. Zawodnicy MKS-u poprawili defensywę, a to dawało okazje na wyprowadzanie szybkich kontr, które bezlitośnie na punkty zamieniali Lisewski i Szczypka. - Kiedy się oddaje rzuty z nieprzygotowanych pozycji, to nie można się dziwić takiemu obrazowi gry. W ataku tylko Hubert Mazur zagrał na dobrym poziomie - złościł się Mieczysław Major, trener Spójni.
Jakby tego było mało, gospodarze zaczęli rzucać także z dystansu i w tym momencie stało się jasne, że goście w tym spotkaniu kompletu punktów nie zdobędą. - Próbowaliśmy jeszcze bronić strefą, ale to tylko pogorszyło naszą sytuacją - przyznawał Stokłosa. A wszystko przez Piechowicza, który, nic sobie nie robiąc z zasieków obronnych rywala, zakończył dwie akcje wejściami pod "dziurę". - Obrazem naszej bezsilności była ostatnia akcja meczu, gdy rywal przez dwie minuty był przy piłce w ataku, dzięki naszej grze "na desce" - podsumował występ swoich podopiecznych szkoleniowiec gości.
Polecane
Koszykówka
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów