MKS Dąbrowa G. - AZS AWF 83-59. "Na taki mecz czekaliśmy trzy lata"

30.01.2010
- Mieliśmy nawiązać równorzędną walkę. Przegraliśmy jednak na tablicach. Rywale odskoczyli dzięki rzutom "drugiej szansy" - Tomasz Koczwara wskazał przyczyny porażki w derbowym pojedynku.
Początek dość nieoczekiwanie należał do gości, którzy po trzech "trójkach" objęli prowadzenie ośmioma punktami. - Ostatnio mamy spore problemy z właściwym wejściem w mecz i rozkręcamy się z upływem czasu - zaznaczał Adam Lisewski, środkowy MKS-u. - W spotkaniach derbowych, nie ma znaczenia na jakich pozycjach znajdują się poszczególne zespoły (katowiczanie zajmują obecnie ostatnie miejsce w tabeli, a dąbrowianie są liderem rozgrywek I ligi - przyp. red.) - podkreślał Tomasz Koczwara, rozgrywający "Akademików".

Wraz z upływem czasu gospodarze odrabiali jednak straty. - Dopóki moi zawodnicy realizowali to, co przez ostatni tydzień "wałkowaliśmy" na treningach, to nasza gra w defensywie wyglądała całkiem dobrze. Niestety, działo się to zbyt krótko - kręcił głową Mirosław Stawowski, trener AZS-u AWF-u. Gdy zza linii 6,25 m trafił Basiński, a po chwili kolejne punkty zdobył Zmarlak, gospodarze wyszli na prowadzenie. Od tego momentu rywalizacja toczyła się praktycznie kosz za kosz. Ciężar gry w ataku po stronie gości wziął na siebie Wójciak, który nie tylko był skuteczny z dystansu, ale popisywał się także udanymi wejściami "pod dziurę". Z kolei po stronie dąbrowian gra w ataku tradycyjnie już rozkładała się na większą liczbę koszykarzy.

Pierwsza połowa, ciekawa w wykonaniu obu drużyn zapowiadała, że i po przerwie nie zabraknie emocji, lecz... - Mamy młody zespół, który "niestety" nie potrafi jeszcze grać na wysokim poziomie przez większą część pojedynku - rozkładał ręce Tomasz Milewski, środkowy katowiczan. Gospodarze, podobnie jak i w spotkaniu z Żubrami Białystok, drugą połowę rozegrali koncertowo i nie pozostawili złudzeń rywalom. - Raczej nie zdarza się, by grać na sto procent swoich możliwości pełne 40 minut, więc nie mam nic przeciwko temu, by słabiej zaczynać, a bardzo dobrze kończyć - z zadowoleniem tłumaczył Wojciech Wieczorek, szkoleniowiec MKS-u.

W ostatniej odsłonie na parkiecie pojawiali się już głównie zawodnicy rezerwowi, którzy dotychczas nie mieli zbyt często okazji, by pojawiać się na parkiecie. A jako, że i w jednym, i drugim zespole nie brakuje zdolnej młodzieży, to oglądaliśmy ciekawy pojedynek pomiędzy młodszym z braci Piechowiczów, a braćmi Dziemba. - Mają potencjał i mogą w przyszłości stać się ciekawymi koszykarzami - zauważył Milewski. A ostatecznie dąbrowianie wygrali różnicą aż 24 punktów... - Co nas ogromnie cieszy, bo poprzednie pojedynki były bardzo zacięte. Ostatni raz wygraliśmy wysoko ponad trzy lata temu, a wiadomo jak smakują takie zwycięstwa w konfrontacjach derbowych - uśmiechał się Radosław Basiński, rozgrywający dąbrowian.
autor: Tomasz Mucha, Mariusz Polak

Przeczytaj również