Mierny weekend naszych klubów. Fatalni I-ligowcy, a radość tylko w Bielsku
03.09.2013
Piechu, mój Piechu, cóżem ci uczynił?
Ruch Chorzów, czyli największa chimera spośród śląskich drużyn tego sezonu. Potrafi ograć Legię Warszawa po dobrym meczu, potrafi przegrać u siebie z Zagłębiem Lubin. Przez pierwsze 20 minut "Miedziowi" przy Cichej nie istnieli, a "Niebiescy" byli o krok od strzelenia bramki, ale jak to w piłce bywa - nie wykorzystali sytuacji, a potem się to zemściło. Po przerwie wszedł Arkadiusz Piech, dawny bohater Cichej i szybko zdobył kolejną bramkę i rozruszał niemrawe Zagłębie. Nie ma się co dziwić, że lubinianie woleli mieć Piecha od Jankowskiego...
Lider z liderem na remis
Mecz dwóch liderów, jak to często w polskiej lidze bywa, rozczarował. PGE Arena może się nie wypełniła, ale i tak zainteresowanie meczem było większe niż to zwykle ma miejsce w Gdańsku. Tymczasem... klops. Mecz był mało ciekawy i zakończył się remisem. Gola strzelił niezawodny Mariusz Przybylski. Mamy wrażenie, że ten facet poradziłby sobie nawet na bramce.
Złe miłego początki? No, bo chyba nie miłe złego...
Choć GKS Katowice nie notował wcale tak tragicznych wyników, trenera Rafała Góraka zwolniono. Przyszedł Kazimierz Moskal i zaczął naprawdę fatalnie. GieKSa grała na niewdzięcznym terenie w Łęcznej, gdzie zwykle szło jej bardzo ciężko i... nic się nie zmieniło. Trener będzie miał co robić przy Bukowej, bo na razie jest... cholernie daleko od OK.
Fornalik testuje cierpliwość
GKS Tychy, który był rewelacją poprzedniego sezonu, notuje katastrofalny start. Wprawdzie tym razem nie przegrał z Puszczą Niepołomice, bo uratował go niezawodny Paweł Smółka, ale i tak tyszanie są od początku sezonu w dole tabeli. Nie wiemy, jakim trenerem jest Tomasz Fornalik, ale wiemy, że początki to on ma trudne. W Ruchu Chorzów działacze nie wytrzymali ciśnienia, oby w Tychach wytrzymali. Jeśli Fornalik ma zamiar wszędzie tak zaczynać, to w Polsce raczej kariery nie zrobi. Nawet jeśli jest świetny.
Remisy się znudziły więc... przegrali
W piątek Energetyk ROW Rybnik miał po raz pierwszy od 30 lat wygrać w I lidze. Bo rybniczanie już wcześniej grali dobrze, a brakowało im szczęścia, żeby zremisować, bo publiczność miała być dwunastym zawodnikiem, bo przyjeżdżała "czerwona latarnia" ligi. W tych rozgrywkach wszystko jest jednak możliwe. Rybniczanom znudziły się remisy, więc przełamali je... porażką. Oby teraz nie doszło do serii czterech przegranych.
Dziwny, dziwny mecz
Tomasz Lipiński śpiewał "dziwny, dziwny czas", gliwiczanie zagrali "dziwny, dziwny mecz". Kiedy Piast totalnie nie istniał, zdominowany przez Śląsk Wrocław, dwoił się i troił Dariusz Trela, wyprowadzili gliwiczanie kontrę, którą wykorzystał Kamil Wilczek. Po przerwie zawodnicy Marcina Brosza się otrząsnęli, wzięli do roboty i zaczęli grać. Wszystko to na nic, bo stracili gola po kopnięciu Marco Paixao. Okresy przewagi jednej drużyn, kończyły się golami dla drugiej. Wydarzeniem był jednak wyczekiwany debiut Collinsa Johna. Na formę trzeba będzie jednak jeszcze czekać.
Co tam się działo?
Podbeskidzie Bielsko-Biała wygrało mecz w ekstraklasie, co już samo w sobie byłoby wydarzeniem. Jednak to, że wygrało po naprawdę dobrej grze, że zdominowało rywala i stworzyło sobie przynajmniej kilka stuprocentowych sytuacji brzmi już niemal nierealnie. Bielszczanie wyszli na boisko bez nominalnego napastnika, za to z upchniętymi w linii środkowej kreatywnymi pomocnikami. Naszym zdaniem eksperyment się powiódł i oglądało się to naprawdę dobrze. Oby tak dalej!
Ruch Chorzów, czyli największa chimera spośród śląskich drużyn tego sezonu. Potrafi ograć Legię Warszawa po dobrym meczu, potrafi przegrać u siebie z Zagłębiem Lubin. Przez pierwsze 20 minut "Miedziowi" przy Cichej nie istnieli, a "Niebiescy" byli o krok od strzelenia bramki, ale jak to w piłce bywa - nie wykorzystali sytuacji, a potem się to zemściło. Po przerwie wszedł Arkadiusz Piech, dawny bohater Cichej i szybko zdobył kolejną bramkę i rozruszał niemrawe Zagłębie. Nie ma się co dziwić, że lubinianie woleli mieć Piecha od Jankowskiego...
Lider z liderem na remis
Mecz dwóch liderów, jak to często w polskiej lidze bywa, rozczarował. PGE Arena może się nie wypełniła, ale i tak zainteresowanie meczem było większe niż to zwykle ma miejsce w Gdańsku. Tymczasem... klops. Mecz był mało ciekawy i zakończył się remisem. Gola strzelił niezawodny Mariusz Przybylski. Mamy wrażenie, że ten facet poradziłby sobie nawet na bramce.
Złe miłego początki? No, bo chyba nie miłe złego...
Choć GKS Katowice nie notował wcale tak tragicznych wyników, trenera Rafała Góraka zwolniono. Przyszedł Kazimierz Moskal i zaczął naprawdę fatalnie. GieKSa grała na niewdzięcznym terenie w Łęcznej, gdzie zwykle szło jej bardzo ciężko i... nic się nie zmieniło. Trener będzie miał co robić przy Bukowej, bo na razie jest... cholernie daleko od OK.
Fornalik testuje cierpliwość
GKS Tychy, który był rewelacją poprzedniego sezonu, notuje katastrofalny start. Wprawdzie tym razem nie przegrał z Puszczą Niepołomice, bo uratował go niezawodny Paweł Smółka, ale i tak tyszanie są od początku sezonu w dole tabeli. Nie wiemy, jakim trenerem jest Tomasz Fornalik, ale wiemy, że początki to on ma trudne. W Ruchu Chorzów działacze nie wytrzymali ciśnienia, oby w Tychach wytrzymali. Jeśli Fornalik ma zamiar wszędzie tak zaczynać, to w Polsce raczej kariery nie zrobi. Nawet jeśli jest świetny.
Remisy się znudziły więc... przegrali
W piątek Energetyk ROW Rybnik miał po raz pierwszy od 30 lat wygrać w I lidze. Bo rybniczanie już wcześniej grali dobrze, a brakowało im szczęścia, żeby zremisować, bo publiczność miała być dwunastym zawodnikiem, bo przyjeżdżała "czerwona latarnia" ligi. W tych rozgrywkach wszystko jest jednak możliwe. Rybniczanom znudziły się remisy, więc przełamali je... porażką. Oby teraz nie doszło do serii czterech przegranych.
Dziwny, dziwny mecz
Tomasz Lipiński śpiewał "dziwny, dziwny czas", gliwiczanie zagrali "dziwny, dziwny mecz". Kiedy Piast totalnie nie istniał, zdominowany przez Śląsk Wrocław, dwoił się i troił Dariusz Trela, wyprowadzili gliwiczanie kontrę, którą wykorzystał Kamil Wilczek. Po przerwie zawodnicy Marcina Brosza się otrząsnęli, wzięli do roboty i zaczęli grać. Wszystko to na nic, bo stracili gola po kopnięciu Marco Paixao. Okresy przewagi jednej drużyn, kończyły się golami dla drugiej. Wydarzeniem był jednak wyczekiwany debiut Collinsa Johna. Na formę trzeba będzie jednak jeszcze czekać.
Co tam się działo?
Podbeskidzie Bielsko-Biała wygrało mecz w ekstraklasie, co już samo w sobie byłoby wydarzeniem. Jednak to, że wygrało po naprawdę dobrej grze, że zdominowało rywala i stworzyło sobie przynajmniej kilka stuprocentowych sytuacji brzmi już niemal nierealnie. Bielszczanie wyszli na boisko bez nominalnego napastnika, za to z upchniętymi w linii środkowej kreatywnymi pomocnikami. Naszym zdaniem eksperyment się powiódł i oglądało się to naprawdę dobrze. Oby tak dalej!
Polecane